~ HARRY ~
Obudziłem się dosyć wcześnie jak na
godzinę, o której poszliśmy wczoraj spać. Obok mnie nie było Emily. Spojrzałem
na zegarek, była 11:00, do 11:30 serwowali śniadanie. Drzwi od sypialni były
otwarte, więc po chwili mogłem zauważyć, że z łazienki wychodzi Emily.
Uśmiechnęła się do mnie jak zobaczyła, że już nie śpię. Przyszła i położyła się
obok mnie. Zauważyłem, że już była uszykowana. Ubrana, pomalowana, wyglądała
jak zwykle zjawiskowo.
- Wstajesz? – zapytała, całując mnie w
policzek.
- No musiałbym, ale nie chcę mi się za
nic – zaśmiałem się.
- Wstawaj, leniu.
- Nie – szepnąłem, zakrywając głowę
poduszką.
Emily przycisnęła mi ją do twarzy.
Nienawidziłem jak ktoś mi tak robił. Miała sporo siły jak na swoje drobne
ciało, ale bez problemu położyłem się na niej, przyciskając jej nadgarstki nad
jej głową.
- Spadaj – syknęła, ale po chwili na
jej usta wkradł się cudowny uśmiech.
- Bo co?
- Bo nie zdążysz na śniadanie –
wyjaśniła.
- Racja – zaśmiałem się, wstając z
łóżka.
Skradłem jej jeszcze małego buziaka i
skierowałem się do łazienki. Odświeżyłem się, umyłem zęby i wróciłem do
sypialni, żeby się ubrać. Emily siedziała na łóżku z laptopem na kolanach.
Delikatnie pokiwała głową, żebym się nie odzywał.
- Kate właśnie bierze prysznic, bo
zaraz idziemy na śniadanie – powiedziała, patrząc w monitor.
- I jak się bawicie? – usłyszałem
kobiecy głos.
- Świetnie, mamo – ucieszyła się. –
Wczoraj przeszłyśmy cały Manhattan.
- Tylko róbcie dużo zdjęć, bo dawno
mnie tam nie było – zaśmiała się jej mama.
Ciekawe jak wyjaśni rodzicom to, że na
żadnym zdjęciu nie ma jej przyjaciółki.
- Jasne, mamo, a co u was?
- A co ma być, codzienna monotonia,
zaraz się wybieram na zakupy.
- Muszę kończyć, mamo, ucałuj tatę i
Charlotte – powiedziała Emily.
Po kilku chwilach czułości się
rozłączyła.
- Skarbie, porozmawiamy? – zapytałem
jej.
Emily spojrzała na mnie lekko
skrępowana.
- O czym? – zapytała, doskonale
wiedząc, o czym.
- Wiesz o czym – powiedziałem krótko,
siadając obok niej.
- Ja naprawdę nie chcę o tym gadać…
- Ale możesz ze mną o tym porozmawiać,
naprawdę… - powiedziałem spokojnie, gładząc jej policzek kciukiem.
Zaśmiała się.
- Wiem o tym – wtuliła się w moje
ramiona. – Ale nie teraz.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez chwilę,
ale po chwili wstaliśmy i poszliśmy na śniadanie. Do wyboru mieliśmy wszystko. Dosłownie.
Zacząłem trochę żartować, bo Emily straciła humor. Ale zaczęła się ze mną
śmiać, więc nie było tak źle. Nałożyłem sobie jajecznicę z smażonym boczkiem i
jakieś tam tosty. Na talerzu Emily była jakaś zielona mozaika, nałożyła sobie
wszystkie możliwe sałatki.
- Serio? Tym się najesz? – zdziwiłem
się.
- No pewnie – zaśmiała się.
Dosiedliśmy się do Nialla, Louisa i
Eleanor. Liama i Sophii jeszcze tutaj nie zauważyłem. Albo już są dawno po
śniadaniu.
- Co tam gołąbeczki? – zapytał Niall,
pakując sobie do ust potężny kęs naleśnika z syropem klonowym.
- Bardzo dobrze, dziękuję bardzo –
powiedziałem teatralnym tonem, obejmując Emily.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- A co u was? – zapytała Emily.
- Wczoraj zaszaleliśmy – zaśmiał się
Niall.
- Ta, jak nie wiem… - syknęła Eleanor.
- No co? Tylko ty się dobrze nie
bawiłaś – powiedział Louis.
Poszedłem nalać nam soku
pomarańczowego.
- Serio? Kręgle, bilard, golf? –
zakpiłem. – To macie wszędzie.
- Ja tam nie narzekam, było bardzo
fajnie, na szczycie wieżowca – uśmiechnął się Niall. – A wy co? Słyszałem, że z
Liamem i Sophią byliście na imprezce – poruszył znacząco brwiami.
- Tak, a wcześniej zwiedziliśmy spory
kawał miasta – powiedziałem.
Emily delektowała się sałatką.
- Nie mogę patrzeć na to co jesz –
zaśmiałem się.
- Oj, przestań już – skarciła mnie. –
Wolę to niż twoje uzależnienie od śmieciowego żarcia – dodała.
- Tacy już jesteśmy – zażartowałem,
spoglądając na Nialla.
To przeważnie on opychał się takim
żarciem.
- Nie czepiaj się, bo przestanę cię
lubić – zaśmiał się blondyn.
Emily się wyszczerzyła.
- A dzisiaj co robimy? – zapytałem,
patrząc na Emily.
Wzruszyła ramionami.
- Zawsze chciałam się przejść po
Central Parku – oznajmiła.
- To idziemy z wami! – zawołał Niall,
wstając od stołu.
Skierował się do bufetu po dokładkę.
- Jeżeli chcecie, to jasne –
powiedziałem. – Później pójdziemy na basen – zaproponowałem.
- Przecież mamy hotelowy – zauważył
Louis.
- No ten miałem na myśli.
- O której macie jutro próbę? –
zapytała Emily.
- Sam chciałbym to wiedzieć –
zaśmiałem się. – I jeszcze ten wywiad.
- Trzeba zagadać do Paula.
- Spokojnie, sam do nas zagada –
wyszczerzyłem się.
Dokończyliśmy śniadanie i poszliśmy w
powrotem do pokoju. Umówiliśmy się z resztą o 14:00 w holu. Była dopiero 12:30,
więc miałem okazję pogadać z Emily w pokoju. Kiedy weszliśmy do naszego
apartamentu od razu włączyła laptopa. Po chwili usłyszałem odgłos połączenia.
- No nareszcie! – ucieszyła się.
Spojrzałem na ekran jej laptopa i
zobaczyłem tą jej przyjaciółkę.
- Chciałam zadzwonić wcześniej, ale
cię nie było.
- Cicho siedź! Opowiadaj lepiej! –
powiedziała zafascynowana.
- No co mam ci opowiadać? Pokażę ci
milion zdjęć jak wrócę – zaśmiała się Emily.
- A jak tam ten twój Harry?
- Kate, on cię słyszy, idiotko –
powiedziała Emy, spoglądając na mnie.
Zaśmiałem się pod nosem.
- Ups – palnęła Kate.
- No cóż, wychodzi na to, że to też ci
opowiem, jak wrócę. A tak w ogóle, wszystko w porządku? Moi rodzice się u
ciebie nie pojawili, nie?
- No coś ty, jak na razie wszystko
jest okej. Wiesz, że jak się cokolwiek stanie, od razu dostaniesz ode mnie
smsa.
- No wiem, wiem.
Gadały tak jeszcze przez chwilę, w
końcu jednak Emily zamknęła laptopa i na mnie spojrzała.
- To jak, chcesz pogadać, co nie? –
zapytała niechętnie.
~ EMILY ~
Patrzyłam na niego swoimi maślanymi
oczami. Wiem, że nie da mi spokoju.
- No chcę – powiedział krótko.
- To pytaj – poklepałam miejsce na
kanapie obok mnie.
Harry przyszedł i usiadł na wskazanym
przeze mnie miejscu.
- Nie chcę cię o nic pytać, chcę,
żebyś mi powiedziała to, co chcesz, żebym wiedział – powiedział.
Zastanawiałam się, co mam mu
powiedzieć…
- Ale powiedziałam ci już wczoraj, że…
- Ilu ich było? – przerwał mi.
Czyli jednak postanowił zadawać pytania.
Wypuściłam głośno powietrze z ust.
- Harry… - powiedziałam i spojrzałam
mu w oczy. – To ma jakieś znaczenie?
- Chcę to po prostu wiedzieć.
- Ośmiu – powiedziałam, bawiąc się
nerwowo rękoma.
- Ja pierdolę – wysyczał Harry,
wstając i łapiąc się rękoma za głowę.
- Harry – szepnęłam.
Podeszłam do niego i opuściłam jego
ręce. Złapałam go za obie dłonie i spojrzałam mu w oczy.
- Teraz się wszystko zmieniło –
zaczęłam.
- Kiedy ostatni raz?
Męczyło mnie to wszystko. Chciałam o
tym zapomnieć.
- W tą noc, kiedy mnie potrąciłeś –
szepnęłam.
Spojrzał na mnie. Nie wiem, co się
działo w jego głowie, ale nie był zadowolony.
- Od kiedy to trwa?
- Od miesiąca… Od półtora miesiąca. I
to już nie trwa, Harry.
- W miesiąc przeleciałaś 8 chłopaków?
- Harry, proszę cię. To wszystko nie
ma znaczenia, to wszystko się już skończyło. Teraz… teraz jest zupełnie
inaczej.
Wpatrywały się we mnie jego duże oczy.
Wyrwał swoje dłonie z mojego uścisku i usiadł na kanapie. Usiadłam obok niego i
czekałam, aż cokolwiek powie.
- Nie no, przecież nie mam prawa mieć
problemu o to, co było zanim się poznaliśmy. W końcu nawet nie jesteśmy razem.
Też miałem kogoś przed tobą. Ale to była cholera jedna osoba, nie osiem! –
krzyknął, ponownie wstając z miejsca. – Nie pomyślałaś, jak będzie się czuć
chłopak, z którym kiedyś będziesz? Nie mam na myśli mnie, mówię ogólnie…
- Ja wiem jak to wygląda, naprawdę… -
szepnęłam, wiedząc, że ma racje. – Ale Harry, pojawiłeś się i nie mam zamiaru
tego powtórzyć, bo naprawdę cię lubię… I chcę stworzyć z tobą… coś. To była po
prostu chwila słabości…
- Chwila? – zakpił.
- Dobrze, wiem… Trochę to trwało. Ale
tyle zajęło mi podniesienie się po tym, co zrobił mi Chris. I jestem pewna, że
gdyby nie ty, trwałoby to nadal.
Spojrzał na mnie. Miałam nawet
wrażenie, że kąciki jego ust się delikatnie uniosły.
- Proszę cię, moja przeszłość nie ma
teraz znaczenia – powiedziałam ledwo słyszalnie.
Podeszłam do niego i zarzuciłam ręce
za jego szyję.
- A teraz mnie po prostu przytul –
szepnęłam mu do ucha.
Poczułam jak jego ręce obejmują mnie w
talii. Wtulił się w moje włosy. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi.
Niepotrzebnie mu to powiedziałam. Chociaż prędzej czy później musiało do tego
dojść, bo naprawdę chciałam z nim coś stworzyć. Wiem, że żyje w zwariowanym
świecie, ale czuję się przy nim wspaniale. Jest naprawdę normalnym chłopakiem
pomimo otaczającej go zwariowanej otoczki, którą jestem w stanie znieść, by z
nim po prostu być.
- Przepraszam, w ogóle nie wiem, co
mnie opętało – powiedział w moje włosy. – Nie mam prawa tak się zachowywać.
- Masz, ja na twoim miejscu pewnie
zachowałabym się podobnie – szepnęłam.
- Tak myślisz? – zaśmiał się.
- Tak, tak myślę – powiedziałam cicho.
– Nie chcę myśleć, o tym co było… Chcę myśleć o tym co jest, o tym co będzie…
- Masz rację, Emy – szepnął i mnie
pocałował.
- Żaden z tych kolesi nic dla mnie nie
znaczył. Totalnie nic – zapewniłam.
- Nie rozumiem siebie. Jestem o ciebie
taki zazdrosny, jakbyś była moja i tylko moja – zaśmiał się.
- To bądź – ucałowałam go w kącik ust.
- Ile już się znamy? – zapytał słodko.
- Już? Chyba dopiero – zaśmiałam się.
– Nie wiem, z dwa tygodnie, może trzy – udałam, że myślę.
- To chyba trochę za wcześnie na
kolejny krok, co nie?
- To najbardziej szalona znajomość w
moim życiu, więc nie mam pojęcia, wszystkiego się możemy spodziewać – zaśmiałam
się.
- A chcesz być moja i tylko moja? –
szepnął do mojego ucha.
- O niczym innym nie marzę –
pocałowałam go delikatnie w usta.
Wtuliliśmy się w swoje ciała i
staliśmy tak na środku salonu przez jakiś czas. Rozkoszując się wzajemnym
dotykiem i ciepłem.
- To znaczy, że już oficjalnie jesteś
tylko moja?
- A ty tylko mój?
- Jeśli tylko zechcesz – powiedział i
mnie podniósł.
Oplotłam nogami jego uda. Zaczęliśmy
się całować. Namiętnie i coraz namiętniej. Chyba się zakochałam. Totalnie. To
jeszcze za wcześnie, żeby wyznawać uczucia, których nawet nie jesteśmy pewni.
Ale to co nas połączyło było szalone i każdy kto usłyszałby naszą historię tak
by właśnie powiedział. Harry skierował się w stronę sypialni, co chwilę
obijałam się plecami o ściany, bo namiętność jaka nami zawładnęła sprawiała, że
tracił równowagę. Położył mnie delikatnie na łóżku, a po chwili czułam jak jego
ciało przywiera do mojego. Moje nogi nadal oplatały jego uda. Po chwili zwinnym
ruchem sprawił, że znajdowałam się teraz na nim. By było mi wygodnie usiadłam
się na nim okrakiem, nie przerywając całowania. Nie chciałam przerywać dotyku
naszych ust. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele. Po chwili odkleiliśmy się
od siebie, by zaczerpnąć oddechu. Patrzyliśmy sobie w oczy. Położyłam się na
jego klatce piersiowej. Czułam bicie jego serca. Miałam nadzieję, że niedługo
będzie ono należeć do mnie.
- Oszalałem na twoim punkcie –
szepnął, dziko się śmiejąc.
- Ja chyba też – zaśmiałam się.
~ HARRY ~
Byłem cholernie szczęśliwy. Nie
wiedziałem, co ze mną ostatnio nie tak. Tak szybko się to wszystko dzieje.
Czekaliśmy za resztą na holu. Przytuliłem Emily od tyłu, opierając się o blat
recepcji. Był już Niall i Liam z Sophią. Czekaliśmy tylko na Louisa i Eleanor.
Zayn mówił, że ma dla Perrie jakąś świetną niespodziankę, więc z nami nie
pojadą.
- Jesteś tylko moja – szepnąłem jej do
ucha po raz tysięczny.
- A ty tylko mój – powiedziała.
Miałem ochotę pochwalić się nią całemu
światu. Wszedłem w galerię zdjęć w telefonie i wybrałem to zdjęcie na Empire
State. Włączyłem instagrama. Wybrałem pierwszy, lepszy motyw i podpisałem ‘NYC
with MY girl’ a że wifi w hotelu było szybkie, zdjęcie już się przesłało.
Pokazałem Emily ekran mojego telefonu.
- Co ty zrobiłeś? – zdziwiła się.
- Ładne, nie?
- Harry, nie powinieneś tego wstawiać
– powiedziała. – Chcesz złamać serce milionom dziewczyn tym głupim zdjęciem?
- Och, Emily – pocałowałem ją w czoło.
– Nasze fanki cieszą się z naszych związków, cieszą się, że jesteśmy
szczęśliwi, a ja właśnie jestem.
- Harry, na pewno nie wszystkie będą
szczęśliwe jak to zobaczą…
- Nie moja wina, że mam ochotę
krzyczeć twoje imię – zaśmiałem się w jej włosy.
Nie wierzyłem, że ta dziewczyna jest
moja. Moja. Moja i tylko moja.
- To dzisiaj wieczorem spędzę czas,
czytając wszędzie coś o tobie i o mnie – stwierdziła.
Zauważyliśmy Louisa i Eleanor.
Wyszliśmy więc z hotelu, kierując się do czarnej limuzyny, która stała przy
krawężniku. Ochroniarz otworzył nam drzwi. Usiadłem się z Emily na bocznej
kanapie. Jak zwykle objąłem ją ramieniem, a ona położyła głowę na mojej piersi.
Kierowca ruszył. Do Central Parku mieliśmy kawałek, na pieszo nie chciałoby mi
się iść. Chłopacy zaczęli żartować o Zaynie. Ciekawe, jaką niespodziankę ma dla
Perrie. Później temat zmienili na premierę i galę MTV. Zaczęli namawiać Sophię,
Eleanor i Emily, żeby poszły z nami na tą galę.
- Nie mam ochoty patrzeć na twoją
byłą, która też pewnie tam będzie – powiedziała Emily.
Wszyscy zaczęli się śmiać i gwizdać.
- Też bym na twoim miejscu nie chciał
– powiedział Niall.
- Odczepcie się od niej – zaśmiałem
się. – Bo ja naprawdę nie mam ochoty o niej słyszeć, gadać, patrzeć też na nią
nie chcę.
- Cause I knew you were trouble when you walked in so shame on me now – zanuciła Emily.
Chłopacy zaczęli jej klaskać.
- Dziękuję, dziękuję – zaśmiała się.
- Zabawne, wiecie – syknąłem.
- Także znacie moją odpowiedź na to,
czy pójdę z nim na tą pieprzoną galę. Popatrzę sobie na was w telewizji, jak
się do niej uśmiechasz, jak będzie śpiewała tą piosenkę.
- Ona nie będzie występować na tej
gali, Emy – wyjaśniłem.
- Ciekawe skąd to wiesz – powiedziała,
mrużąc oczy.
- Och, no wiem i tyle – zaśmiałem się.
- Pierwsze chwile zazdrości w waszym
związku? – zapytała Sophia.
- A żebyś wiedziała, że dzisiaj mamy
taki dzień – powiedziałem. – Ale to chyba wyszło nam na dobre, nie? Moja
dziewczyno – dodałem.
- Ta – powiedziała.
Pocałowałem ją w czoło.
- To już jesteście razem?
- No chyba – zaśmiała się Emy.
Chłopacy znów zaczęli gwizdać.
Kierowca zatrzymał się. Spojrzałem przez okno. Faktycznie, byliśmy już na
miejscu. Podziękowaliśmy kierowcy, który przyszedł nam otworzyć drzwi i
przeszliśmy przez ulicę. Złapałem Emily za rękę.
- Hej, zazdrośniku – zaśmiałem się.
- Nie jestem zazdrosna! – zaprzeczyła
od razu.
- Oczywiście – powiedziałem.
- No oczywiście, że nie jestem. O
jakąś Tylor Swift? Kto to w ogóle jest? To nic, że znana jest na całym świecie,
co nie?
- Hej, Emy – powiedziałem, zatrzymując
się.
- Co? – syknęła.
- Myślisz, że to ma znaczenie? Że ona
jest znana, a ty nie?
- Nie wiem…
- Nie ma – powiedziałam i pocałowałem
jej malinowe usta. – Ty zazdrośniku – powtórzyłem, żgając ją w bok.
Mimowolnie się uśmiechnęła.
- No dobra, chodź już, bo za nami
czekają.
Skierowaliśmy się w stronę reszty. Co
za dzień.
~ EMILY ~
Może nie powinnam być o nią zazdrosna…
Ta dziewczyna ma wszystko. Ale z radością stwierdziłam, że strasznie mi się ona
nie podoba. Ma sztuczny uśmiech. W ogóle jest taka… Och!
- O czym tak myślisz? – zapytał Harry.
- O niczym. Patrz, te dziewczyny
pokazują na was palcem – skinęłam głową w ich stronę.
Stała jakaś grupka dziewczyn. Po
chwili już zmierzała w naszą stronę. Każda podeszła do innego. Do Harry’ego
przyszła taka mała, słodka dziewczynka. Znaczy no aż taka mała nie była.
Zapytała go, czy może sobie z nim zrobić zdjęcie. Wręczyła mi aparat, więc
pstryknęłam im fotę, robiąc przy tym głupią minę, by oni też jakąś zrobili. No
i zrobiłam im jeszcze jedno, takie już normalniejsze. Haha.
- Jak masz na imię? – zapytałam jej.
- Katherine – powiedziała, uśmiechając
się. – Dziękuję – dodała, kiedy oddałam jej aparat.
- Nie ma za co – zaśmiałam się.
Dzisiaj będę jego fotografem? Bo po
chwili zrobiłam jeszcze z pięć zdjęć z tymi pozostałymi. Fajne dziewczyny. Podziękowały
ładnie i sobie po prostu poszły. Poprawiły mi humor. Gdyby wszystkie były takie
miłe, spokojne, a nie piszczące do ucha. No cóż. Harry złapał mnie za rękę i
skierowaliśmy się do centrum parczku. Jakieś jeziorko, czy tam staw był. Nie za
dużo było tu ludzi. Cisza i spokój, co chyba jest w takim mieście jak Nowy Jork
rzadko spotykane. Było też wesołe miasteczko.
- Idziemy tam! – ucieszył się Niall,
gdy tylko je zobaczył.
- Dzieciaki – zaśmiałam się.
No ale poszliśmy. Tu akurat było już
więcej ludzi. Stoiska z jedzeniem, jakaś muzyczka grała, no i było pełno
karuzeli. Chłopacy poszli do budki i przynieśli chyba z trzydzieści żetonów na
różne karuzele.
- Zwariowaliście, na serio – zaśmiałam
się. – Ja nie idę na nic – dodałam.
- No weź, idziemy wszyscy na tą dużą
kolejkę! – zawołał Niall, ukazując ogromny tor.
Właśnie jechali na niej jacyś ludzie i
się darli jak nie wiem. Ja nigdy nie lubiłam takich rzeczy, bo mi po tym było
niedobrze.
- No dalej, Emily chodź – namawiała
mnie Sophia.
Szczerze? Od początku wyjazdu ani
słowa nie zamieniłam z Eleanor. No ale mniejsza z tym. Dałam się namówić i
wszyscy ustawiliśmy się w kolejce. Nie była ona na szczęście duża. Niall
cieszył się jak małe dziecko. Uwielbiałam tych chłopaków, a jednego z nich
nawet bardziej niż uwielbiałam. Poczułam wibrację telefonu. Zobaczyłam smsa od
Kate. Co ona może ode mnie chcieć? Zobaczyłam duże ‘SOS’ na ekranie telefonu, a
moje serce zamarło.
_________________________
uhuhu, czyżby wszystko się wydało ? ;d cudny rozdział, nareszcie są razem <3 sun ;***
OdpowiedzUsuńdziękuję :):*
Usuńcudooo!!! kocham to opowiadanie!!!
OdpowiedzUsuńcieszę się, że się podoba :):*
Usuńkolezanka mi polecila :D przeczytalam dopiero ten rozdzial, ale podoba mi sie, musze nadrobic od poczatku :P
OdpowiedzUsuńw takim razie nadrabiaj, cieszę się, że się podoba :):*
UsuńO Bosz dawaj następny !!!!!!!!!!!!!! ♥
OdpowiedzUsuńNooooooooo !!!!!!!!!!!!
za kilka dni się pojawi :) dziękuję za komentarz :*
Usuńboskie kobieto <333 od dzisiaj kocham hashley <333333
OdpowiedzUsuńto bardzo się z tego cieszę :D
UsuńSuper bardzo mi sie podoba twoj blog znalazkam go chyba na facebooku.Niewazne.Bede wdzueczna jedli bedziesz mnie informowac o nowych rozdzialach na mojm TT @lalalove1D4ever Napisalam juz w tej zakladce dla subskrytentow.Przepraszam za bledy,ale komentarz pisany na telefonie.
OdpowiedzUsuńdziękuję za komentarz, cieszę się, że się podoba i oczywiście, będę powiadamiać :) buziak :*
Usuńoj będę, będę :D na Twojego bloga zajrzę jutro jak tylko będę miała czas :):*
OdpowiedzUsuńmega megaa megaaa !!! :*** dawaj juz nastepny blagam !!!!!!
OdpowiedzUsuńdodam za kilka dni, także zapraszam :):*
Usuń