~ HARRY ~
Po obejrzeniu horroru, na rozluźnienie
postanowiliśmy obczaić jakąś komedię. Ale po jakimś czasie Emily zasnęła w
moich ramionach. Była piękna nie tylko jak się uśmiechała, ona była piękna
zawsze, nawet podczas snu. Chyba nie było jej za wygodnie, więc postanowiłem
zanieść ją na górę do sypialni. Niall poszedł ze mną i otworzył mi drzwi.
Położyłem ją powoli na łóżku, uważając by się nie obudziła. Przykryłem ją
kocem, a sam położyłem się na kanapie. Chyba się zdziwi, jak się rano obudzi w
moim łóżku, ale nie chciałem jej budzić, tak spokojnie spała.
Słońce przedzierało się przez zasłony.
Otworzyłem powoli oczy. Nie spałem w moim łóżku, tylko na kanapie. W moim łóżku
spała piękna dziewczyna. Wstałem i zszedłem do kuchni. Na wysepce leżała
papierowa torba z pieczywem, a obok niej kartka z napisem ‘świeże bułki dla
Twojej lubej, nie dziękuj, Sophia’ zacząłem lubić tą dziewczynę. Była
zdecydowanie lepsza niż Eleanor. W ogóle nie wiem, co w niej widzi Louis. No
ale cóż, zdecydowanie będę musiał jej za te bułki podziękować. Nalałem do
garnka wody i postawiłem na kuchence. Bułki posmarowałem masłem i położyłem na
osobnym talerzyku. Na jeszcze następny pokroiłem kilka plasterków pomidora,
ogórka i posypałem to szczypiorkiem. Wstawiłem wodę na herbatę. Na inny talerz
położyłem szynkę i ser żółty. A do gotującej się wody włożyłem cztery jajka.
Nie wiedziałem, co jada na śniadanie, więc wolałem się zabezpieczyć. Zalałem
wrzątkiem dwa kubki z torebkami herbaty i wszystko włożyłem na tackę.
Pomaszerowałem na górę, uważając by się z tym wszystkim nie wywalić. Położyłem
tackę na stole. Odłożyłem kubki, żeby przypadkiem nie wylać gorącej wody i
zaniosłem tackę na łóżko. Usiadłem się obok Emily i zacząłem ją szturchać i
żgać w żebra, żeby się obudziła. Po chwili zaczęła chichotać. Otworzyła oczy i
podparła się na łokciach. Rozejrzała się po pokoju i szeroko otworzyła oczy.
- Która jest godzina? Już jest rano?
Ja tutaj spałam? Harry! – krzyknęła, jakby to była moja wina.
- Przyniosłem ci śniadanie do łóżka –
powiedziałem, wskazując na tacę obok niej.
- Kochany jesteś, naprawdę, ale ja już
muszę iść – syknęła zestresowana, wstając z łóżka. – Dlaczego nie jesteś
ubrany? – zdziwiła się.
- Emily, spokojnie, zaraz cię odwiozę,
ale zjedz coś – powiedziałem. – Też przed chwilą wstałem, zaraz się ubiorę, nie
podobam ci się? – zażartowałem.
Wstałem z łóżka i zaniosłem tackę z
powrotem na stół.
- To już się nie liczy jako śniadanie
do łóżka, nie? – zapytałem, śmiejąc się.
- Liczy się, dziękuję – cmoknęła mnie
w policzek i usiadła się na kanapie. – O Boże, mama mnie zabije, przysięgam –
wyciągnęła telefon z kieszeni. – Super, rozładowany. Już po mnie.
- Nie stresuj się, smacznego –
powiedziałem i usiadłem obok niej.
- Śniadanie do łóżka, byłeś po świeże
bułki? – zdziwiła się, biorąc jedną z talerza.
Musiała pytać akurat o to?
- Jedna dobra istota zrobiła to za
mnie – zaśmiałem się.
- Wynająłeś do tego chłopaków, serio?
– zadrwiła, kręcąc głową.
- Kto ci to powiedział niby? Sophia
zostawiła je dla nas w kuchni – wytłumaczyłem.
Emily się uśmiechnęła. Zjadła skąpe
śniadanie, wykręcając się, że już się najadła. Tak naprawdę chciała jechać już
do domu. Nie miałem więc wyjścia, musiałem ją odwieźć. Nałożyłem pierwsze
lepsze spodnie z szafy, bo byłem w samych bokserkach. Wciągnąłem bluzkę przez
głowę, założyłem buty i w sumie już byłem gotowy.
- Powalająca szybkość – zaśmiała się
Emily. – Nie łaź przy mnie nago – dodała.
- Przecież nie byłem nago! – obroniłem
się.
- No prawie – zauważyła.
Wziąłem kluczyki ze stołu.
- Możemy iść – powiedziałem.
Zbiegliśmy na dół, w kuchni siedział
Niall z rozczochranymi włosami, jedząc śniadanie.
- Do zobaczenia! – krzyknęła Emily i
wyszła za mną z domu.
Podeszliśmy do auta, a po kilku
sekundach siedzieliśmy już w środku.
- Noga mnie boli – poskarżyła się
Emily.
- Jeszcze cię boli? – zapytałem z
troską, cofając na ulicę autem.
- No czasami – powiedziała, masując
kostkę.
~ EMILY ~
Ból nie był aż taki straszny, ale nie
dało się o nim zapomnieć… Harry podwiózł mnie pod dom. Wyślizgnęłam się z auta,
nawet go nie całując.
- A gdzie jakieś słodkie pożegnanie? –
zapytał zawiedziony.
- Wczoraj już mnie tyle nacałowałeś,
że ci starczy – zaśmiałam się. – Do zobaczenia! – pokiwałam mu i przebiegłam
przez ulicę.
Szybko podbiegłam do drzwi i przez nie
przeszłam. Tata siedział w kuchni. Kiedy mnie zauważył, zachłysnął się herbatą.
- Gdzie ty byłaś całą noc?! –
krzyknął, podchodząc do mnie.
- Tato, przepraszam – powiedziałam
szybko. – Zasnęłam u koleżanki, telefon mi się rozładował i tego nie
zauważyłam. Jak się tylko obudziłam, przyszłam. Naprawdę przepraszam – dodałam.
- Jesteś taka nieodpowiedzialna! –
krzyknął.
Przeszły mnie ciarki.
- Za dwa dni jedziesz do Stanów, a
pokazujesz teraz mi i mamie, jaka jesteś nieodpowiedzialna!
Zaraz, co on powiedział? Za dwa dni
jadę do Stanów? To znaczy, że się zgodził?
- Co? Zgodziłeś się? Naprawdę? – zapytałam
i rzuciłam mu się na szyję.
Tata się zaśmiał. Uf, przeszło mu.
- Mama całą noc mi truła tyłek, że tak
bardzo chcesz jechać, aż w końcu uległem – powiedział.
- O Boże, muszę ją uściskać –
ucieszyłam się.
- To jak wróci z pracy. Ale podpadłaś
jej już dzisiaj rano. Była tak strasznie zdenerwowana, że cię nie ma, że siłą
ją wypychałem do pracy, chciała wziąć wolne. Przed pracą miała jeszcze
dentystę, więc prosiła cię wczoraj byś zaprowadziła Charlotte do przedszkola,
pamiętasz? Sama musiała to zrobić.
- Ojejku, tak mi przykro – szepnęłam.
– Przepraszam jeszcze raz, tato. Muszę później przeprosić mamę.
- No zdecydowanie. Dobra, trzymaj się,
skarbie, zjedz śniadanie, pewnie jesteś głodna – powiedział, ubierając
garnitur.
- Harry zrobił mi już śniadanie –
uśmiechnęłam się na samą myśl.
- Jaki Harry? – tata spojrzał na mnie
podejrzanie.
Jestem idiotką.
- Brat tej mojej koleżanki u której
dzisiaj spałam.
- Ach, tak – uśmiechnął się. – Zaraz
zadzwonię i uspokoję Rebekę, że jesteś cała i zdrowa.
Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Postanowiłam
zadzwonić do Kate.
- Śpisz jeszcze? – zapytałam, gdy
odebrała.
- Już nie, dzięki – powiedziała
zaspana.
- Wleć do mnie tak za godzinę, dopóki
moja mama nie wróci z pracy – zaproponowałam.
- No dobra, ale stało się coś?
- Można tak powiedzieć, czekam, pa! –
rozłączyłam się, unikając pytań.
Poszłam na górę wziąć prysznic. Po
umyciu się, stałam tam jeszcze chyba z pół godziny, rozkoszując się przyjemnym
uczuciem, kiedy gorąca woda spływała po całym moim ciele. Gdy wyszłam z pod
prysznica, umyłam zęby, spięłam włosy w luźnego, rozpieprzonego koka i ubrałam
jakieś dresy. Wzięłam laptopa na kolana, po czym obczaiłam facebooka i
twittera. Nic ciekawego się nie dowiedziałam. Kilku znajomych zaczęło nowe
związki. Nie wiem, co się dzieje na tym świecie, ale non stop jakieś dziewczyny
zachodzą w ciąże. Kolejna pochwaliła się tym na facebooku. Weszłam na profil
Harry’ego na twitterze. Napisał wczoraj ‘śmieję się sam do siebie’ haha,
ciekawe dlaczego. Położyłam się na łóżku i spojrzałam w sufit. Nie zdążyłam
nawet o niczym pomyśleć, bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się. To
pewnie była Kate. Zbiegłam na dół, by otworzyć jej drzwi,. I rzeczywiście,
stała uśmiechnięta, podnosząc i pokazując mi paczkę chipsów.
- Mam coś dla ciebie, grubasku –
powiedziała, przechodząc przez drzwi.
- Mam metr sześćdziesiąt osiem, a ważę
pięćdziesiąt dwa kilogramy, czy ja jestem gruba? – zakpiłam, szczerząc się.
- Strasznie – zaśmiała się. – Ale
chipsy wpieprzasz.
- Raz do roku – stwierdziłam. – Siadaj
– rozkazałam jej wskazując na krzesło w kuchni.
- Okej, okej.
- Jadę do Nowego Jorku! – krzyknęłam
podekscytowana i cholernie szczęśliwa.
- Twój tata się zgodził? Nie wierzę –
powiedziała.
- Nie widzę entuzjazmu – syknęłam.
- Hura, hura! – zaczęłyśmy się śmiać.
- Tak, zgodził się – powiedziałam,
siadając na krześle obok. – Ale jak prawda wyjdzie na jaw, mam szlaban do końca
życia albo poćwiartuje mnie na kawałki i da na pożarcie psom.
- Nie wyjdzie, spokojnie – pocieszyła
mnie. – O Boże, jak ja wytrzymam tu tydzień bez ciebie?
- Normalnie, znajdź sobie w końcu
jakiegoś faceta – zaśmiałam się.
- Nie moja wina, że wszyscy to
zidiociali kretyni – powiedziała, krzywiąc się.
- O Boże, Kate, tak strasznie się
cieszę – powiedziałam. – Ale to nie wszystko – dodałam z niegrzecznym uśmieszkiem
na twarzy. – Spędziłam noc u Harry’ego.
- CO?! – wykrzyknęła, nie mogąc w to
uwierzyć.
- Ale ja po prostu tam zasnęłam, bo
oglądaliśmy filmy, obudziłam się rano w jego łóżku.
Kate głośno nabrała powietrza.
- On spał na kanapie, idiotko –
zaśmiałam się.
- Boże, mówiłam ci już, że zawsze masz
takie cholerne szczęście? – zapytała, otwierając paczkę chipsów.
- Z tysiąc razy chyba – wyszczerzyłam
się. – Ale nie mam pojęcia, gdzie on nauczył się tak całować.
- Och, spierdalaj – syknęła Kate,
wywalając na mnie język.
Wybuchłam śmiechem na cały dom
normalnie. Chciałabym, żeby ta wariatka pojechała ze mną.
- A poznasz mnie z nim kiedyś? –
zapytała, robiąc słodką minę.
- Kate, nie mam pojęcia jak się sprawy
między nami potoczą, ale myślę, że tak – zaśmiałam się, biorąc z paczki kilka
chipsów.
Wpakowałam je do buzi. Dlaczego takie
pyszne rzeczy muszą być tak niezdrowe i strasznie tuczące? To niesprawiedliwe.
Spojrzałam przez okno i aż mnie zatkało, jak zobaczyłam auto Harry’ego, którym
zaparkował tam gdzie zawsze. Podeszłam do okna, przekonana, że coś mi się
przewidziało, ale wcale nie. Po chwili zadzwonił mój telefon, który przed
kąpaniem podłączyłam w kuchni, by się naładował.
- Harry, co ty robisz pod moim domem?
– zapytałam zmieszana.
Kate momentalnie podniosła na mnie
wzrok.
- Zostawiłaś w moim aucie torbę,
sklerotyku – zaśmiał się. – Wyjdziesz po nią?
- Ta, już idę – powiedziałam szybko. –
Albo... wiesz co, wejdź. Jestem sama w domu – dodałam, spoglądając na Kate.
- Ach, no dobra, jasne.
Rozłączyłam się.
- No to masz okazję go poznać, Kate –
zaśmiałam się, obserwując przez okno Harry’ego, idącego w stronę mojego domu.
- O Boże, Emily, przestań, bo zaraz
zemdleję – zapiszczała, wstając z krzesła. – Zwariowałaś? Nie miałam na myśli
teraz, dzisiaj, Jezu.
- Kate, uspokój się, co w nim takiego
niezwykłego? To tylko Harry – zaśmiałam się.
Podeszłam do drzwi i mu je otworzyłam,
zanim zadzwonił dzwonkiem.
- No witam, ale się dawno nie
widzieliśmy – powiedziałam, opierając się o futrynę. – Właź.
- No ja już się zdążyłem stęsknić –
zaśmiał się, przechodząc przez próg.
Kiedy zamknęłam za nim drzwi,
przykleił się do mnie. Kuźwa.
- Ej, Harry – powiedziałam, gdy
wyswobodziłam się z jego uścisku. – Nie jestem sama – szepnęłam.
Odsunął się ode mnie zmieszany.
- Mówiłaś, że jesteś.
- Miałam na myśli rodziców, Kate jest
u mnie, chodź – złapałam go za rękę i zaprowadziłam do kuchni.
- Twoja torba – powiedział, podając mi
ją.
- Połóż gdziekolwiek, dzięki tak w
ogóle.
Harry położył moją torbę na blacie.
- Chcesz coś do picia? – zapytałam. –
A co się będę pytać…
Wyjęłam z lodówki mój ulubiony sok i
nalałam mu do szklanki.
- Dzięki – powiedział.
Rozejrzałam się po kuchni, Kate nie
było. Ona jest wariatką, totalną.
- Jadę z tobą do Stanów, Styles –
szepnęłam mu na ucho.
- Co? – niemal zakrztusił się sokiem.
– To już pewne?
- W stu procentach – powiedziałam, po
czym poczułam, jak Harry zatyka mi usta swoimi.
- Nie przeszkadzam? – usłyszałam głos
Emily.
Momentalnie odepchnęłam Stylesa i na
nią spojrzałam.
- Jezu, przepraszam – powiedziałam, po
czym wybuchłam śmiechem. – Kate, to jest Harry, straszny lizus, nic na to nie
poradzę – wzruszyłam ramionami.
- Ta, uważaj sobie – zaśmiał się. –
Harry – powiedział i podał dłoń Kate.
Zrobiła się czerwona na twarzy.
- Kate.
- Gdzie ty byłaś? – zapytałam.
- W łazience – powiedziała.
- Dobra, to ja wam nie będę
przeszkadzać, zobaczymy się jutro? – zapytał mnie, wstając od stołu.
- Tak, jasne – oznajmiłam, posyłając
mu niegrzeczny uśmiech.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do
wyjścia.
- Zaraz wracam – krzyknęłam do Kate.
- Nawet nie masz pojęcia, jak się
cieszę, że z nami pojedziesz – powiedział, stojąc przed drzwiami wyjściowymi.
- Też się cieszę – uśmiechnęłam się.
- Hm, lizus, tak? – zaśmiał się, po
czym mnie pocałował. – Do jutra, Emily – dodał i otworzył sobie drzwi.
Stanęłam oparta o futrynę,
przypatrując mu się jak idzie do swojego samochodu. Kiedy otwierał drzwi od
auta, odwrócił się i mi jeszcze pomachał. Wróciłam do Kate, siedziała w kuchni,
wpieprzając chipsy.
~ HARRY ~
Leżałem już w łóżku od kilkudziesięciu
minut, ale za nic w świecie nie mogłem zasnąć. Za dużo o niej myślałem, ale nie
szło inaczej. Cały czas była w moich myślach. Jutro już wtorek, będziemy
zalatani ostatnimi przygotowaniami przed wyjazdem. Niall wpadł do mojego pokoju
z hukiem, aż się przestraszyłem.
- Chodź, przyszedł Oliver, Lucas,
Jess, Olivia i Chloe – powiedział.
O nie, na pewno nie zejdę. Jak sobie
przypomniałem zaloty jednej z nich do mnie to mnie zemdliło. Nie mam zamiaru
znów tego przechodzić. Ona była jak jakaś mucha, nie chcąca się ode mnie
odczepić. Co prawda dałem jej do tego powody, bo nie przerwałem pocałunku jak
się do mnie przykleiła, no ale sorry no.
- Dalej, dziewczyny pytają od ciebie.
- Nigdzie nie idę, weź mi je –
syknąłem i odwróciłem się na drugi bok.
- Wiesz, że ona tu po ciebie
przyjdzie.
- Ja się jej boję – zaśmiałem się.
- Harry, idioto, wstawaj – powiedział
Niall, podchodząc do mojego łóżka.
- Nigdzie nie idę! Jestem zmęczony.
- Dalej, powiem coś, że masz
dziewczynę albo cokolwiek, jeśli chcesz.
Spojrzałem na niego. Da mi w ogóle
spokój?
- Dobra, Boże, ale tylko na chwilę –
syknąłem, podnosząc się z łóżka.
Naciągnąłem na siebie jakieś krótkie
spodenki i bluzkę. Nie będę chodził przy niej roznegliżowany, jeszcze na mnie
napadnie. Zszedłem z Niallem do salonu, gdzie siedzieli wszyscy i chlali wódę.
Pogięło ich, jutro będą spać do wieczora.
- Siema stary! – krzyknął Lucas.
Uśmiechnąłem się z grzeczności. Podałem
dłoń jemu i Oliverowi, dziewczyny natomiast wyściskały mnie po kolei. Usiadłem
się obok Liama i spojrzałem na telewizor.
- Zaraz wyjeżdżacie znów, to
musieliśmy was odwiedzić – oznajmił Oliver.
- Szkoda tylko, że tak późno –
zaśmiałem się. – Schlejecie mi chłopaków i głosy stracą.
- No aż tak to nie, wypij z nami – powiedział
Lucas. – Niall, przynieś no kieliszek.
- Nie, ja nie chcę, naprawdę, dzięki –
zaalarmowałem szybko.
Ale zanim zdążyłem się obejrzeć, Niall
już przyniósł z kuchni kieliszek, a Oliver go napełnił.
- Za was, moi drodzy – powiedział,
wręczając mi kieliszek.
No dobra, przełknąłem to gówno.
Strasznie niesmaczne. Popiłem pepsi, którą mi nalali do szklanki. Czułem na
sobie spojrzenie Jess. Nie odważyłem się na nią spojrzeć. Gadały coś między
sobą. Wszystko przez Nialla, bo to są jego znajomi. Reszta poznała ich już
jakiś czas temu, ale ta dziewczyna to jakaś totalna porażka. Ładna jest, ale
strasznie napalona, haha. Niech sobie
nie myśli, że dzisiaj też mnie będzie mogła całować. Ja już mam kogo całować. I
strasznie żałuję, że nie ma tutaj Emily. Że też nie pomyślałem o niej zanim
wypiłem tego kieliszka, pojechałbym po nią. Chyba też o mnie w tym momencie
pomyślała, bo dostałem od niej smsa z pytaniem co robię. Co będę jej odpisywał,
od razu zadzwoniłem. Wstałem i podszedłem do ściany, żebym ją lepiej słyszał,
bo oni głośno gadali.
- Słucham? – usłyszałem po drugiej
stronie.
- Cześć, skarbie – powiedziałem.
- Więc? Co robisz?
- Nudzi ci się? – zapytałem. – Ja
siedzę ze znajomymi, wyciągnęli mnie, bo chyba chcą się najebać – zaśmiałem
się.
- Ja czytam książkę, wcale się nie
nudzę.
- Wolałbym z tobą spędzić ten czas,
masz jak do mnie dotrzeć? – zapytałem pełen nadziei.
- Nie za bardzo, poza tym jest już
późno, a mam szlaban na późne wyjścia z domu – zaśmiała się.
- Szkoda – szepnąłem.
- Poza tym nie za często się ostatnio
widzimy?
- No weź, źle ci się ze mną spędza
czas? – zapytałem urażony.
- Wręcz przeciwnie – zaśmiała się. –
Niestety – dodała po chwili.
- No wiesz co – powiedziałem, złapałem
spojrzenie Jess, kurde.
- Jutro zaczynam się pakować –
oznajmiła.
- No ja też – ucieszyłem się.
- Doba, to ja ci nie przeszkadzam,
miłej zabawy – powiedziała.
- Szczerze, wolę gadać z tobą przez
telefon niż tam z nimi siedzieć.
- Oj, już nie przesadzaj, do
zobaczenia, Styles – szepnęła i się rozłączyła.
Schowałem telefon do kieszeni i
wróciłem na miejsce obok Liama. Chłopacy nalali mi kolejny kieliszek.
- To jak, za co pijemy? – zapytał
Louis, unosząc kieliszek do góry.
- Za nową dziewczynę Liama i Harry’ego
– powiedział Niall i puścił do mnie oczko.
- Liam, ty to wiedziałem, że masz
laskę, ale Harry? Ktoś cię chciał? – zaśmiał się Olivier.
- Widocznie – zaśmiałem się.
Nie patrzyłem na Jess, ale wyobrażałem
sobie jaką ma minę. Dzięki, Niall. Unieśliśmy kieliszki, by się stuknęły i do
dna wypiliśmy ich zawartość. Aż mnie otrząsnęło od tego ohydnego smaku.
Siedzieliśmy tam jakieś dwie godziny, już dawno powinienem spać, a nie pić z
nimi. Wznieśliśmy chyba z dziesięć toastów, więc całkiem sporo wypiłem i nawet
mi się niedobrze zrobiło. Ledwo doszedłem do pokoju i od razu się jebłem na
łóżko. Oni jeszcze tam siedzieli, ale ja już nie miałem siły. Usłyszałem jednak
po chwili jak ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju. To nie był Niall, on zawsze
robi sporo hałasu. Odwróciłem się i zobaczyłem Jess.
_________________________
została u niego na noc ?! :D jak słodko <333 mam nadzieję, że ta Jess nie będzie go znów chciała uwieść :P sun
OdpowiedzUsuńno przekonamy się :) dziękuję za komentarz :*
Usuń