środa, 16 października 2013

CHAPTER NINE

~ EMILY ~

Właśnie łaziłam z Kate po mieście. Po przebudzeniu się naszła mnie myśl, by zaopatrzyć się w jakąś fajną kieckę, gdybym w razie co zmieniła zdanie odnoście premiery ich filmu. Harry pewnie jeszcze wróci do namów, więc jeżeli mu ulegnę wolę być zabezpieczona. Przeszłyśmy już prawie wszystkie markowe, drogie sklepy. Tata mi dał pieniądze, żebym się zaopatrzyła w najpotrzebniejsze rzeczy na wyjazd, bo to już jutro. Mama wyprała mi moje ulubione ciuchy, w ogóle jest cała przejęta tym wyjazdem, chyba bardziej niż ja. Ja podchodzę do tego zupełnie na luzie, jakoś mnie ten Nowy Jork nie kręci. Przed nami ostatni sklep, w którym mogłabym kupić kieckę i szczerze, już byłam załamana, ale pełna nadziei, bo na wystawie było pełno świetnych sukienek oraz sukni wieczorowych. Jedna, granatowa naprawdę wpadła mi w oko, bałam się, że znów nie będzie na mnie rozmiaru. Kate dzielnie kroczyła za mną, doradzając mi. Wybrałyśmy kilka i ruszyłyśmy do przebieralni. W tych kilku znalazła się też ta granatowa z kolekcji Christiana Dior. Cena była kosmiczna, ale jak będzie na mnie pasować kupię ją, na pewno.
- O Boże, wyglądasz fantastycznie – zachwyciła się Kate, gdy otworzyłam drzwi od przymierzalni.
- Jezu, naprawdę? – zapytałam, obracając się wokół własnej osi.
- Cudownie, Emily – zapiszczała. – Harry padnie z wrażenia.
- Zapłacę za nią fortunę, ale myślę, że warto – stwierdziłam. – Idę się przebrać, nie ma sensu przymierzać pozostałych – zaśmiałam się.
Wróciłam do przymierzalni i ostrożnie zdjęłam kieckę. Kiedy wyszłam, od razu podeszłam do kasy.
- Potrzebuję jeszcze do niej buty, torebkę i biżuterię – powiedziałam kasjerce, która szeroko się uśmiechnęła.
Było widać, że uwielbia doradzać klientom, bo pokazała mi milion butów i torebek, pasujących do tej kreacji. Wybrałam wysokie, srebrne szpilki i torebkę. Do tego Kate dobrała mi bardzo skromny łańcuszek. Skromny, ale strasznie drogi. Przez cały rok nie wydałam tyle pieniędzy, co dzisiaj. Dzięki, tato, strasznie cię kocham. Ciebie i twoją pracę. Dobrze, że w razie potrzeby dał mi też swoją kartę kredytową, bo z tych pieniędzy co mi dał już nic nie zostało. Nie wiem, jak mu to wyjaśnię. Poszłyśmy do drogerii po jakieś kosmetyki, Kate też sobie kupiła jakieś drobiazgi. Byłyśmy też w sklepie z bielizną, Kate się śmiała, że mam wybrać coś seksownego, a przecież obie wiemy, że nie ma mowy, żeby między mną, a Harrym do czegoś doszło podczas tego wyjazdu. On nie jest dla mnie jakimś idiotą do zapomnienia po Chrisie. Wolę nie zapeszyć i z tym poczekać, jeżeli w ogóle do czegoś miałoby między nami dojść. Spotkałyśmy w mieście Kevina, u którego byłam jakiś czas temu na imprezie. Podwiózł Kate do domu, potem podjechaliśmy do mnie i zostawiłam wszystkie ciuchy.
- Z racji tego, że jesteś moją taksówką, Kevin, podwieź mnie jeszcze w jedno miejsce, błagam – poprosiłam go, a on to z przyjemnością zrobił.
Nie chciałam, żeby mnie podwoził pod sam dom Harry’ego bo właśnie do niego zamierzałam jechać, by zrobić mu niespodziankę. Poprosiłam więc Chrisa by zatrzymał się ulicę dalej. Ucałowałam go w policzek, kiedy zatrzymał samochód.
- Jakoś ci się za to odwdzięczę – zaśmiałam się.
- Nie ma sprawy, Emily, baw się dobrze – powiedział.
Wyszłam z auta i ruszyłam w stronę domu chłopaków.

~ HARRY ~

Spałem dzisiaj na kanapie. To chore, ale kiedy Jess przyszła do mnie wczoraj w nocy chciała ze mną zostać na noc. Oczywiście się nie zgodziłem, a ona zaczęła mi beczeć, że bardzo mnie kocha. Co miałem w takiej sytuacji zrobić? Pocieszyłem ją, a w końcu zasnęła. Powiedziałem jej, że nic nie mogę na to poradzić. No bo taka prawda. Ja chcę Emily, nie ją. Do niczego między nami nie doszło. Do niczego, kompletnie. Myślę, że takie zachowanie trochę podkręcił alkohol, który wczoraj w siebie wlała. Chciała mnie pocałować… Trochę mi jej szkoda było, ale tego nie zrobiłem. Spała jak zabita, a było już jakoś po 14:00. No jak lubi, to niech śpi. Wziąłem rzeczy z szafy i poszedłem do łazienki, żeby się przebrać. Zszedłem na śniadanie, a w sumie przydałoby się już zjeść obiad. W kuchni wszyscy zamulali. Niall miał czerwone oczy, jakby się zjarał.
- Spaliście coś w ogóle? – zaśmiałem się, mierząc każdego z osobna.
- Coś tak – szepnął Liam.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć, bo jak na nich patrzyłem, to miałem wrażenie, że sami nie dojdą do drzwi. Otworzyłem ciekawy kto przyszedł, miałem nadzieję, że to nie Paul, bo gdyby zobaczył ich wszystkich w takim stanie, nie byłby zadowolony, a może nawet wściekły. Ukazała mi się Emily. Zdziwiłem się i jednocześnie przestraszyłem, kiedy ją zobaczyłem.
- Cześć – zaśmiała się i schowała ręce za siebie niczym małe dziecko.
- Hej – uśmiechnąłem się. – Co ty tu robisz?
- Och, miałam nadzieję, że się ucieszysz – syknęła.
- Cieszę się jasne, chodź – powiedziałem szybko i przyciągnąłem ją do siebie.
- Ale śmierdzisz alkoholem, Styles – syknęła, odsuwając się.
- Przepraszam, to wszystko wina chłopaków. Chodź, pokażę ci w jakim są stanie – zaśmiałem się, ciągnąc ją do kuchni.
Niall coś majaczył pod nosem.
- Jesteście chorzy, jutro wyjazd, jak wy zamierzacie się dzisiaj spakować? – zapytałem.
- Paul to za nas zrobi, albo Lou – zaśmiał się Liam.
- Jasne, chciałbyś – zaśmiałem się.
Emily patrzyła na nich z osłupieniem.
- Dajcie mi wody – krzyknął ktoś z salonu.
O Boże, to był chyba głos Chloe. Emily spojrzała na mnie, marszcząc czoło.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę – powiedziałem.
Poszedłem do mojej sypialni. Postanowiłem jej to od razu powiedzieć, bo gdyby Jess przyszła na dół i coś odwaliła, to nie sądzę, że Emily by mi uwierzyła, że do niczego między nami nie doszło. Otworzyłem drzwi od sypialni, ale Jess nie było na łóżku.
- Co chcesz mi pokazać? – zapytała Emily, wchodząc do pokoju. – Już nie masz takiego porządku jak ostatnio – zaśmiała się.
- W łazience – tak myślałem – jest dziewczyna.
- Co? – zaśmiała się. – Ty też jesteś jeszcze pijany?
- Nie, Emily – powiedziałem, a ona spoważniała.
Opowiedziałem jej wszystko od początku do samego końca. Było widać, że nie jest zadowolona. Trudno jej się dziwić.
- Fuj, a ostatnio ja spałam w tym łóżku.
Zaśmiałem się. Po chwili z łazienki wyszła Jess w samym ręczniku. Zmierzyła nas oboje zimnym spojrzeniem.
- Och, Harry, musiałam wziąć prysznic, nie gniewasz się?
Emily spojrzała na mnie zdziwiona i chyba zła.
- Jasne, idź się ubrać i złaź na dół coś zjeść. To moja dziewczyna, Emily – powiedziałem, ściskając ją.
- Och, tak, jasne, Jess – podeszła do Emily.
Myślałam, że zaraz wybuchnie. Ale z grzeczności się uśmiechnęła i podała jej rękę.
- Harry opowiadał wczoraj o tobie – uśmiechnęła się, ale mimo wszystko miała minę, jakby się zaraz miała popłakać. – To ja idę się ubrać.
Poszła z powrotem do łazienki.
- Ładna jest – stwierdziła Emily, gdy Jess zamknęła za sobą drzwi. – Nie rozumiem, czemu nie wykorzystałeś okazji.
- Ja taki nie jestem, wiesz – powiedziałem i pocałowałem ją w usta. – Poza tym mam już kogo całować.
Uśmiechnęła się.
- Ta, jasne. Ale było coś między wami kiedyś?
- W sumie to nie – stwierdziłem. – Ale raz mnie pocałowała.
- Co? Całowałeś się z tą suką? – zagrzmiała.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, bo zatkało mnie.
- Ta, ale to było dawno temu – obroniłem się.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nie chciałem powiedzieć nic, co mogłoby ją jeszcze bardziej wkurzyć. Po chwili wyszła Jess, lekko speszona. Emily zmierzyła ją od góry do dołu.
- Możesz już iść na dół – powiedziała. – Pewnie wszyscy za tobą czekają – dodała.
- Ehm, jasne – powiedziała. – Dzięki, Harry – uśmiechnęła się serdecznie. – I za wczoraj też.
Emily spojrzała na mnie pytająco. Nic nie odpowiedziałem Jess.
- Chodziło jej o tą wczorajszą rozmowę – powiedziałem, gdy wyszła.
- Jasne – syknęła Emily i wstała z miejsca. – Ja też już pójdę.
 No nie, nie wierzy mi?
- Emily, no przysięgam – zaskomlałem, łapiąc ją za rękę i ciągnąc na moje kolana.
- No dobra, Boże. Przecież nie jesteśmy razem, możesz robić, co chcesz.
- Ale ja nie chcę robić, co chcę – odpowiedziałem szybko. – Znaczy ja robię, co chcę, właśnie teraz.
Zaśmiała się skromnie.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę, przychodząc tutaj, ale troszkę się zawiodłam – powiedziała, przygryzając wargę.
- Wiem, przepraszam, przyszli wczoraj bez zapowiedzi.
- To znaczy kto? Z salonu darła się jeszcze jakaś dziewczyna.
- Ta, przyszło dwóch kumpli i trzy dziewczyny. Jedną zdążyłaś poznać – stwierdziłem, pokazując ręką na drzwi, za którymi niedawno zniknęła Jess.
- Jak takie ładne są wszystkie twoje koleżanki, to chyba zacznę być zazdrosna – zaśmiała się, kładąc głowę na moim ramieniu.
- Żadna nie jest ładniejsza od ciebie – stwierdziłem i ją mocniej ścisnąłem w pasie.
Siedzieliśmy tak przez chwilę przytuleni. Ta cisza między nami trochę mi przeszkadzała, bo lubiłem z nią rozmawiać cały czas.
- Co dzisiaj robiłaś? – zapytałem z ciekawości.
- Byłam na zakupach z Kate, zrobiłam zakupy na wyjazd, później spotkaliśmy znajomego i poprosiłam go, żeby mnie tutaj podwiózł. No i… kupiłam coś super – powiedziała podekscytowana. – Będziesz mnie jeszcze namawiał na tą premierę? Bo kupiłam cudowną sukienkę, jest po prostu idealna.
- Chcesz iść ze mną na premierę? Jezu, jasne – ucieszyłem się.
- No tak pomyślałam, że czemu nie, może poznam trochę twój zwariowany świat.
- Ogromnie się cieszę.
Zacząłem całować jej malinowe usta. Wcale się nie opierała. Usiadła na mnie okrakiem, mierzwiąc moje włosy swoimi malutkimi dłońmi. Ulala. Złapałem ją za biodra, nadal namiętnie całując. Nie wiem, czy to nasz pech, czy coś, ale do pokoju wszedł Liam. Krząknął głośno, a Emily wstała ze mnie jak oparzona.
- Przepraszam, nie chciałem wam przerywać, ale przyjechał Paul, chce z nami pogadać odnoście jutrzejszego wyjazdu – oznajmił i wyszedł z pokoju.
- A no to się dobrze składa, chodź – powiedziałem i wstałem z kanapy.
Pociągnąłem Emily za rękę.
- Kto to Paul?
- Nasz menadżer – wyjaśniłem jej.
Zeszliśmy na dół i weszliśmy do salonu, bo to tam wszyscy siedzieli.
- Czyli jutro o 9:00 musicie być w domu, Liam przywieź tu Sophię, Louis nie zapomnij o Eleanor, dziewczyny z Little Mix też niech tu będą jak chcą lecieć z nami. Ja nie będę latał i jeździł za każdym z osobna – powiedział, ruszając rękoma we wszystkie strony. – O, Harry, dobrze, że jesteś, właśnie wyjaśniałem chłopakom wszystko odnośnie jutra. A ty pewnie jesteś Emily, moja droga – uśmiechnął się i podszedł do nas.
- Tak, to Emily – powiedziałem. – Ona też leci z nami.
- Tak, wiem, wiem, dobrze, że mi chłopacy powiedzieli wcześniej, bo gdybyś ty mnie teraz o tym poinformował jak właśnie to zrobiłeś, to raczej nici by z tego były, bo nie zdążyłbym zaklepać biletu na samolot – zaśmiał się.
Emily stała obok mnie i się skromnie uśmiechnęła.
- Ups, dzięki – rzuciłem w stronę chłopaków.
- Także ciebie też się to tyczy, jutro o 9:00 masz tu być – rozkazał Paul, a Emily spoważniała. – Spokojnie, tak tylko żartuję – zaśmiał się. – Znaczy nie żartuję, ale wyuczyłem się już takiego srogiego tonu, współpracując z tymi tutaj.
Emily nadal nie odezwała się ani słowem.
- Jasne, przywiozę ją tu nawet o 6:00, jeżeli to cię uspokoi – zażartowałem.
- No bez przesady, daj się dziewczynie wyspać.
Usiadłem z Emily na kanapie obok Liama.
- Jesteście już spakowani? – zapytał Paul, popijając łyk soku.
- Tak właściwie to mieliśmy nadzieję, że zrobisz to za nas – zażartował Louis.
- Tak, oczywiście, jeszcze by tego brakowało. Macie być gotowi jutro o 9:00, teraz muszę jeszcze załatwić parę spraw, więc was zostawiam. Emily, zajmij się tymi dzieciakami.
- Jasne, niech się pan o nich nie martwi – zaśmiała się.
- Żaden pan, jestem Paul – powiedział, przyjaźnie się uśmiechając i zniknął na drzwiami.
- To jak, idźcie się pakować, bo coś mi się wydaje, że zawsze robicie to na ostatnią chwilę – powiedziała Emily, unosząc jedną brew.
- Przejrzałaś nas – zaśmiał się Louis.
- Wszystko przez Fifę – dodał Niall, wzruszając ramionami.
- Dobra, chodź już na górę, spakujesz mnie – powiedziałem, szturchając Emily.
- Chyba śnisz – zaśmiała się.
- O tak, nie daj mu się – powiedział Zayn.
- Nie zamierzam – wywaliła na mnie język.
Poszliśmy na górę. Wyjąłem ogromną walizkę z pod łóżka, a z niej mniejszą torbę podręczną.
- Ty tak serio? Będziesz się teraz pakował? – Emily wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Wiesz ile mi to zajmuje? Zobacz – zaśmiałem się.
Otworzyłem szafę i zgarnąłem kilka kupek rzeczy. Wyjąłem szufladę z bielizną z zawiasów i wszystko przesypałem do torby. Tak samo zrobiłem z dwiema następnymi. Poszedłem do łazienki i wróciłem z dużą kosmetyczką. Z szafki wyjąłem kilka par butów i też wpakowałem je do torby.
- To chyba wszystko – zaśmiałem się.
- Co? Tylko tyle rzeczy? Na cały miesiąc? – zdziwiła się Emily.
- Praktycznie wszystko już tam na nas czeka – wyjaśniłem.
- Och, no tak. Dobra, wiesz co, odwieź mnie do domu – poprosiła, robiąc minę smutnego szczeniaczka. – Ja też muszę się spakować, a mi to zajmie o wiele więcej czasu – zaśmiała się.
- Jasne, chodź tu – powiedziałem i przygarnąłem ją do siebie.
Staliśmy tak przez chwilę na środku pokoju wtuleni w swoje ciała. Mogłem wąchać jej włosy, które pachniały szamponem kwiatowym.

~ EMILY ~

Skończyłam się w końcu pakować. Dobrze, że rok temu mama kupiła mi ogromną walizkę na kółkach. Była idealna, ale w sumie i tak się dziwię, że wszystko w niej zmieściłam. Bluzki, bluzy, swetry, spodnie, spodenki, spódniczki, sukienki, bielizna, skarpetki, staniki, kosmetyki, biżuteria, ręczniki, szlafrok, ładowarki, wzięłam nawet strój kąpielowy na wszelki wypadek i jedną książkę, która czekała już długo na szafce na moją uwagę. Trochę już mi trudno było wcisnąć buty, no ale dałam radę. Położyłam się, byłam strasznie zmęczona tym dniem, tymi zakupami, teraz tym pakowaniem. Ale w końcu dzień dobiegał końca, a jutro rano wylatujemy do Nowego Jorku. Umówiłam się z Harrym, że o 8:00 po mnie przyjedzie, żebyśmy mogli spokojnie i bez pośpiechu do niego dojechać. Dla mnie super. Wstałam z łóżka i jeszcze raz sprawdziłam czy wszystko, co mi potrzebne wzięłam ze sobą. Niby to tylko tydzień, ale wolałam niczego nie zapomnieć. Pożyczyłam od mamy jej torbę, wezmę ją ze sobą do samolotu jako podręczną. Wpakowałam w nią torbę z laptopem. Jego akurat wolę mieć przy sobie. Odtwarzać mp3 też się tam znalazł i wiele innych dupereli jak aparat, kosmetyczka, portfel, dowód i paszport, mój ulubiony sweter i inne. Najważniejsze co musiałam zrobić tego wieczoru to zadzwonić do Kate i tak też zrobiłam.

Obudziłam się o 7:00, a w sumie to budzik w telefonie mnie obudził. Ustawiłam go, żeby nie zaspać, bo byłyby niezłe jaja. Ubrałam się w uszykowane wczoraj ciuchy, założyłam buty. Umyłam zęby i delikatnie się pomalowałam kosmetykami, których ze sobą nie zabieram, bo te już leżały gdzieś na dnie torby. Tata zniósł moją ciężką walizkę na dół, ja jeszcze raz się upewniłam, czy wszystko wzięłam i zeszłam do kuchni z moją podręczną torbą. Mama już zrobiła mi śniadanie.
- Jejku, dziękuję, ale poradziłabym sobie – zaśmiałam się, siadając przy wysepce.
- Jedz, jedz, skarbie, przed tobą wyczerpujący lot – powiedziała moja mama z troską.
- Skarbie, gdzie mam cię zawieźć, do Kate? – zapytał tata.
- Och, tato, nie – powiedziałam zdenerwowana. – Rozmawiałam wczoraj z Kate, przyjedzie po mnie jej chłopak – wyjaśniłam, bo na takie kłamstwo wczoraj wpadłyśmy podczas nocnej pogawędki.
- Co? On też z wami jedzie? – zapytał tata.
- Ależ skąd – zaśmiałam się. – Chcę spędzić z Kate jak najwięcej czasu, więc jak przyjedzie po mnie, jedziemy po Kate, a później zawiezie nas jeszcze na lotnisko – powiedziałam.
Myślałam, że stres rozerwie mój żołądek na strzępy, bo tak strasznie bolał mnie brzuch z nerwów, żeby nic się nie wydało, że koniec świata.
- No dobra, jeśli tak się umówiłyście – zgodził się tata, a mi spadł kamień z serca.
- Rodzice Kate też gdzieś wyjeżdżają, chyba jadą na jakąś wycieczkę na wyspy – powiedziałam.
To kolejne kłamstwo. Musiałam coś wymyślić, żeby nie przyszło im do głowy, żeby ich odwiedzić. Spokojnie, to słodkie kłamstewko też obmyśliłam z Kate.
- Oni to cały czas jeżdżą po świecie – stwierdziła mama. – Przecież ostatnio byli w Meksyku – zauważyła.
- Ehe – przytaknęłam, jedząc już drugiego tosta.
Spojrzałam na zegarek. Była 7:56.
- O kurwa! – krzyknęłam.
- Pilnuj się! – odkrzyknął tata.
- Och, przepraszam – powiedziałam speszona. – Zaraz jest 8:00.
Szybko dokończyłam śniadanie i już chciałam iść do wyjścia.
- A pieniądze?
- O Boże! – złapałam się za głowę.
Tata wyciągnął z portfela sporą sumę i mi ją wręczył.
- Tato, ja mam swoje kieszonkowe – zaśmiałam się.
- Zostawisz je sobie na coś innego, a te już ci zamieniłem na dolary.
- Tato, kocham cię, mamo, ciebie też – zakwiczałam i rzuciłam im się na szyję. – Ale ja już naprawdę muszę iść.
- Jasne, zmykaj skarbie – zaśmiała się mama.
Wsunęłam pieniądze do torby.
- Pomogę ci – powiedział mój tata.
- Och, Harry mi pomoże, nie martwcie się.
Błagałam Boga, by nie rozpoznali jego twarzy. Otworzyłam drzwi, a Harry już zmierzał w moją stronę.
- Och, zobaczcie już idzie – powiedziałam. – To jest właśnie ten chłopak Kate! – krzyknęłam, żeby Harry to usłyszał, zanim wyleci z jakimś ‘skarbem’ czy czymś.
Widać, że się zmieszał.
- A dzień dobry, jestem… Harold – powiedział po chwili. – Niech się pan nie martwi, ja się tym zajmę – dodał i podszedł po moją walizkę.
- Dzięki – zaśmiałam się.
- No to baw się dobrze, córciu. Nie narozrabiajcie tam z Kate! – krzyknęła mama.
Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam z Harrym w stronę jego auta. Poczekałam aż schowa moją torbę do bagażnika. Moją podręczną wrzuciłam na tylne siedzenia i usiadłam na miejscu pasażera.
- A więc od dzisiaj jestem chłopakiem Kate? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
Od razu wybuchłam śmiechem.
- Tak, na calutki tydzień – powiedziałam. – Więc się do mnie nie zbliżaj, chłopaku mojej najlepszej przyjaciółki.

Harry odpalił auto. Jechaliśmy przez całą drogę śmiejąc się i żartując. Czułam się taka wolna. Nie wiem dlaczego, ale to było cudowne uczucie.

_________________________

2 komentarze:

  1. głupia ta Jess...o ja, czyli wyjeżdżają razem do Nowego Jorku !!! nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3 ! - Sun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nowy rozdział już za kilka dni, więc zapraszam :):*

      Usuń