poniedziałek, 4 listopada 2013

CHAPTER ELEVEN

~ HARRY ~

Nie wiedziałem, co mam robić. Emily spojrzała na mnie zdezorientowana.
- Idź do auta, tego czarnego obok ochroniarza – szepnąłem.
Kiwnęła głową i skierowała się w stronę ochroniarza za którym stało kilkanaście dziewczyn. Podszedłem do nich i zrobiłem z kilkoma zdjęcia, bo mnie o to prosiły. Podpisałem kilka moich zdjęć, które podsuwały mi pod nos. Uwielbiałem naszych fanów, ale byłem kompletnie zdezorientowany. Próbowałem się przecisnąć do auta, jeden z ochroniarzy mi w tym pomógł.
- Cześć, Calvin – powiedziałem do kierowcy, kiedy ochroniarz zamknął za mną drzwi.
- O, cześć Harry! – ucieszył się.  – Gdzie was podwieźć?
- Poczekaj chwilę. Emily, przepraszam, strasznie cię przepraszam – ucałowałem ją w policzek.
- Jasne, nie ma sprawy, no – szepnęła, patrząc przez szybę na stado dziewczyn przed hotelem.
- Calvin podwiezie nas gdziekolwiek zechcesz, a później pójdziemy na nasz spacer, dobrze?
- Okej – szepnęła.
Widziałem, że jest tą sytuacją przygnębiona.
- Zawieź nas gdziekolwiek, tylko nie tutaj – powiedziałem do Calvina.
- To znaczy?
- Może Empire State? Tak, zawieź nas właśnie tam.
Kierowca ruszył, a my siedzieliśmy w ciszy. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć.
- Gniewasz się, prawda? – zapytałem po chwili.
- Nie, Harry, dlaczego miałabym się gniewać? Takie już jest twoje życie, dla tych dziewczyn jesteś całym światem i ja to rozumiem przecież – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało.
Pocałowałem ją w usta, przygarniając ją do siebie.
- Chyba muszę się do tego przyzwyczaić, jeżeli mam iść z tobą na premierę – zaśmiała się. – Miliony oszalałych fanek, okej.
- Już przestań – zatkałem jej usta kolejnym pocałunkiem. – I to prawda, jeżeli chcesz ze mną mieć cokolwiek wspólnego, musisz się do tego przyzwyczaić, bo te dziewczyny są ogromną częścią mojego życia.
- Jasne, że chcę – pocałowała mnie.
Calvin śmiał się pod nosem. To był jeden z kierowców naszego hotelu. Widziałem go już kilka razy jak byłem tu wcześniej.
- Miałeś kiedyś jakąś przygodę z fanką? – zapytała.
- Co? Nie – zaśmiałem się. – To znaczy co masz na myśli?
- Tak, właśnie to, dobrze zrozumiałeś.
- Wiesz, że zaraz będą gdzieś w necie twoje zdjęcia, prawda? – zapytałem ostrożnie.
- Ta – przytaknęła. – Mam nadzieję, że rodzice się na nie nie natkną.
- Na pewno nie.
Jechaliśmy w ciszy przez miasto. Mieszkając z chłopakami w Londynie, byłem przekonany, że nie ma miasta, w którym są większe korki, ale kiedy pierwszy raz byliśmy w Nowym Jorku, przekonałem się, że jednak jest. Mały kawałek jaki dzielił nas od Empire State przejechaliśmy w dobre pół godziny. Emily cierpliwie siedziała obok mnie, oglądając widoki za oknem. W końcu zatrzymaliśmy się pod ogromnym wieżowcem. Podziękowałem Calvinowi, po czym wysiedliśmy z auta.
- Poczekać tu na was?
- No co ty, dzisiaj czeka nas długi spacer – zaśmiałem się. – Dzięki jeszcze raz.
Objąłem Emily ramieniem i ruszyliśmy w stronę wejścia. Nie zamierzałem iść schodami na sam szczyt ponad stupiętrowego budynku, jeszcze aż tak nie oszalałem. Wcisnąłem przycisk na ścianie i poczekaliśmy chwilę na windę. Emily się rozluźniła. Kiedy drzwi windy się otworzyły, weszliśmy do środka, a za nami jeszcze jakaś inna para. Na górę wjechaliśmy zatrzymując się kilka razy na różnych piętrach, gdzie dochodziły nowe osoby. W końcu dotarliśmy na samą górę, na taras widokowy.
- Zaraz chyba zemdleję – zaśmiała się Emily. – Jeszcze nie mogę uwierzyć, że jestem w Nowym Jorku.
- Chodź no tutaj – przyciągnąłem ją blisko do siebie.
Wyjąłem z kieszeni telefon i włączyłem aparat. Pocałowałem jej malinowe usta, robiąc nam zdjęcie na tle pięknej panoramy rozciągającej się kilometrami za nami.
- Ale jesteś słodki – wtuliła się we mnie. – Jakie to dziwne, robimy sobie zdjęcia, jak się całujemy jakbyśmy byli parą, Boże – przewróciła oczami.
- To co?
- Nie, nic – wyszczerzyła się.
Emily pociągnęła mnie za rękę. Przeszliśmy wokoło cały taras widokowy, zatrzymując się czasami i podziwiając widoki.

~ EMILY ~

Przeszliśmy cały Manhattan do East River, żeby zobaczyć z daleka Statuę Wolności. Przez całą drogę się wygłupialiśmy. Trochę już mnie nogi bolały, Harry wziął mnie na barana.  Kupił mi watę cukrową, którą się oboje ubrudziliśmy jak małe dzieci.
- Nie żyjesz! – krzyknęłam z całą twarzą klejącą się od waty.
Harry zaczął się śmiać i przede mną uciekać, więc zaczęłam go gonić. Jestem mistrzynią w bieganiu, pod warunkiem, że mam zdrową nogę, więc bez problemu go dogoniłam.
- O ty – zaśmiał się, kiedy się na niego rzuciłam.
Robiliśmy sobie zdjęcia w ciekawych miejscach. Z Empire State do wybrzeża było chyba z 10 kilometrów! Jestem z siebie dumna, dobrze, że założyłam wygodne buty. Harry nie narzekał, co aż dziwne, faceci podobno nienawidzą łazić. Mamy chyba z 500 zdjęć z jednego dnia! Z minami, bez min, słodkie i te mniej słodkie, widoków, taksówek, wieżowców. Byliśmy na Times Square, Broadwayu, masakra jakaś. Tydzień to za mało na to miasto. Zdecydowanie. Bo przecież Manhattan to tylko malutka część tego raju. Ale cieszyłam się, że spędzę ten tydzień właśnie tutaj, w sercu Nowego Jorku. Chodziliśmy po sklepach, zahaczyliśmy o McDonald’s, bo mój Harry trochę zgłodniał, przy okazji umyłam twarz w ubikacji od tej całej waty cukrowej, bo chusteczki nawilżające jakie miałam w torbie to trochę za mało.
- Ty to wszystko zjesz? – zdziwiłam się, kiedy podeszłam do stolika, gdzie siedział już Harry.
Wpieprzał McChickena. Na tacce był jeszcze jeden, dodatkowo Big Mac, McWrap, duże frytki, ketchup, dwa lody i dwie duże pepsi.
- Zwariowałeś – usiadłam się naprzeciwko niego.
- Bierz, co chcesz – powiedział z pełną buzią.
- Ja się nie odżywiam w takich miejscach – zrobiłam głupią minę, chociaż zdarzało mi się jeść w Macu.
Wzięłam McWrapa z tacki, bo to była jedyna kanapka bez tej McDonaldowej bułki. Harry zdążył dokończyć McChickena i jeszcze zjeść Big Maca, a ja nadal męczyłam się z moją kanapką.
- Te frytki też zjedz – przysunęłam mu je pod nos. – Nie zamierzam ich ruszyć. Twój błąd, nie wziąłeś dla mnie sałatki.
- Przepraszam – wyszczerzył się. – Byłem przekonany, że lubisz śmieciowe żarcie, bo w końcu wzięłaś mnie kiedyś na kebab.
- To co innego – zaśmiałam się.
- Mogę ci iść po sałatkę – powiedział, wskazując na kasę.
- Nie, Harry, dzięki, teraz już jestem najedzona.
Wpieprzyliśmy lody, bo akurat lody to tu mają niesamowite. Najwspanialsze pod słońcem. A ta czekolada… Niebo w gębie. Ostatnią kanapkę musiałam włożyć do torby, bo Harry już nie miał miejsca, a ja jedzenia nie marnuje, on chciał ją najzwyczajniej w świecie wywalić do kosza. Cała torba mi tym prześmierdnie. No cóż. Wzięliśmy pepsi do ręki i wyszliśmy z lokalu. Nawet nie wiem, jak ten czas szybko zleciał, bo była już 21:00 i robiło się ciemno. Ale to miasto nigdy nie śpi. Zdawało mi się nawet, że czym jest później tym jeszcze więcej ludzi. Tysiące, miliony ludzi chyba minęliśmy. To jest niesamowite. Byłam padnięta, ale te widoki, oświetlone wieżowce dawały mi tyle energii, że masakra.
- Musimy wracać, Liam i Sophia pewnie już za nami czekają – powiedział Harry.
Na Boga zapomniałam!
- Jezu, nie chcę, tu jest cudownie – powiedziałam.
- Nie gadaj tyle – zaśmiał się i przycisnął do moich ust swoje.
Uśmiechnęłam się do niego słodko. Ruszyliśmy w stronę taksówek zaparkowanych przy krawężniku. Harry otworzył mi drzwi, więc wsiadłam do niej pierwsza. Po chwili znalazł się obok mnie. Powiedział kierowcy, gdzie ma nas zawieźć, a ten od razu ruszył.
- To był zdecydowanie najpiękniejszy dzień w moim życiu – powiedziałam, opierając głowę o fotel.
- Cieszę się, Emy – szepnął Harry.
Nawet w głupiej taksówce zrobiliśmy sobie zdjęcie. Byłam już lekko śpiąca, więc miałam szeroko otwarte oczy, żeby nie zasnąć na ramieniu Harry’ego.
- Jesteśmy – powiedział taksówkarz.
Harry dał mu jakieś pieniądze i ruszyliśmy w stronę hotelu. Nie było już żadnych dziewczyn. Na szczęście.
- Muszę się ogarnąć – stwierdziłam. – I przebrać w coś bardziej seksownego – puściłam mu oczko.
- Oj, to idź – zaśmiał się Styles. – Ja idę do Liama na chwilę. Widzimy się w pokoju – dał mi buziaka, wręczył kartę od pokoju.
Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na górę. Pokój Liama i Sophii znajdował się obok naszego. Posłałam Harry’emu zalotne spojrzenie i weszłam do pokoju. Onieśmielił mnie widok za oknem, cały Nowy Jork świecił i mrugał milionem małych światełek. Poszłam do sypialni, gdzie znajdowała się moja torba. Wypakowałam większość rzeczy. Wybrałam seksowną, krótką sukienkę. Była krwisto-czerwona. Do tego wybrałam moje ulubione, czarne, wysokie szpilki. Pomyślałam, że Harry będzie miał spodnie z kieszeniami, więc wręczę mu mój telefon i malutką portmonetkę, do której wpakowałam 100 dolców i dokumenty. Nie brałam torebki. Poszłam do toalety, żeby poprawić makijaż. Nałożyłam nawet podkład i puder. Wypsikałam się jednym z moich ulubionych perfum. Założyłam długie kolczyki i łańcuszek, który kiedyś dostałam od taty. Sukienka miała głęboki dekolt, więc bez wisiorka wyglądało to trochę łyso. Najbardziej w tej sukience podobało mi się to, że jest cholernie obcisła i nie ma ramiączek. Po chwili usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Poszłam więc otworzyć. Harry jak tylko mnie zobaczył, zagwizdał.
- Wyglądasz… brak mi słów – wytrzeszczył na mnie oczy. – Mam ochotę cię przelecieć.
- Styles! – skarciłam go, czerwieniąc się.
- Jezu, jesteś taka seksowna…
- Przestań już mi słodzić i idź się ogarnąć.
- Jasne – zaśmiał się. – Za 15 minut Liam przyjdzie z Sophią. Jedziemy do Cielo.
- Cielo?
- Klub, niedaleko stąd. Jeden z tych lepszych. Boże, nie mogę się na ciebie napatrzeć.
- Możesz przestać? Bo zaraz się przebiorę – zażartowałam.
- Spróbowałabyś – powiedział, przyciągając mnie do siebie, po czym ścisnął mój pośladek.
- Hej!
- No co? Sama się o to prosisz – pocałował mnie.
Zaśmiałam się, usiadłam się na kanapie i włączyłam w telefonie wifi. Wrzuciłam kilka zdjęć na instagrama, oczywiście na żadnym z nich nie było Harry’ego. Przejrzałam facebooka, twittera. Harry dosyć szybko się uwinął, bo zaraz już był w salonie. Też wyglądał bosko. Uwielbiałam jego włosy. Wręczyłam mu mój telefon i portmonetkę.
- O, dzięki – zaśmiał się.
- Nie biorę torebki, więc błagam, schowaj do kieszeni – zrobiłam maślane oczka.
- Jasne, chodź.
Wyszliśmy z pokoju. Liam i Sophia akurat zamykali drzwi do swojego pokoju.
- O Boże, jaka kiecka! – krzyknęła Sophia, jak mnie zobaczyła.
- A ty wyglądasz bardzo drapieżnie – zaśmiałam się, zagryzając wargę.
Zaczęłyśmy się śmiać. Sophia miała na sobie sukienkę w panterkę i kocie oczy, to znaczy makijaż. Wyglądała świetnie. Przyszła obok mnie i złapała mnie pod ramię.
- To na razie, chłopacy. My idziemy na imprezę! – krzyknęła do Liama i Harry’ego.
- Na pewno nie pójdziesz sama tak ubrana – powiedział Harry.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego, podnosząc jedną brew.
- Dobra już, prowadźcie – zaśmiał się.
- Mam nadzieję, że wam się uda, tobie i Harry’emu – powiedziała Sophia.
- W sumie to też mam taką nadzieję – zaśmiałam się.
Weszliśmy do windy i zjechaliśmy na dół. Przed hotelem stało kilka czarnych aut. Weszliśmy do jednego z nich i znów trafiliśmy na Calvina. Facet wydawał się miły. Zaśmiał się na nasz widok.
- To gdzie tym razem? – zapytał chłopaków.
- Klub Cielo – wyjaśnił Harry.
- Little West 12th Street – dodał Liam.
- Ach, jasne. Często tam jeżdżę – powiedział Calvin. – Dzisiaj imprezujecie?
- Tak, zamierzamy – zaśmiał się Harry.
Jechaliśmy ulicami, co chwilę stojąc na skrzyżowaniach. Ale był korek. W końcu podjechaliśmy pod dość mały, czerwony budynek. Czekało przed nami jeszcze kilka osób. Wtuliłam się w ramiona Harry’ego, bo zrobiło mi się trochę zimno. W końcu miałam na sobie tylko tą krótką sukienkę.
- Nie mogę się doczekać, aż dzisiaj będziemy spać w jednym łóżku – szepnął mi Harry do ucha.
- Chyba się nie zrozumieliśmy – zaśmiałam się. – Będzie ci bardzo wygodnie na kanapie.
- Oj ty – uszczypnął mnie w bok.
Poczekaliśmy jeszcze chwilę, jednak po chwili weszliśmy już do środka. Lokal był ogromny, a na parkiecie i przy barze było pełno ludzi. Wszystkie stoliczki były pozajmowane. Harry pociągnął mnie do jednego z boksów. Liam i Sophia szli za nami. Przecisnęliśmy się przez tłum ludzi. Harry wyciągnął z portfela 100 dolców i dał w łapę gościowi, który siedział w boksie. Ten zagadał do swoich znajomych i wszyscy wstali. Co za idiota. No tak, ale on ma miliony takich studolarówek. Żenada. Zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem.
- No co? – zaśmiał się. – Zapraszam – powiedział, pokazując mi ręką, że mam wejść do boksu.
Przewróciłam oczami i usiadłam przy stoliku na okrągłej kanapie. Sophia usiadła obok mnie.
- My idziemy po jakieś drinki. Chyba, że wolicie czystą – powiedział Liam, podnosząc jedną brew.
- No my może zaczniemy od drinków – zaśmiałam się, a Sophia mi przytaknęła.
- Jak sobie życzycie, my zaraz wracamy – powiedział Harry i wtopili się w tłum.
- Ale knajpa, co nie?
- Fajnie tu – stwierdziłam, rozglądając się.
Wszyscy świetnie się bawili. Wyłapałam wzrokiem kilku przystojnych facetów, ale i zgrabnych dziewczyn było dużo. Niektórzy całowali się na parkiecie, niektórzy wyglądali jakby się mieli zaraz wypierdolić, widocznie nie znają umiaru w piciu. Kilka scen pasowałoby zdecydowanie do Ekipy z Newcastle. Ale z drugiej strony jak na nie patrzyłam, przypominały mi się te wszystkie imprezy tego lata. Jak Kate prowadziła mnie kompletnie zalaną do domu… Jak spieprzyłam sobie życie przez nic nie wartego drania. Brzydziłam się siebie… Siedziałyśmy i zaczęłyśmy z Sophią obgadywać niektóre dziewczyny. Po chwili przyszli chłopacy, a na tacy mieli chyba z dziesięć drinków.
- Wszystkie dla was – oznajmił Harry, siadając obok mnie.
- Co? – zdziwiłam się.
- Nam zaraz jedna miła pani przyniesie kolejeczkę, a może z dziesięć od razu – zaśmiał się Liam.
- My was prowadzić do hotelu nie będziemy – ostrzegła Sophia.
Wzięłyśmy po jednej szklance z tacki. Po chwili było słychać odgłos obijającego się o siebie szkła.
- Za was – powiedziałyśmy niemal równocześnie, patrząc się na chłopaków.
- Miło – zaśmiał się Harry. – Ale do dna!
Czy on myśli, że ja nie umiem pić? Wypiłam całą zawartość szklanki jednym duszkiem i odstawiłam z hukiem na stolik.
- Ależ proszę, skarbie – ucałowałam go w kącik ust.
Przyszła kelnerka w przebraniu króliczka i postawiła na stoliczku tackę z kilkoma dużymi kieliszkami. Uśmiechnęła się do nich zalotnie.
- Wściekłe psy, serio? – zaśmiałam się, patrząc na kieliszki.
Zawartość naczyń mieniła się w polską flagę.
- Żeby wam spalił gardła ten sos tabasco – dodała Sophia.
- Dokładnie! – zaśmiałam się, stukając szklanką o drinka Sophii.
- Chyba wypiję z trzy szybkie drinki, żeby mnie trzasnęło – stwierdziłam.
- Tylko, żeby nie za bardzo – powiedział Harry.
- Mało śmieszne – wywaliłam na niego język, po czym wypiłam całą zawartość drugiej już szklanki.
- Dobra, dajesz, Liam – powiedział Harry, podnosząc swój kieliszek. – Za ciebie i dzisiejszą noc – szepnął mi do ucha.
Co on sobie wyobrażał? Chyba trochę więcej niż ja.
Stuknęli się kieliszkami i wypili zawartość kieliszków.
- Ostre! – powiedział Liam, lekko się krzywiąc.
- Dajesz – popędził go Harry, biorąc w dłoń następny kieliszek.
Wypili tak chyba z pięć od razu.
- Och, już lepiej – rozmarzył się Styles, opierając głowę o kanapę.
Wstałam i przeszłam obok niego, kręcąc tyłkiem. Złapał mnie obiema dłońmi na biodra i usadził na swoich kolanach.
- Oj, nie, teraz wstajesz i idziemy tańczyć – wyrwałam się z jego uścisków. – Jeżeli nie chcesz, ja idę sama. Hm, myślisz, że któryś z tych kolesi będzie zainteresowany? – zapytałam, pokazując palcem na parkiet, a następnie udając, że się zastanawiam.
Harry wstał bez słowa i pociągnął mnie za rękę. Skierowaliśmy się w stronę parkietu. Zaśmiałam się pod nosem. Był taki słodki jak się denerwował. Leciała jedna z moich ulubionych piosenek, a mianowicie Holidays Remady’ego i Manu-La. Harry stanął naprzeciwko mnie i wzruszył ramionami. Spojrzałam się w sufit i zaczęłam się dziko śmiać. On chciał mi powiedzieć, że nie umie tańczyć? Sama zaczęłam, a co. Chyba nie będzie stał jak taki kołek cały czas? Zaszłam go od tyłu i przeciągnęłam dłonią po jego plecach. Uwielbiałam tańczyć, to był mój żywioł. Kiedyś nawet chodziłam na zajęcia taneczne, ale to był raczej kaprys mamy jak byłam młodsza. Nie o taki taniec mi chodziło. Raczej o taki, w którym nie musiałam myśleć o każdym następnym kroku. Leciała moja ulubiona muzyka, która sama ruszała moim ciałem. Harry trochę się rozluźnił. Przytulił mnie od tyłu.
- Strasznie mi się podobasz – szepnął mi do ucha.
Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy. Nic na to nie poradzę, ale po prostu zaczęliśmy się całować. On nie może mi mówić takich rzeczy, bo na serio… To jego wina, tak na mnie działa. Na parkiet przyszła też Sophia i Liam, ale chłopacy po chwili wrócili do stolika wypić kilka kieliszków. Tańczyłyśmy w Sophią, czując na sobie spojrzenia nie tylko Harry’ego i Liama. Byłam do tego przyzwyczajona, że chłopacy próbują się dobierać do mnie na imprezach i zawsze sobie z nimi sama radziłam. Poczułam dłoń na moim pośladku i to nie była dłoń Harry’ego. Momentalnie ten gościu poczuł moją dłoń na swoim policzku.
- Spierdalaj, gościu! – krzyknęłam.
Chłopak podniósł ręce w geście ‘to nie ja’ i spojrzał na mnie zdziwiony. Oczywiście przy moim boku od razu pojawił się Styles. Zaczął sapać do tego kolesia, zasypując go niecenzuralnymi słowami. Byłam po prostu przeszczęśliwa, że gościu sobie odpuścił, a nie rzucił się na Harry’ego z pięściami, bo bójka nie byłaby dobrym rozwiązaniem.
- Ej, spokojnie – zaśmiałam się, kiedy usiedliśmy przy stoliku. – Umiem sobie radzić z takimi typami.
- Niezły strzał, piątka! – krzyknął Liam.
Przybiłam z nim piątkę, spalając przy tym buraka.
- Jak mam być spokojny jak jakiś idiota łapie cię za tyłek? – zagrzmiał Harry.
- Po pierwsze, uspokój się. Po drugie, nie wyżywaj się na mnie, bo to nie moja wina. A po trzecie, chodź no tu – szepnęłam, całując go delikatnie w usta.
- No bo jak zakładasz takie sukienki, to widzisz co się dzieje – powiedział Harry, który już lekko się rozchmurzył.
Wzruszyłam ramionami. Resztę imprezy przetańczyliśmy, wypiliśmy też resztę alkoholu, którą skołowali chłopacy. Z Sophią wypiłyśmy sobie nawet kilka kolejek blue kamikaze. Miałam niezłą bombę po tym, ale bawiłam się świetnie. Nie wiem, czy mi się zdawało, czy to jakaś moja nowa fobia, ale wydawało mi się, że ktoś nam robi zdjęcia… I obym się myliła. Pod klubem stało pełno taksówek, więc bez problemu jedną złapaliśmy. Wsiedliśmy do środka i ładnie poprosiliśmy o podwiezienie do hotelu. Nadal mi nie przeszło. Cały czas miałam dym.

Wylegiwałam się w wannie pełniej gorącej wody. Nie wpuściłam oczywiście Harry’ego, chociaż ten debil chciał się wykąpać razem ze mną. Wygnałam go więc pod prysznic. Umyłam się szybko i wyszłam z wanny, chociaż tak cudownie mi się w niej leżało. Nie mam pojęcia, która była godzina, ale było bardzo późno, a raczej wcześnie, bo na dworze już powoli świtało. Ubrałam świeżą bieliznę, nałożyłam luźną bluzkę i poszłam się położyć do łóżka. Położyłam się na boku, przymykając oczy. Po chwili przyszedł też Harry. No to było jasne, że będziemy spać razem, przecież nie wyślę go na kanapę. Łóżko było duże, więc kazałam mu się trzymać ode mnie z daleka, co było trudne, bo chłopak cały czas się do mnie przysuwał. Przytulił mnie od tyłu, całując w szyję, ucho, ramię. Przeszły mnie dreszcze.
- Przestań, Harry – zaśmiałam się, odpychając go po raz milionowy.
- Zjadłbym cię najchętniej – wtulił się w moje wilgotne po kąpieli włosy. – Tak ładnie pachniesz.
Zaśmiałam się pod nosem. Czułam jak jego ręka gładzi mój brzuch i zjeżdża nią coraz niżej.
- Nie, Harry – szepnęłam, odwracają się do niego.
Pogładziłam dłonią jego policzek.
- Nie chcesz? – zapytał. – To znaczy nie widzę problemu, jeśli nie, ale ja już nie mogę wytrzymać – zaśmiał się.
- Nie chodzi o to, że nie chcę – powiedziałam spokojnie. – Ja po prostu… jeszcze mnie trzyma, to przez to kamikaze – zaśmiałam się. – Ja po prostu nigdy nie uprawiałam seksu, nie będąc pijana… Nigdy nie uprawiałam seksu z kimś, z kim naprawdę chciałam to robić – szepnęłam.
Harry uważnie mnie słuchał.
- Wiesz… Po tym jak mój chłopak mnie zdradził… Pieprzyłam się z kim popadnie.
Harry wytrzeszczył na mnie oczy, opierając się na łokciach, by lepiej widzieć moją twarz.
- Przepraszam, ale taka jest prawda. Nie szanowałam się. Co najśmieszniejsze, nie kochałam się nigdy z moim chłopakiem. To miał być nasz pierwszy raz, ale on na mnie nie poczekał. Zrobił to z kimś innym. Na moich oczach. Straciłam wtedy wszystko. Tak mi się przynajmniej wydawało. Nie zależało mi na niczym. I tak wyszło, że byłam ciekawa, co w tym jest, że nie mógł na mnie poczekać, że nie chciał – pojawiły mi się łzy w oczach, jak o tym myślałam. – I zrobiłam to po pijaku z jakimś nieznajomym gościem, a później to już tak leciało. Zaczęłam nawet ćpać na imprezach, piłam jak pojebana, paliłam zielsko – teraz to już po prostu zaczęłam wyć, mówiąc mu to.
- Hej, nie płacz – zaśmiał się Harry, wtulając się w mój policzek.
Otarł moje łzy kciukami, otulił moją twarz swoimi dłońmi.
- On nie jest wart twoich łez – powiedział.
Mocno się do niego przytuliłam. Położył się na plecach i przyciągnął mnie do siebie. Położyłam głowę na jego piersi, przez co czułam bicie jego serca.
- Proszę cię, nie płacz już – szepnął, gładząc moje włosy.

Przymknęłam oczy. Nie potrafię tego opisać, ale przy nim czułam się tak bezpiecznie… Zasnęłam w jego ramionach i było mi tak cholernie dobrze. Mogłabym tak leżeć wieczność.

_________________________

6 komentarzy:

  1. super rozdział, też chcę do Nowego Jorku :P czekam za następnym :) - sun

    OdpowiedzUsuń
  2. swietny! uwielbiam opowiadania o harrym:* czekam na next:*

    OdpowiedzUsuń
  3. czytam od wczoraj, cale nadrobilam jest swietne:* pisz czesciej:* i cudowny filmik:* w ogole piekna emily:* kocham ashley:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo i zapraszam ponownie :):* też uwielbiam Ashley, piękna jest, dlatego bardzo pasuje mi do roli Emily :):*

      Usuń