~ HARRY ~
Była już 18:20, a Paula nadal nie było. Byliśmy już uszykowani,
czekaliśmy na niego w salonie już lekko podenerwowani. Po chwili usłyszeliśmy
trąbienie auta za oknem. Wstaliśmy z miejsc pospiesznie kierując się do drzwi.
Niall zamknął je na klucz i poszliśmy w stronę auta. Paul otworzył okno.
- Raz, raz, chłopacy, już jesteście spóźnieni – ponaglił nas.
- To ty się nie znasz na zegarku – stwierdziłem.
Wsiedliśmy do busa, po czym kierowca od razu ruszył.
- Słuchajcie, to wywiad dla nowojorskiej gazety. Chcą go też
nagrywać, bo mają swoją stronę – powiedział, odwracając się do nas. – Pokażą
wam wcześniej pytania, ta laska powiedziała, że możecie sobie wybrać i odrzucić
te, na które nie chcecie odpowiadać.
- Żaden problem – stwierdził Liam.
- No wiem, ale tak powiedziała.
- Gdzie tak właściwie jedziemy? – zapytał Niall, podnosząc wzrok
na Paula.
Grał w coś na swoim iPhonie.
- Jakieś studio na obrzeżach, nigdy wcześniej o nim nie słyszałem.
Przyjechali tu na jakiś czas i robią wywiady z kim popadnie, żeby zebrać trochę
materiałów zanim wrócą do USA.
Włączyłem twittera na telefonie i czytałem niektóre tweety. Nasi
fani są zwariowani, my też. To nie przypadek. Droga nam trochę zajęła. Były
straszne korki, na dodatek to nie było wcale tak blisko jak myślałem.
Jechaliśmy dobre pół godziny, o ile nie więcej. Zatrzymaliśmy się przed dużym,
zaniedbanym budynkiem.
- Jesteśmy na miejscu – powiedział Eric, nasz kierowca.
Wyszliśmy z auta i ruszyliśmy za Paulem. Musieliśmy pokonać tysiąc
schodów, żeby dojść na górę do jakiegoś pomieszczenia. Dobra, może nie tysiąc,
ale naprawdę dużo. Aż się zasapałem. W pomieszczeniu były już ustawione kamery,
duża kanapa, a przy biurkach siedziało kilka młodych osób. Kiedy nas zauważyli,
uśmiechnęli się, a jakaś dziewczyna do nas podeszła.
- Anna – przedstawiła się.
Podała rękę każdemu z nas i zaprosiła nas na kanapę. Powiedziała
jak by chciała, żeby ten wywiad wyglądał i po kilkunastu minutach zaprosiła
pozostałych dwóch facetów do kamer. No i tak się zaczęło. Zadawała nam normalne
i te trochę głupsze pytania. Niall i Louis chyba mieli dziś humorki, bo non
stop coś odwalali. Niall symulował trzęsienie ziemi i trząsł kanapą, że
zachciało mi się rzygać obiadem, który zjadłem przed wyjściem.
Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit. Niedawno wróciliśmy do
domu, a była już 1:00. Nie chciało mi się wcale spać, miałem ochotę zadzwonić
do Emily. Spojrzałem na szafkę, gdzie leżała paczka papierosów, którą jej
wziąłem pierwszego wieczoru. Wiem, że to niedorzeczne, ale ubrałem buty i
wyszedłem z pokoju. Zbiegając szybko po schodach, prawie się wyrąbałem.
Wyszedłem z domu i po chwili już siedziałem w aucie. Odpaliłem silnik i
pojechałem do pobliskiego sklepu, który otwarty jest całą noc. Było to
niedaleko. Co chciałem kupić? Lody w kartoniku. Będzie to romantyczne? Jak ją
wywalę o 1:00 w nocy z łóżka i zabiorę ją na plac zabaw naprzeciwko jej domu, i
zjemy sobie lody na ławce? Wybrałem truskawkowe, mam nadzieję, że będą jej
smakować. Jednak nie, odłożyłem, wolałem nie ryzykować. Wziąłem
waniliowo-czekoladowe. Zgarnąłem dwie plastikowe łyżeczki, które leżały obok
lodówki i poszedłem do kasy. Dziewczyna, która mnie obsługiwała dziwnie się na
mnie patrzyła. No ale cóż, wyszedłem szybko ze sklepu. Zaraz byłem pod jej
domem. Nie będę idiotą i nie zadzwonię do drzwi, bo jest już za późno, wybrałem
więc jej numer i zadzwoniłem. Trochę musiałem czekać, aż odbierze. Już się
wystraszyłem, że tego nie zrobi i będę musiał wrócić do domu.
- Co ty robisz? Miałeś zadzwonić wieczorem, a nie w nocy –
powiedziała ściszonym głosem.
- Wyjdź przed dom – oznajmiłem krótko.
- Co?
- No wyjdź przed dom, czekam w aucie.
- Zwariowałeś, Styles? – zadrwiła. – Mama mnie zatłucze.
- To wyjdź przez okno – zaproponowałem, śmiejąc się.
- Nie wiem, czy z moją nogą już jest w stu procentach okej, żeby
spierdolić przez okno, ale spróbuję.
- Nie obudziłem cię? – zapytałem, bo spodziewałem się innej
reakcji.
- Nie, czytałam książkę. Czekaj – powiedziała i się rozłączyła.
Zwariowałem. Ale dobrze mi z tym było. Przynajmniej zobaczę jej
piękną buzię przed spaniem. Siedziałem w aucie, kiedy po chwili wynurzyła się
jej postać za domem. Szła powoli w moją stronę, nie mogąc skryć uśmiechu.
Wyszedłem z auta i schowałem kartonik lodów za plecami.
- Zwariowałeś – syknęła.
- Ależ skąd – zaśmiałem się. – Mam coś dla ciebie.
Pokazałem jej mój prezent, na co ona zakryła twarz dłońmi, kręcąc
z niedowierzaniem głową.
- Wariat – stwierdziła po chwili.
- No coś ty – powiedziałem.
Miałem zajebisty humor.
- A będziemy jeść palcami? – zadrwiła.
Wyjąłem łyżeczki z kieszeni.
- Tadam tsss!
Uśmiechnęła się.
- Chodź na plac zabaw – namówiłem ją.
- Oby nas policja nie zgarnęła.
Poszliśmy na plac zabaw. Emily miała na sobie getry, które
idealnie ukazywały jej zgrabne nogi. Na górze miała luźną bluzkę, która nie do
końca zakrywała jej stanik. Nie będę narzekał, haha. Usiedliśmy się obok siebie
na ławce.
- Zadziwiasz mnie – powiedziała, przyglądając mi się.
Wzruszyłem ramionami.
- To źle?
- No w tym przypadku akurat pozytywnie. Dawaj te lody jak już
kupiłeś – zaśmiała się.
- Lubisz lody? – zapytałem, unosząc brew.
- Świntuch! – krzyknęła, głośno się śmiejąc.
Walnęła mnie z piąstki w ramię.
- Masz pokój na dole czy na górze? – zapytałem, otwierając pudełko.
Wręczyłem jej łyżeczkę.
- Na górze.
- To jak ty zlazłaś na dół przez okno? – zdziwiłem się.
- Mam drabinę obok okna, już to testowałam jak się wymykałam na
imprezy – zaśmiała się.
- Dużo imprezujesz?
- I to jak – powiedziała i zaczęła od czekoladowego loda.
- Jak było na zakupach? – zapytałem.
- Było zajebiście – powiedziała szybko. – Mama o mnie dzisiaj
zadbała. Wydała na mnie fortunę – zaśmiała się.
- Co kupiłaś?
- To jakiś wywiad? – zaśmiała się. - Dwie sukienki, kilka bluzek,
dżinsy, dwie pary krótkich spodenek, kupiłam takie świetne kolczyki, mówię ci –
powiedziała podekscytowana. – Jakieś tam kosmetyki, no i bieliznę, ale to już
nie twój interes – wywaliła na mnie język.
- A czyj? – zapytałem ciekawy jej odpowiedzi.
- Niczyj, skarbie, niczyj – powiedziała, zanurzając łyżkę w
waniliowym lodzie.
- W takim razie – zacząłem i ubrudziłem jej usta moją łyżeczką, na
której było trochę czekoladowego loda.
Przybliżyłem się do niej i zatopiłem się w tych cudownych ustach.
Nie obchodziło mnie nic, chciałem ją po prostu pocałować. Ona chyba też tego
chciała, bo powoli odłożyła łyżeczkę na ławkę i wplotła dłonie w moje włosy.
Pociągnęła lekko za końcówki moich loków, coraz zachłanniej mnie całując.
Przybliżyłem się jeszcze bliżej, kciukiem pocierając o jej delikatną skórę na
policzku. Tą cudowną chwilę przerwał upadek pudełka od lodów na ziemię. No cóż,
dobre były, ale loda z piaskiem jadł nie będę. Emily się zaśmiała. Była trochę
zawstydzona, widziałem to.
- Chyba muszę iść do domu – powiedziała po chwili.
- Hej, nie uciekaj za każdym razem jak się pocałujemy – zaśmiałem
się.
Mruknęła, wiedząc, że mam rację.
- No przestań, boisz się, że źle całujesz? – zażartowałem.
- Harry – skarciła mnie.
- Bardzo dobrze całujesz.
- Zawstydzasz mnie, Styles – syknęła. – I lepiej przestań to
robić.
- Zamknij się, skarbie – powiedziałem i ponownie ją pocałowałem.
- Przestań – przerwała.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet – zażartowałem, opierając się o
oparcie.
- Nikt ci nie każe – powiedziała Emily, udając urażoną.
- Naprawdę dobrze całujesz – dokuczyłem jej.
Zmierzyła mnie swoim pięknymi oczami.
- Nie idź jeszcze – poprosiłem, zgarniając ją pod swoje ramię.
- Tak dobrze ci się ze mną siedzi? – zapytała.
- Nawet nie masz pojęcia.
- Jak było? – zapytała.
- Cudownie, chcę jeszcze raz – zaśmiałem się, przybliżając Siudo
niej.
- Ej, głupku, pytałam o wywiad – powiedziała, zatrzymując mnie
ręką.
- Och – zaśmiałem się z mojej głupoty. – Ciekawie, będziesz nas
mogła oglądnąć na jakiejś tam stronie za trzy tygodnie.
- Widziałam dzisiaj reklamę waszego filmu – powiedziała.
~ EMILY ~
- Ta, za kilka dni lecimy do Nowego Jorku na premierę – oznajmił
mnie.
- Czemu do Nowego Jorku? – zaciekawiłam się.
- No widzisz, tak wyszło. Zaciekawili się naszym filmem na całym
świecie, więc Nowy Jork to idealne miejsce – powiedział.
- Jesteście tacy światowi – zauważyłam.
- Ta, czeka nas trasa koncertowa po Ameryce – dodał.
- Teraz?
- No po premierze zaczynamy. Czeka nas jeszcze gala MTV, a później
to już same koncerty przez bity miesiąc.
- Wylatujecie na miesiąc do Ameryki?
Wstałam zdenerwowana, nie dopuszczając go do słowa.
- Wiesz, nie myśl sobie, Styles, że ja coś do ciebie mam, nie
wyobrażaj sobie za dużo. Wiem, że znamy się krótko, ale nie rozumiem, po co
mnie całujesz i podrywasz jak zaraz stąd wypierdalasz? – zapytałam ostro.
- Emily, spokojnie – powiedział, stając naprzeciwko mnie.
- Nie no, nie rozumiem, po co tu znów przyjechałeś.
- Bo oszalałem na twoim punkcie – powiedział szybko.
Zamknęłam się. Usiadłam z powrotem na ławce. Co za idiota.
Wiedziałam, że będą z nim same problemy.
- Nie bądź na mnie zła -
szepnął. – To silniejsze ode mnie.
- No ale zamierzałeś się tak ze mną spotykać jeszcze przez te
kilka dni, a później wyjechać bez słowa na miesiąc?
- Nie zamierzałem cię w ogóle spotkać, Emily – powiedział.
- Fajnie, to bardzo mi było miło, ale ja już idę – syknęłam. – I
usuń mój numer – dodałam niczym małe dziecko.
- No weź, Em – złapał mnie za rękę. – Byłaś kiedyś w Nowym Jorku?
- Co to ma do rzeczy, Styles?
- Chciałabyś pojechać?
- To szaleństwo – zaśmiałam się nerwowo.
- Dokładnie, Emily, to czyste szaleństwo co się między nami dzieje,
ile się znamy, tydzień? – zapytał. – Kiedy mnie pocałowałaś pierwszy raz… -
przerwał. – Naprawdę, to szaleństwo.
- Harry, ja naprawdę muszę iść do domu – powiedziałam.
Robiło mi się już zimno. Oplotłam się moimi ramionami.
- Zimno ci? – zapytał Harry. – Chodź tu – przygarnął mnie do
siebie i objął swoimi silnymi ramionami.
Tak fajnie mi się spędzało z nim czas… On ma racje, to czyste szaleństwo.
- Zabiorę cię na kilkudniową wycieczkę do Nowego Jorku, chcesz? –
zapytał, spoglądając na mnie. – Przecież masz jeszcze wakacje, jedź z nami.
Dziewczyna Zayna jedzie, Liama i Louisa też.
- Ja nie jestem twoją dziewczyną – przerwałam mu. – Poza tym, ogar
Harry, powróć na ziemię, dla ciebie wszystko jest takie łatwe? Myślisz, że co
powiem rodzicom? Mamo, tato, jadę do Stanów Zjednoczonych za kilka dni, bo
jeden chłopak zawrócił mi w głowie, chce żebym z nim pojechała, bo to światowa
gwiazda, która ma trasę koncertową po USA – powiedziałam ironicznie.
- Naprawdę oszalałem na twoim punkcie, rozumiesz to? – odsunął
mnie na długość swoich ramion i spojrzał mi w oczy. Całkowicie nie zwrócił
uwagi na to, co powiedziałam. – Rozumiesz to? W sumie nawet ja siebie nie
rozumiem.
- O Boże, jakie to wszystko jest śmieszne – zaśmiałam się.
- Nie śmiej się ze mnie – powiedział i przycisnął swoje usta do
moich.
Mogłam tak stać na tym placu zabaw wieczność.
- No dalej, zrób ze mną coś szalonego, po prostu się zgódź i jedź
ze mną – powiedział.
Chyba naprawdę tego chciał.
Obudziłam się późno. Do domu wróciłam około 3:00. Sporo jeszcze
myślałam przed zaśnięciem nad jego propozycją. Może powinnam się zgodzić? To
byłoby coś naprawdę szalonego, coś bardzo w moim stylu, a czegoś takiego
jeszcze nie przeżyłam. Zeszłam na dół na śniadanie. Była sobota. Spotkałam w
kuchni mamę. Rozmawiała przez telefon z ciocią Isabelle. Była czymś bardzo
podekscytowana. Wyjęłam warzywa z lodówki i postanowiłam sobie zrobić sałatkę.
Zaczęłam kroić pomidory, kiedy mama skończyła rozmawiać przez telefon.
- Mamo, byłaś kiedyś w Ameryce, prawda? – zapytałam ją niewinnie.
- Tak, ale to było bardzo dawno temu – powiedziała. – A czemu
pytasz, kochanie?
- Gdybym miała okazję lecieć do Nowego Jorku, pozwoliłabyś mi? –
zapytałam, zaciskając zęby.
- Samą? Co masz na myśli? – spojrzała na mnie.
- Zawsze chciałam lecieć do Nowego Jorku, ale to były jakieś tam
odległe marzenia, bo wiedziałam, że i tak nie będę miała okazji. A teraz jest –
powiedziałam.
Mama się uśmiechnęła.
- Kate cię namówiła? – zapytała.
Zastanawiałam się nad odpowiedzią.
- W sumie to tak – pewnie pożałuję tego kłamstwa. – Wiesz, to
byłaby zorganizowana wycieczka, nie miałabyś się czym przejmować – dodałam.
- Kiedy przyjdzie Kate?
Mój żołądek się skurczył i o mało nie przecięłam sobie palca
nożem, krojąc ogórka.
- Może przyjść dzisiaj.
- Chciałabym z nią porozmawiać. Skarbie, Nowy Jork jest bardzo
daleko…
- Wiem, mamo, ale zrozum, że naprawdę nie będziesz miała się czym
przejmować.
Wsypałam warzywa do miski i polałam jogurtem naturalnym. Pobiegłam
na górę do mojego pokoju i napisałam Kate smsa, żeby weszła na facebooka.
Zalogowałam się i z ulgą stwierdziłam, że obok jej nazwiska świeci się zielona
kropka.
Kate Evans: Przecież jestem :D
Emily Green: Widzę, muszę z Tobą porozmawiać. To sprawa życia i
ŚMIERCI.
Kate Evans: Nie strasz mnie.
Skubnęłam pomidora. W sumie to napchałam go sobie do buzi.
Emily Green: Musisz dla mnie kłamać. PROSZĘ. MUSISZ, ROZUMIESZ
MNIE? WIESZ JAK CIĘ KOCHAM.
Kate Evans: Proszę, sprecyzuj to, co do mnie mówisz :D
Emily Green: Oszalał na moim punkcie, wczoraj mi to powiedział.
Kate Evans: Nie gadaj :D Zaraz się zesram chyba :D
Emily Green: Zamknij mordę. To strasznie ważne. On jedzie do
Nowego Jorku. Znaczy się oni wszyscy jadą. Mają premierę filmu, jakąś galę i
trasę. ON CHCE, ŻEBYM Z NIM POJECHAŁA.
Kate Evans: Oszalałaś? Ty go przecież w ogóle nie znasz, Em.
Emily Green: Wiem o tym, ale to jest silniejsze ode mnie. Boże,
mówię jak on :D
Kate Evans: Ale czekaj, na czym miałoby polegać moje kłamstwo?
Emily Green: Powiedziałam mamie, że to Ty chcesz lecieć do Nowego
Jorku.
Kate Evans: ZGŁUPIAŁAŚ. JAK?! PRZECIEŻ TO SIĘ WYDA. Twoja mama
będzie chciała pewnie gadać z moją. Emily, jesteś taka bezmyślna.
Emily Green: Wymyśl coś, ja nie wytrzymam tu, wiedząc, że on jest
tam. To tylko kilka dni.
Kate Evans: Ty tak serio?
Emily Green: Kate, on przyjechał do mnie o 1:00 w nocy z pudełkiem
lodów, jedliśmy je na ławce na placu zabaw obok mojego domu, śmialiśmy się,
całowaliśmy, przytulał mnie, kiedy było mi zimno. Powiedział mi dwa albo trzy
razy, że oszalał na moim punkcie. ROZUMIESZ TO? Ja nie mogę nie jechać…
Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego wieczoru, a właściwie nocy.
Kate Evans: O BOŻE, O BOŻE, O BOŻE.
Emily Green: Musimy coś wymyślić i sprzedać to mojej mamie.
Postanowiłam między czasie do niego zadzwonić. Nie mogłam już
wytrzymać. Mój żołądek skręcał się niemiłosiernie z podniecenia na myśl tego
wyjazdu.
- Pojadę tam z tobą choćby nie wiem co – powiedziałam, kiedy usłyszałam,
że odebrał.
- Pierdolisz? – wykrztusił z siebie. – Zaraz zaliczę zgon,
uszczypnij mnie.
- Zamknij się, zadzwoń do mnie później, obmyślam z przyjaciółką
dobre kłamstwo.
Rozłączyłam się. Wierzyłam, że to się uda.
Kate Evans: No to mów mi, co mam powiedzieć twojej mamie. Ona mnie
zabije, jak to wyjdzie na jaw.
Emily Green: NIE WYJDZIE, KATE, ROZUMIESZ? NIE MA TAKIEJ OPCJI.
Kate Evans: Co chcesz jej powiedzieć? Może, że jedziemy po prostu
w cztery?
Emily Green: Kurde, nie wiem. Może to będzie dobre. Emma i Rose są
pełnoletnie.
Spiskowałyśmy jeszcze tak bardzo długo. Każde kłamstwo musi być
idealnie dopracowane. Szczególnie takie kłamstwo.
~ HARRY ~
Niech mnie ktoś obudzi z tego pięknego snu. Emily to zdecydowanie
jest dziewczyna z moich marzeń. Poleci ze mną na chociaż kilka dni? Naprawdę?
Czy to nie jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe? No właśnie…
- Jeszcze trzy dni wakacji, moi drodzy – powiedział Niall.
- Ej, Louis, kiedy Eleanor wraca do Anglii? – zapytałem.
- Nie wiem, a czemu? Mówiła coś, że po tygodniu. Sophia chyba też.
Perrie zostaje tylko kilka dni, bo lecą też dziewczyny z nią i muszą szybciej
wrócić.
- Aha, tak tylko pytam – powiedziałem.
- Jak zwykle będziemy sami – zaśmiał się Niall.
- Ta – szepnąłem. – A jak nie?
- Co masz na myśli?
- Chciałbym wziąć Emily, kurwa – powiedziałem, czekając na ich
reakcję.
- Aż tak bardzo to jest na rzeczy? – zdziwił się Louis.
- Koleś, ile ty ją znasz, tydzień? – zaśmiał się Niall.
- To nie ma znaczenia – syknąłem. – Mam prawo wziąć ją ze sobą.
- No jasne, sorry – powiedział Niall. – Ale w sensie wziąć ją ze
sobą czy na premierę też?
- Nie mam pojęcia, stary – oznajmiłem. – Pewnie i tak by nie
chciała – zauważyłem.
Poszedłem do swojego pokoju.
~ EMILY ~
Na dworze się już ściemniło. Czekałam na przyjście Kate. Miałyśmy
pięknie obmyślone kłamstwo. Teraz tylko sprzedać to mojej mamie i będzie
cudownie. Spędzę z Harrym kilka cudownych dni w Nowym Jorku. Wiem, że on będzie
zajęty, ale przecież nie przez cały czas. Chyba. Usłyszałam dzwonek do drzwi. TO
ONA. Zbiegłam szybko, by otworzyć jej drzwi przed moją mamą, która od razu
pewnie zbombarduje ją milionem pytań.
- Cześć, Kate! – ucieszyłam się na jej widok.
Przytuliła mnie i szepnęła mi na ucho ‘wszystko będzie dobrze’ bo
czuła, że jestem spięta i cała zestresowana. Poszłyśmy do salonu, gdzie
siedziała moja mama i zajmowała się Charlotte. Dobrze, że taty nie ma.
- Witaj, Kate – powiedziała moja mama.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się. – Ja przyszłam porozmawiać o tym
naszym wyjeździe do Stanów – zaczęła pierwsza.
- No właśnie, jak to się stało, tak nagle takie plany? – zdziwiła
się moja mama.
- No dokładnie, to się wydarzyło tak nagle – zaczęła. – Wie pani,
że ja mam rodzinę tam? Znaczy się oni nie mieszkają w Nowym Jorku, ale będą tam
przez tydzień. Moja mama z nimi rozmawiała. I to byłoby cudowne zakończenie
wakacji polecieć tam – dodała. – Tylko w samolocie byłybyśmy same.
Postanowiłyśmy z Kate nie wkręcać do tego Rose i Emmy.
- Na lotnisku czekałaby już na nas moja ciocia. Mieszkałybyśmy z
nią i jej mężem przez ten tydzień. Wszędzie chodziłybyśmy z nimi. Wyjazd byłby
w środę. Powrót prawdopodobnie też, ale w następną, tego jeszcze nie wiemy –
ciągnęła Kate.
Moja mama słuchała jej uważnie. Miałam ogromną nadzieję, że nie
przyjdzie jej do głowy, żeby porozmawiać z rodzicami Kate.
- Brzmi wspaniale i powiem ci po cichu, Emily, że ja nie mam nic
przeciwko, cieszę się, że masz okazję jechać tam, bo każdy powinien odwiedzić
to cudowne miasto – powiedziała moja mama, a mi się zrobiło ciepło na sercu. –
Wiesz jednak, że gorzej będzie z tatą.
O tak, zdecydowanie gorzej.
_________________________
aaa, ale jaja :D i jaki romantyczny harry... sun
OdpowiedzUsuń