~ EMILY ~
Jechaliśmy ulicami Londynu. Powieki były coraz cięższe, miałam wrażenie, że zaraz zasnę. Byłam pewna, że jak tylko się położę, odpłynę. Zauważyłam za szybą znajome domy. Byliśmy prawie na miejscu.
- Możesz się tu zatrzymać – powiedziałam, wskazując na parking przed placem zabaw.
- Jasne.
Po kilku sekundach samochód się zatrzymał. Otworzyłam drzwi i chciałam wysiąść, zapomniałam o skręconej kostce. Harry szybko do mnie podszedł i podał mi obie ręce. Zaśmiałam się, widząc jego wyczekiwanie na twarzy. Złapałam je i się delikatnie podniosłam. Poczułam jak unosi mnie w powietrze, zarzuciłam więc bezceremonialnie swoje ręce za jego szyję.
- Czuję się jak księżniczka – zażartowałam. – Ciężka jestem, co nie?
- Piórko, co to na mnie – zaśmiał się.
- Fajeczka? – zapytałam, mrużąc oczy.
- Rzucam, nie chcę – odpowiedział szybko. – Ta jedna to był wyjątek, potrąciłem dzisiaj pewną dziewczynę, nerwy mnie zżerały od środka – wyjaśnił.
- Oczywiście, gwiazdeczko – powiedziałam z nutką rozbawienia.
- To gdzie mam cię zanieść, maleńka? – zapytał, lekko mnie podrzucając.
- Druga strona, dom z białym płotem – wyjaśniłam lekko skrępowana jego słownictwem, zaciskając swoje ręce na jego szyi. – Nie upuść mnie.
- Gdzież bym śmiał – zażartował i skierował się w stronę mojego domu.
- Ja sobie jeszcze jedną zapalę, ale zostawiłam torbę w aucie – zauważyłam. – Zrobiłeś to specjalnie?
- No co ty, mam ją na ramieniu, idź do okulisty – zaśmiał się.
Miał taki uspokajający śmiech. Poklepałam go po ramieniu.
- Dobry chłopczyk.
Postawił mnie na nogach, a właściwie to jednej. Od razu usiadłam się na schodach. Wyciągnęłam w mojej torby paczkę papierosów, przysuwając mu ją pod nos.
- No dobra, daj jedną – powiedział po chwili z błyskiem w oku.
- No ale, żeby nie było, że namawiam cię do złego – żachnęłam.
- No a co właśnie robisz?
- Dobra, to nie! – podniosłam ton, próbując udawać poważną.
- Dawaj – powiedział, próbując wyrwać mi paczkę z ręki.
Wyciągnął dwie fajki z paczki i schował ją do kieszeni.
- Oddawaj, to moje!
- Nie możesz palić, to szkodzi płucom – zaśmiał się, wręczając mi papierosa. – To twój ostatni.
- Oczywiście. Dobrze, tato.
Morda mu się ciągle cieszyła. To chyba ja tak na niego działam, haha. Usiadł obok mnie.
- Nie pierdol, że nie mamy zapalniczki – powiedziałam po chwili.
- Dobra, skoczę po nią do auta. Leży gdzieś pod fotelem.
- Super, pośpiesz się – ponagliłam go.
Chłopak wstał i truchtem wybiegł za furtkę. Oparłam się dłońmi o kafelki za mną i spojrzałam w niebo. Robiło się już jasno. Ile my musieliśmy spędził czasu w tym szpitalu? Która była, czwarta, piąta? Harry naprawdę się pośpieszył, bo zaraz usiadł już z powrotem obok mnie. Pstryknął i po chwili odpaliłam papierosa. Zrobił to samo.
- Jutro zabiorę cię na obiad – powiedział.
- Nie jadam obiadów.
- To na kolację.
- Nie jadam kolacji – odpowiedziałam poważnie.
- To co ty jadasz?!
- Żartuję, okej? – zaśmiałam się. – Możesz wziąć mnie na kebab.
- Co? To tak się odżywiasz?
- Nie, ale nie musisz od razu brać mnie na kolację przy świecach albo obiad z białym winem w wiadrze kostek lodu.
Zmieszał się. O to chodziło.
- Okej, to niech będzie pizza – podpowiedział.
- Chcę kebab – nalegałam.
- Dobra – zdenerwował się.
- Żartowałam! – krzyknęłam, bijąc go w ramię. – Nie masz za grosz poczucia humoru.
- Ała – jęknął, masując swoje ramię. – Co ty tam wiesz, zakład, że mam, Emily Green?
- Będę ci się śnić po nocach – powiedziałam, po chwili się zaciągając moim papierosem.
- To akurat byłyby przyjemne sny – zauważył, patrząc na mnie.
- Nie podrywaj mnie, gwiazdeczko!
- Nie wyobrażaj sobie za dużo – zaśmiał się.
- Ałć – powiedziałam, robiąc moją lekceważącą minę.
Zgasiłam swojego papierosa butem i kopnęłam, żeby się gdzieś w krzakach schował. Mama by nie była zadowolona, widząc pety przed domem.
- Rodzice wiedzą, że palisz? – zapytał, ostatni raz się zaciągając.
- Podejrzewają, ale w sumie nigdy nie widzieli mnie z papierosem. A czemu pytasz?
- Ile masz lat? – zapytał znów.
- Halo, czy to jakiś pieprzony wywiad? – zaśmiałam się. – Siedemnaście.
- Jestem starszy – wyszczerzył się.
- Nie widać, zachowujesz się jak dziecko – znów go uderzyłam w ramię.
- Dzięki – odpłacił mi się i trafił w mojego sianiaka.
- Ty idioto!
Wziął moją torebkę i zaczął w niej szperać. Co, proszę?
- Czego ty szukasz? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Twojego telefonu.
- Mam go w kieszeni.
- To daj mi go na chwilę.
- Po co ci? – zapytałam podejrzliwie, ale dałam mu mojego iPhone’a.
- Chcę ci zapisać mój numer.
- Jestem bogata! Mamo, przeprowadzamy się na Majorkę – zażartowałam. – Numer Harry’ego Stylesa jest wart miliony!
- Przestań.
Jego telefon zaczął dzwonić. Cwany jest. Zadzwonił na swój z mojego.
- Teraz ja mam twój numer. Będę cię prześladował – zażartował, oddając mi telefon.
- Agent 007, zniszczę twój telefon.
- Chciałabyś, mam w nim skarby – uśmiechnął się kapryśnie, wstając ze schodów.
- Na przykład mój numer telefonu – zauważyłam.
Zaśmiał się głośno. Ałć, to było chamskie.
- To widzimy się jutro? – zapytał.
- Nie wiem, czy mam dla ciebie czas – udałam, że o tym myślę.
- To go znajdziesz. Specjalnie dla mnie – uśmiechnął się i ukucnął przede mną, przybliżając swoje usta do moich.
Na Boga, myślałam, że mnie pocałuje! Patrzył tylko na mnie i szukał w oczach jakichś emocji, ale ich nie znalazł. Palant! Cmoknął mnie tylko w policzek i wstał.
- Do jutra. Zadzwonię – podniósł swój telefon, ukazując mi go i się uśmiechnął.
Miał taki sam jak ja. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Jaki cudowny uśmiech, nie wierzę, że widzę u ciebie na twarzy taki przyjazny uśmiech – zażartował, kierując się do furtki. – Do jutra!
Posiedziałam jeszcze chwilę na schodach, kiedy już ucichł warkot silnika za rogiem, wstałam powoli i podeszłam do drzwi, trzymając się barierki. Otworzyłam je po cichu kluczem, który miałam w torbie. Miałam nadzieję, że nie obudzę moich rodziców. Zapaliłam światło na korytarzu i powoli weszłam po schodach na górę, do mojego pokoju. Otwarłam po cichy drzwi i wślizgnęłam się do środka. Kiedy zapaliłam światło, zobaczyłam moją mamę śpiącą w moim łóżku! Super, chciała wiedzieć kiedy wrócę?
- Mamo – szarpnęłam ją powoli, by się obudziła.
Zaczęła coś mamrotać, ale zaraz wstała jak oparzona.
- No nareszcie! – krzyknęła.
- Mamo, proszę. Obudzisz Lottie – syknęłam.
- Czy ty w każdy weekend musisz wracać tak późno do domu?! Która właściwie jest godzina? Już jest jasno na dworze, Emily! Opamiętaj się wreszcie! Nie musisz wiecznie imprezować! Następny weekend spędzisz ze swoją rodziną, a nie z tą twoją paczką imprezowiczów!
Wysłuchałam jej spokojnie, po czym usiadłam na łóżku bez słowa.
- Emily! Co ci się stało?! – krzyknęła jeszcze głośniej, kiedy zobaczyła moją obandażowaną stopę.
- No nawet nie dałaś mi dojść do słowa.
- Och, Emily, skarbie! – powiedziała piskliwym głosem, usiadła obok mnie i mocno przytuliła. – Co się stało?
- Wracałam do domu naprawdę wcześnie, było koło 22:00, no może północ – skłamałam. – Tylko, że spadłam ze schodów – skłamałam po raz kolejny. – Jeden kolega zawiózł mnie do szpitala i to tam tyle czasu mi zeszło. Nie chciałam dzwonić i cię denerwować, przepraszam.
- Och, Emily, moja droga – mocno mnie do siebie tuliła.
- Mamo, naprawdę wszystko ze mną w porządku, mam tylko skręconą kostkę i kilka siniaków. Jestem zmęczona, mogę już iść pod prysznic i się w końcu położyć?
- Oczywiście kochanie, jakbyś czegoś potrzebowała to mnie tylko zawołaj – ucałowała mnie i wstała. – Niezdaro moja droga – zaśmiała się i wyszła.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Wzięłam czysty ręcznik z szafy i powoli podeszłam do drzwi łazienki. Po chwili po moim ciele spływała już gorąca woda, przyprawiając mnie o dreszcze. Ostrożnie, ale szybko się umyłam, bo marzyłam tylko o moim łóżku.
~ HARRY ~
Zaparkowałem moim autem przed domem i szybko skierowałem się do drzwi. Chłopacy uwalili się w salonie, wszyscy spali w dziwnych pozycjach przed telewizorem, chyba zasnęli podczas filmu. Poszedłem na górę do mojej sypialni i sam walnąłem się na łóżko. Nawet nie chciało mi się rozbierać, zdjąłem tylko conversy. Miałem nadzieję, że będzie mi się śniła dzisiaj dziewczyna o długich włosach i pięknych oczach o imieniu Emily.
Rano, obudził mnie nie kto inny jak Niall. Zawsze to robił.
- O której ty wróciłeś?! – krzyczał. – Powaliło cię do reszty?
Kopnąłem go nogę i odwróciłem się na drugi bok.
- Która jest godzina? – zapytałem cicho.
- Jedenasta! Wstawaj łosiu!
- Zaraz zejdę, daj mi spokój – syknąłem i zakryłem głowę poduszką.
Naprawdę jak kocham Nialla, tak go nienawidzę za to budzenie mnie codziennie rano. Jak usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi, zwlokłem się z łóżka i poszedłem od razu do łazienki wziąć zimny prysznic. Byłem strasznie zmęczony i niewyspany. Zimny prysznic postawił mnie więc na nogi. Podszedłem do szafki nocnej i wziąłem do rąk telefon. Wystukałem szybko ‘dzień dobry’ i wysłałem pod numer, który wczoraj udało mi się sprytnie zdobyć od Emily. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Była inna od tych wszystkich dziewczyn. Nie lepiła się do mnie i nie krzyczała, że nie może uwierzyć, że to właśnie ja. Nie była mną zainteresowana i to mi się w niej podobało najbardziej. Poza tym jej włosy, oczy i ten cudowny uśmiech, który sprawiał, że drżałem w środku. Była zadziorna, ale to dodawało jej tylko i wyłącznie uroku. Pewność siebie z niej wręcz kipiała, była to po prostu dziewczyna, która wiedziała czego chce. Stukot w drzwi wyrwał mnie z rozmyśleń o niej. Przyłapałem się na tym, że wciąż patrzę w telefon i na smsa, którego jej odpisałem jak na razie pozostawionego bez odpowiedzi.
- Czego? – warknąłem.
- Jesz śniadanie czy mamy posprzątać? – usłyszałem głos Louisa.
- Daj mi moment, już schodzę.
Nałożyłem moje ulubione dżinsy, koszulę w kratkę na krótki rękaw i zapiąłem kilka guzików od dołu. Wygodne trampki to podstawa, więc znalazły się na moich stopach. Telefon i portfel wsunąłem w tylną kieszeń i wyszedłem z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
~ EMILY ~
Od dobrej godziny zastanawiałam się, czy mu odpisać. Napisał mi smsa na przywitanie, w sumie to mnie obudził palant jeden. Ubrałam się w wygodne ciuchy i zeszłam na dół do kuchni. Właściwie to przykicałam, skacząc na jednej nodze. Przytuliłam moją młodszą, cudowną siostrę, która właśnie jadła płatki na śniadanie. Charlotte to 5 letnia mała, urocza istotka, która wniosła niemało bałaganu, ale i tonę szczęścia do mojego życia.
- Emy – kwiknęła i wyszczerzyła swoje równe małe ząbki z szparkami między każdym z nich.
- Cześć, skarbie – ucałowałam ją i poszłam do lodówki.
- Nic nie powiesz? – zapytał mój tata, spoglądając na mnie znad porannej gazety, którą właśnie czytał.
- A co mam powiedzieć? Przecież mama już ci wszystko powiedziała – powiedziałam zirytowana.
- Od dzisiaj będę przyjeżdżał po ciebie po każdym twoim spotkaniu z przyjaciółmi – orzekł.
Zbulwersowałam się!
- Tato, przestań – zaprotestowałam szybko. – Nawet gdybyś po mnie przyjechał nie uniknęłabym spadnięcia ze schodów – zauważyłam, nalewając sobie mleko w mój ulubiony kubek.
- Kochanie, od dzisiaj masz szlaban – oznajmił mnie, a moje oczy momentalnie się powiększyły.
- Przepraszam, co? – syknęłam wściekła. – Winisz mnie za to, że spadłam ze schodów? – zapytałam, bo wydawało mi się to naprawdę śmieszne.
- Oczywiście, że nie. Skończysz z imprezami na jakiś czas. Wystarczy ci na razie, nie musisz imprezować co weekend, a nawet w tygodniu!
- Przestań krzyczeć, Jason – powiedziała spokojnie mama, wchodząc do kuchni.
Ubrana była jak zwykle elegancko. Ucałowała mnie na przywitanie.
- Zrobić ci kanapki? – zapytała mnie.
- Nie, dziękuję, poradzę sobie – odpowiedziałam i znów spojrzałam na tatę. – Masz na myśli same wieczorne wyjścia, tak? Mogę się spotykać z przyjaciółmi po południu?
- Będą to ograniczone spotkania. I nie chcę wyczuć od ciebie nigdy więcej alkoholu i tych cuchnących papierosów!
- Oj, tu się zgadzam skarbie – dodała mama.
Zrobiłam moją super minę, by im pokazać, że gardzę tym, co w tej chwili powiedzieli. Wzięłam musli z szafki i wsypałam do szklanki. Nie chciało mi się już wyciągać miski i pozostawać z nimi w tym pomieszczeniu. Schowałam telefon do kieszeni, który wcześniej położyłam na szafce, wzięłam swoje musli i poszłam na górę. Usiadłam na łóżku, stopa mnie już bolała… Próbowałam na niej stąpać najdelikatniej jak się dało, ale i tak czułam ogromny ból. Chyba jestem zmuszona jeszcze trochę poskakać na jednej nodze. Wzięłam telefon do ręki i napisałam smsa… Do niego… Nic wielkiego, tylko głupie ‘cześć’ żeby nie pomyślał, że go olewam. Harry Styles, no kto by pomyślał… Wzięłam laptopa na kolana i wpisałam trzy pierwsze litery w google, po czym już wyskoczyło całe jego nazwisko. No okej, taki znany. Zaczęłam oglądać jego zdjęcia. Dobra, jest przystojny, ale w sumie zawsze według mnie najprzystojniejszy z ich piątki był Zayn. Ile miał zdjęć z fankami, często je całuje w policzek i przytula, to strasznie słodkie. Wyobrażam sobie jakie to musi być dla nich wspaniałe. Weszłam na jakieś portale plotkarskie. Sporo tych plotek na ich temat. Harry był z Tylor Swift! Trzyma jakieś dziecko na rękach. Sypiał z dwoma osobami? Ale jak to, naraz? A nie, tu jest napisane, że ogólnie. Styles, przebiłam cię. Harry błaga Swift o drugą szansę, no chyba kpisz. Chcesz jej kupić pierścionek?! Ile ty masz właściwie tatuaży, dziecko drogie? Ale oni tworzyli słodką parę, zaraz się porzygam. Boże, ile ty miałeś dziewczyn? W starszych też gustujesz? Przespał się z mężatką? Dobra, starczy tego. Wyłączam to gówno.
~ HARRY ~
Odpisała! Jednak mnie nie olewa. Uśmiechnąłem się mimowolnie do telefonu, cholera.
- Co cieszysz mordę? – zapytał od razu Liam, który siedział naprzeciwko mnie.
Uśmiechnąłem się do niego.
- Tak się cieszę, że cię widzę – wycedziłem przez zęby nadal na niego patrząc i szeroko się uśmiechając.
- Nie pierdol.
Zrobiłem minę smutnego szczeniaczka. Ale się nażarłem. Hamburger z rana to nie był dobry pomysł, duży koktajl na to plus jeszcze półkilogramowa kiść winogrona, super. Idę się wyrzygać. Napisałem do niej smsa. Nie mogłem już dłużej czekać ‘pasuje ci o 16:00?’ no i wysłałem. Może odpisze. O Boże, ona jest taka idealna.
- Dzwonili do nas z MTV, jakiś program, coś – wyjąkał Niall.
- Ja jeszcze mam wolne, pracę zaczynamy od przyszłego tygodnia – powiedziałem od razu.
Zayn pokiwał głową.
- Spokojnie, to dopiero za miesiąc.
- Idealnie – rozmarzyłem się i poprawiłem czuprynę.
- A tak wracając do wczorajszego dnia, to co z tą dziewczyną? – zapytał Liam.
Opowiedziałem im o wszystkim przy śniadaniu. Ale o naszej słodkiej pogawędce pod jej domem nic nie wspomniałem i o tym, że mam jej numer też nie. Po co im to…
- No a co ma być? – zapytałem zdezorientowany.
- Przeprosiłeś ją jakoś? – zapytał Niall.
- Co masz na myśli?
- Jakieś kwiaty mogłeś jej kupić albo cokolwiek – dodał Zayn.
- Ty kupujesz kwiaty Perrie jak się pokłócicie.
Zayn się wyszczerzył. Wstałem od stołu i poszedłem na górę, do swojej sypialni. Położyłem się na łóżku i wyjąłem notatnik z długopisem. Może coś napiszę, jakaś nowa nuta albo cokolwiek. SMS, przyszedł sms! ‘jeżeli po mnie przyjedziesz i weźmiesz mnie na KEBAB, to mi pasuje’ zaśmiałem się. Uwielbiałem ją. Po prostu ją uwielbiałem.
~ EMILY ~
No na kebab dam się zaprosić, a co mi tam. Mogłam nie wchodzić na te głupie portale plotkarskie, po co było mi to wszystko wiedzieć. Przecież on mnie nawet nie interesuje. O Boże, a jak się z nim umówię i ktoś nas zauważy i zrobi zdjęcie, a później trafię na te głupie portale plotkarskie? W końcu cały świat śledzi jego życie, straszne. Ale w sumie, chcę już tą 16:00…
Zaraz wychodzę. Ubrałam obcisłe dżinsy, luźną, pomarańczową bluzkę i moje przyduże, stare vansy, żeby weszła mi ta stopa z bandażem. Przewiesiłam przez ramię moją sportową torbę, w którą wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy i nawet się pomalowałam! A naprawdę rzadko to robię. Napisałam Harry’emu smsa, żeby nie dzwonił do drzwi. Wyszłam punktualnie o 16:00. Stał na tym parkingu, co wczoraj. Emily, jeszcze masz szansę się wycofać, nie musisz z nim nigdzie jechać. Okej, ogarnij się, dziecko. Podeszłam do auta i otworzyłam drzwi pasażera. Po czym wsiadłam bez słowa do auta. Patrzyłam przed siebie.
- Cześć? – powiedział, bardziej pytając.
- No cześć.
_________________________
Fajnie :)
OdpowiedzUsuńbedac-boso.blogspot.com
CALUSKI ;)
dziękuję za komentarz, zapraszam ponownie :) zaraz zaglądnę do Ciebie :)
Usuńze tez wczesniej nie wpadlam na tego bloga:D swietnie czekam nanowa notke:*
OdpowiedzUsuńno to jak już wpadłaś, to wpadaj coraz częściej :)
Usuń