czwartek, 26 września 2013

CHAPTER SEVEN

~ HARRY ~

Od samego rana nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Rozmawiałem z mamą przez telefon, mówiła, że strasznie tęskni. Łamie mi serce jak płacze, gdy z nią rozmawiam. Widzieliśmy się niedawno, przez jakiś czas byłem w domu, ale co to jest. Inne dzieciaki w moim wieku jeszcze siedzą w domu, chodząc do szkoły, a mnie praktycznie nie ma dłużej niż tydzień czy dwa w jednym miejscu. Dostałem smsa od Emily. Pytała czy chce się z nią zobaczyć, z racji tego, że wczorajsze spotkanie nam nie wyszło. Co za pytanie? Pojechałem po nią o 15:00, ale trochę się spóźniła.
- Przepraszam – powiedziała, wsiadając do auta. – Mama mnie zatrzymała, musiałam jej pomóc wieszać pranie.
- Nic się nie stało – uśmiechnąłem się. – Jak do mnie zadzwoniłaś wczoraj czułem się jakbym był najebany.
Zaśmiała się.
- Rozmowa z mamą była spoko, gadałam z nią wczoraj wieczorem, ja mistrz kłamstwa. Gorzej z tatą – syknęła.
- Nie pozwolił ci? – zapytałem, odpalając auto.
- Nie o to chodzi, ale miał problemy. Chciał gadać z rodzicami Kate, a przecież oni o niczym nie wiedzą.
- To jakie kłamstwo wymyśliłaś? – zaśmiałem się, wyjeżdżając na drogę.
- Że lecę z nią do Nowego Jorku, bo jej ciotka z mężem będzie tam przez tydzień i będziemy z nimi, wiesz – powiedziała.
Widać, że była zdenerwowana.
- Gdzie mnie zabierasz?
- Zabieram cię do mnie – powiedziałem.
To był chyba dobry pomysł.
- Jak to do ciebie?
- Normalnie – zrobiłem głupią minę. – Możemy spędzić czas z chłopakami, przychodzi dzisiaj Sophia do Liama. Jeśli nie chcesz, możemy się zamknąć w moim pokoju i oglądnąć jakiś film albo porobić coś ciekawszego. Coś, co uwielbiam z tobą robić.
- Nie pocałujesz mnie więcej – zaśmiała się.
- Zakład, że to zrobię? – wywaliłem na nią język.
Uśmiechnęła się. Chciałem, żeby się rozluźniła.
- Ile czasu będziesz w Nowym Jorku?
- Wylot jest w środę rano, będziemy późnym popołudniem. W niedzielę jest premiera, a we wtorek gala, w piątek mamy pierwszy koncert w Chicago – oznajmiłem. – Nie denerwuj się tak – pocieszyłem ją. – Sophia i Eleanor wylatują do Londynu w środę wieczorem, tak jak my do Chicago.
- Miałabym lecieć z nimi, tak? Strasznie się denerwuję, bo ja was w ogóle nie znam.
- Mnie znasz, a resztą się nie przejmuj. Poza tym poznasz większość dzisiaj. Eleanor nie lubię, dobrze, że jej dzisiaj nie będzie – zaśmiałem się.
- Nie za szybko się to wszystko dzieje? – zadrwiła.
- Pewnie, że za szybko, ale mi to nie przeszkadza – puściłem do niej oczko.
- Muszę zapalić, Harry, muszę. Naprawdę muszę – syknęła, bawiąc się nerwowo swoimi dłońmi.
- Mam twoje papierosy u mnie w domu.
Wypuściła głośno powietrze. Jechaliśmy ulicami Londynu jeszcze przez chwilę. Wjechałem na podwórko, żeby nikt nas nie zauważył. Pewnie Emily nie chciała znów znaleźć się na portalach plotkarskich.
- Chodź – ponagliłem ją, bo wyglądała jakby w ogóle nie chciała wychodzić z auta.
Nerwowo pociągnęła za klamkę i wyszła z auta. Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę. Spojrzałem w jej przestraszone oczy.
- Harry, nie jestem pewna, czy chcę to zrobić – szepnęła.
- Ej, denerwujesz się, jakbyś miała poznać moich rodziców. Emily, to jest czwórka rozwydrzonych dzieciaków, mówię ci, nie masz się czym przejmować – pocieszyłem ją.
Pociągnąłem ją w stronę tylnego wejścia. Powoli pchnąłem drzwi i znaleźliśmy się w korytarzyku. Nic tu w sumie nie było, naprzeciwko znajdowały się małe schody na górę. Emily niepewnie kroczyła za mną.
- Masz psa albo kota, cokolwiek? – zaśmiała się.
- Przykro mi, nie tutaj, nie miałby się nim kto zajmować podczas naszej nieobecności – powiedziałem, krocząc na górę.
Przeszliśmy przez drzwi do kuchni, a później zaprowadziłem ją do salonu. Niall i Louis grali na PlayStation.
- Czołem – podniosłem wolną rękę do góry.
- Nie przeszkadzaj, Hazza – syknął Niall.
- Mówiłem ci, jak dzieci – zaśmiałem się, a Emily nerwowo ścisnęła moją rękę.
Louis się odwrócił, kiedy zorientował się, że nie jestem sam. Wstał i grzecznie się uśmiechnął.
- Cześć, Emily – powiedział, podając jej rękę. – Louis – przedstawił się.
Niall podparł się łokciami i odwrócił głowę.
- Hazza, nie mówiłeś, że przyprowadzisz dziewczynę – zaśmiał się i wyszczerzył zęby w sztucznym, kwadratowym uśmiechu. – Jestem Niall.
- Hej, wiem – szepnęła Emily, uśmiechając się nerwowo.
- My idziemy na górę, zawołajcie nas jak przyjdzie Liam z Sophią.
Pociągnąłem ją na górę, słysząc szepty Nialla.
- Fajna, co nie? – zapytał. – No dalej, chodź tu, nie wiem czy wiesz, ale strzeliłem ci gola.
- Ej, to się nie liczy! – krzyknął Louis i słyszałem jak głośno wskakuje na kanapę.
Szliśmy powoli schodami. Cały czas trzymałem Emily za rękę. Skierowałem się do mojego pokoju. Na moich drzwiach chłopacy napisali jakiś czas temu ‘HAZZA’ więc można było się domyślić, gdzie znajduje się moje królestwo.
- Siadaj – powiedziałem, gdy zamknąłem za sobą drzwi.
Przekręciłem kluczyk, gdyby Niall zapomniał zapukać. Najwyżej walnie łbem w drzwi, jak się za bardzo rozpędzi. Emily od razu zauważyła paczkę papierosów, która leżała na komodzie.
- Wybacz, mogę? – zapytała.
- Jasne, jak chcesz chodź na balkon – zaproponowałem, pokazując jej duże drzwi na balkon, które wyglądały jak okno.
Zgarnęła paczkę papierosów i spojrzała na mnie wyczekująco. Wyjąłem z szuflady zapalniczkę i wyszliśmy na dwór. Usiadłem się na krześle.
- Ale jesteś spięta – zauważyłem, patrząc jak siada na krześle obok mnie.
- No żartujesz – zakpiła, odpalając papierosa. – Chcesz też?
- Nie, dzięki, rzucam – wyszczerzyłem się, dumny z mojej silnej woli.
- Chłopacy palą?
- Zayn owszem. Jak ci się u mnie podoba?
- Twoja sypialnia trochę przypomina sypialnię Kate. Idealny porządek – zaśmiała się.
- Nie zawsze tak tu wygląda – zauważyłem, przypominając sobie jak zaprosiłem starych kumpli jakiś czas temu.
- Harry, ja nie wiem czy to jest dobry pomysł jechać tam z tobą – powiedziała, po chwili zaciągając się papierosem.
- Proszę cię, nie miej żadnych wątpliwości, nie załamuj mnie – zaśmiałem się.
- A powiedz Harry szczerze, ile dziewczyn siedziało tu, gdzie teraz ja siedzę? – zapytała z uśmiechem.
- Moja mama, siostra – zacząłem.
- Wiesz o czym mówię – zaśmiała się.
- Powiem ci szczerze, że kilka moich znajomych, warto dodać, że z żadną z nich się nie całowałem.
- Nie kłam, ej! – uśmiechnęła się, szturchając mnie.
- No mówię ci – powiedziałem zupełnie szczerze. – Jak miałem jakieś dziewczyny, to nie tutaj.
- Taylor Swift – zacmokała.
- No błagam cię, ale okej, to było jak byłem w Stanach. Poza tym to trwało krótko.
- Na pewno nie krócej niż to coś między nami. W ogóle nie wiem, co między nami jest – zaśmiała się.
- A ty ilu miałaś facetów?
- Jednego, ha! – wyszczerzyła się.
- Dobra, może inaczej, z iloma biłaś się językami?
- Ty wariacie, ich akurat było trochę więcej – zaśmiała się.
Przynajmniej jej się humor poprawił.
- Wiesz, ostatnio wpadłam w taki amok, że w ogóle się nie szanowałam. Chłopak mnie zdradził – ugryzła swoją wargę.
- Faceci to świnie, jak mógł ci to zrobić? – zdziwiłem się.
Jak można było skrzywdzić tą cudowną dziewczynę. Nie rozumiałem tego. Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Co masz na myśli, mówiąc że się nie szanowałaś? – zapytałem, mając straszne myśli i dziwne wizje z jej udziałem.
- Wstyd się przyznać. Teraz na trzeźwo się za to nienawidzę.
- Ilu facetów zaliczyłaś? – zapytałem, starając się, by zabrzmiało to jak żart.
- Nie wiem – wzruszyła ramionami.
- Co, serio?
- Nie chcę o tym, gadać, Harry – powiedziała, gasząc papierosa. – Gdzie mam to wywalić?
- Wyrzuć, ktoś to posprząta.
Wstała i weszła do mojego pokoju. Spojrzałem w dal. W sumie co mnie interesuje jej wcześniejsze życie? Podszedłem do niej. Siedziała na moim łóżku i patrzyła w ścianę. Chyba o czymś myślała. Spojrzała na mnie i się sztywno uśmiechnęła.
- No co masz taką minę? – zapytałem, głaszcząc ją po policzku.
- Jaką minę? – zaśmiała się.
- Taką niezadowoloną. Masz taki piękny uśmiech, więc uśmiechaj się jak najczęściej – cmoknąłem ją w policzek.
- Hej, tylko tyle? – zażartowała i pocałowała mnie w usta. – Lubię cię – szepnęła, gdy się ode mnie odsunęła.
- Też cię nawet trochę lubię – zażartowałem.
- Mnie nie da się nie lubić, wiesz – uśmiechnęła się. – Tak już działam na facetów.
- Tak? – zapytałem i usiadłem obok niej. – Powiedziałaś, że cię więcej nie pocałuję, a co właśnie TY zrobiłaś?
- Oj tam, nie mogłam się powstrzymać.
- No to chodź tu – zgarnąłem jej włosy za ucho i pogłaskałem kciukiem jej policzek.
Uśmiechnęła się niewinnie, przechylając lekko głowę.
- Czekasz na coś? – zapytała.
- Na to, aż mnie pocałujesz.
- Nie zrobię tego – powiedziała.
- Nie? Ja będę musiał?
- Tak mi się wydaje – zaśmiała się.
Pocałowałem jej delikatne usta. Ugryzłem ją niegrzecznie w wargę. Poczułem jak się uśmiecha. Zaczęła mnie całować coraz zachłanniej. Iskrzyło między nami. Coś nas do siebie przyciągało. Wplotła dłonie w moje włosy, raz po raz ciągnąc za ich końcówki. To mnie tylko i wyłącznie nakręcało. Objąłem ją w talii, mocno do siebie przyciągając. Uwielbiałem całować tą cudowną dziewczynę. Miała coś w sobie, była piękna i intrygująca. Uszczypnąłem ją w bok, a ona się zgięła. Nie przestawała mnie jednak całować.
- Harry! – usłyszałem wołania z dołu.
To był chyba Liam. Emily odsunęła się ode mnie i parsknęła śmiechem.
- Co? – wrzasnąłem, nie zmieniając pozycji.
Nadal obejmowałem ją w talii, a ona ułożyła głowę na moim ramieniu. Czułem jej oddech na szyi. Przeszły mnie ciarki.
- Złaź na dół! – usłyszałem.
Przewróciłem oczami. Emily się ode mnie odsunęła.
- No idź – ponagliła mnie.
- Chodź ze mną – wstałem z łóżka, ciągnąć ją za rękę.
- Po co ja?
- Poznasz Liama i Sophię – oznajmiłem. – Liam się z nią spotyka od jakiegoś czasu.
- Och – szepnęła i niechętnie wstała z łóżka.
- Później to dokończymy – szepnąłem do jej ucha, wywołując uśmiech na jej twarzy.
- No nie wiem, nie wiem – zacmokała.
Ukłułem ją kciukami w żebra, przez co zaczęła chichotać. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę drzwi. Znów zrobiła się jakaś spięta. Chyba nieswojo czuła się w ich towarzystwie. Zbiegliśmy po schodach i skierowaliśmy się do kuchni, gdzie przy wysepce siedziała Sophia. Liam krzątał się to kuchni, szukając coś w szafach.
- Są tu gdzieś jakieś płatki? Trochę zgłodniałem – powiedział, nadal przeszukując każdą z nich.
- O ile pamiętam, Niall wszystkie wpieprzył – zaśmiałem się. – Cześć Sophia, to jest Emily – przyciągnąłem ją do siebie i objąłem ramieniem.
Sophia szeroko się uśmiechnęła. Czuła się chyba dokładnie tak samo, kiedy Liam pierwszy raz ją tutaj przyprowadził, co było w sumie nie tak dawno temu.
- Hej, miło mi cię poznać – powiedziała i podeszła do Emily, by cmoknąć ją w policzek.
Emily uśmiechnęła się.
- Mnie również – odparła i oparła się o blat.
- O siema – przywitał się Liam, kiedy ją zobaczył. – Jestem Liam – puścił jej oczko, nurkując wzrokiem w kolejnej szafce. – Zabiję go, po prostu go zabiję – szepnął.
- Siadaj, zaraz przyniosę coś do picia.
Skierowałem się do lodówki i wyjąłem kartonik soku. Z szafki wyciągnąłem cztery szklanki i postawiłem na wysepce.
- Zjedz coś innego, co za problem? – zapytałem Liama.
- A może mam ochotę właśnie na płatki?
Zaśmiałem się, puszczając Emily oczko, by się nieco rozluźniła. Wywołałem tym rumieniec na jej policzku.
Nalałem soku do szklanek i jedną z nich wręczyłem Emily.
- Zamawiamy pizzę? – zapytał Liam, lustrując mnie wzrokiem.
- W sumie, weź od razu z cztery, bo jak Niall się dosiądzie za dużo dla nas nie zostanie – zażartowałem i stanąłem za Emily.
- Jesteście razem? – zapytała Sophia, upijając łyk soku.
Emily spojrzała na mnie zmieszana.
- Nie do końca – zaśmiałem się. – Jeszcze nie – dodałem, szczypiąc Emily w bok.
Ona też się zaśmiała.
- Chyba nie w najbliższej przyszłości – powiedziała i wywaliła na mnie język.
- Ta, ciekawe – szepnąłem do jej ucha.
- Dawaj numer do jakiejś pizzerii – usłyszałem Liama, który poszedł do salonu wyłudzić od chłopaków numer telefonu.

~ EMILY ~

Nie sądziłam, że tak szybko znajdę się w jego domu. Dom wcale nie był taki duży jak się wydaje z dworu. Takiego rozmiaru dodało chyba to, że znajduje się w nim tyle sypialni. W końcu jest ich aż pięciu. Siedziałam w kuchni, a Harry trzymał rękę na moim biodrze. On chyba sobie za dużo pozwala.
- Robimy jakiś maraton filmowy albo coś? – zapytał Harry.
- Dawno nie oglądałam żadnego horroru – powiedziałam, znacząco poruszając brwiami.
- To jest myśl! – ucieszyła się Sophia. – Słyszysz, kochanie? – wstała i skierowała się do salonu.
Robiło się coraz później. Na dworze było jednak jeszcze jasno, ale na słońce dzisiejszego dnia nie miało się co liczyć. Pochmurna i szara pogoda mnie dobijała jeszcze bardziej. Harry usiadł na miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała dziewczyna Liama. Spojrzał na mnie bez słowa.
- No co? – zapytałam, robiąc podejrzaną minę.
- Nie nic, tak cię tylko obserwuję – zaśmiał się.
- Jak obejrzymy jakiś horror, to nie zasnę dzisiaj w nocy, przysięgam – powiedziałam, upijając sok do końca.
- Dalej, chodź wybierzemy coś.
Wstałam i poszłam za nim do salonu. Usiadłam się obok Sophii. Harry włączył laptopa i wszedł na jakąś stronę z filmami.
- Obecność, Mama, Martwe Zło? – zapytał, przeglądając najnowsze horrory.
- Słyszałam, że wszystkie wchodzą na psychikę – zaśmiałam się.
- Dokładnie – powiedział Niall. – Obecność oglądałem z Zaynem, ale Martwe Zło możemy dzisiaj ogarnąć.
- Jestem za – powiedziała Sophia.
Wydawała się bardzo miła. Uśmiechała się do mnie przyjaźnie. Sprawiała wrażenie, jakby wiedziała jak nieswojo się tutaj czuję. Harry podłączył laptopa do ogromnego telewizora, który wisiał na ścianie. Chłopacy mieli ogromną kanapę na środku salonu. A po obu jej stronach stały jeszcze dwie mniejsze. Harry usiadł na tej po lewej stronie mnie i poklepał miejsce obok siebie, bym do niego przyszła. Usiadłam obok niego przyciągając do siebie kolana. Objęłam je obiema rękami i spojrzałam na telewizor.
- Liam, zasłoń żaluzje – poprosił Harry, bo siedział najbliżej okna.
Kiedy Liam to zrobił w pokoju zapanowała totalna ciemność. Harry przybliżył się do mnie.
- Tylko nie krzycz jak się przestraszysz – szepnął mi na ucho.
- Mało śmieszne – powiedziałam po cichu.
- Specjalnie dałaś pomysł o horrorze jako pretekst do przytulania się do mnie? – zaśmiał się.
- Chciałbyś – zadrwiłam. – Ani razu się do ciebie nie przytulę, masz to jak w banku – syknęłam i się od niego odsunęłam.
Naprzeciwko nas siedział Niall i Louis. Na dużej kanapie rozwalił się Liam, obejmując Sophię. Zastanawiałam się, gdzie jest ten piąty, Zayn. Już na początku filmu leciała przerażająca mnie muzyka, sygnalizująca, że zaraz coś wyskoczy i zacznę się drzeć. Harry ukuł mnie niespodziewanie w udo, przez co aż podskoczyłam.
- Ej, nie rób tak więcej – skarciłam go, ale mimo wszystko się uśmiechnęłam.
Oglądaliśmy horror w zupełnej ciszy, ale Niall i Louis co chwilę wydawali jakieś przerażające dźwięki, przez co trudno było się skupić na filmie, bo wszyscy się śmiali. W takiej dużej grupce o wiele lepiej ogląda się takie straszne filmy. Ale ten był naprawdę straszny, nie lubię horrorów o takiej tematyce, bo są według mnie bardzo realne. Po chwili aż pisnęłam, Sophia z resztą też, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Harry podszedł do laptopa zrobić pauzę i zapalił światło, a Liam skierował się do drzwi. Okazało się, że przyjechała pizza. Więc to będzie raczej duża pauza w filmie, zanim oni wszyscy się najedzą.
- Mniam! – ucieszył się Niall, zgarniając od Liama jedno pudełko.
- Też zamawiam jedno! – krzyknął Harry i wziął Liamowi drugie.
Rozłożyli je na dużym stole, po chwili poczułam smakowity zapach pizzy.
- No chodź tu, jedz – powiedział Harry, wręczając mi ogromny kawałek pizzy.
- Ale ja nie jestem głodna – oznajmiłam, nie zmieniając pozycji.
- Nie masz nic do gadania, takiej pysznej pizzy jeszcze w życiu nie jadłaś – puścił mi oczko.
Wzięłam od niego ten kawałek i muszę przyznać, że naprawdę była przepyszna. Przerażał mnie Niall, który pochłaniał tą pizzę w niesamowitym tempie. Wyścigi na żarcie? Jest mistrzem.
- Emily, lecisz z nami do Nowego Jorku? – zapytała Sophia, rozsmarowując sos na jednym z kawałków pizzy.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedziałam, kiedy przełknęłam ogromny kęs.
- Jeżeli polecisz, to na pewno tego nie pożałujesz – wtrącił Niall, na co tylko się uśmiechnęłam.
- No na serio, nie mogę się doczekać – powiedział Louis.
- Będę za tobą tęsknić – szepnęła Sophia do Liama.
Słodko razem wyglądali, kiedy cmoknął ją w usta cały ubrudzony sosem.
- Szybko zleci – powiedział.
- Nie powiedziałabym, że tak szybko – powiedziała Sophia. – Kolejny miesiąc – syknęła.
Harry spojrzał na nią spode łba, a później wzrok skierował na mnie. Uśmiechnęłam się do niego sztucznie i wzięłam kolejny kęs pizzy do ust.
- Wiedziałaś, z kim się wiążesz – zażartował Liam.
Właśnie. Ona wiedziała, a ja chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, w co się pakuję. Jeszcze mogę się wycofać z tego całego gówna, które otacza Harry’ego. Jeszcze nie jest za późno, a niedługo sprawy mogą nabrać jeszcze większego rozpędu.
- Idę umyć ręce, cały się upierdoliłem sosem – powiedział Harry i cmoknął mnie w usta.
Przy wszystkich. On zwariował.
- Och, jak słodko – zapiszczała Sophia.
Czułam jak robię się czerwona na policzkach.
- Pasujecie do siebie – dodała, wskazując na mnie palcem. – Ale niech się jeszcze stara – szepnęła do mnie, śmiejąc się.
- Racja – powiedziałam, szczerząc się.
Kiedy zjadłam swój kawałek, usiadłam się w tej samej pozycji, co podczas oglądania filmu.
- Masz cudowną cerę, zazdroszczę ci jej – syknęła Sophia, ale po chwili się uśmiechnęła.
- Och, nie zaczynajcie babskich pogaduszek, nie teraz – powiedział Harry, wchodząc z powrotem do salonu.
- Zamknij się – zaśmiałam się. – Dzięki, Sophia.
Usiadł obok mnie na kanapie i przyciągnął do siebie.
- Masz już kieckę na premierę? – zapytała mnie.
Co? O co jej chodzi?
- Jaką premierę?
- No premierę filmu.
- Och, nie, ja nie idę na premierę.
- No przestań, nie gadaj – zdziwiła się. – Dlaczego?
Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.
- Spokojnie, może jeszcze ją namówię – powiedział Harry, uśmiechając się do niej.
- Nie ma mowy – powiedziałam do niego bezgłośnie. – Nawet nie wiem, czy jadę.
- To akurat już pewne, skarbie – powiedział.
Akurat. Mój tata zrobi mi znów problem i nici z mojego wyjazdu.
- Ta – szepnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu.
Tak mi dobrze było przy nim. Nie chciałam jechać za nim na drugi koniec świata. Tu było nam dobrze. Tym bardziej rozstawiać się z nim na miesiąc? Co jakiś czas przechodziły przez moją głowę różne myśli, że mogłoby coś z tego być. Ale jak po chwili pomyślałam, w jakim on świecie żyje, to odchodziło. Wydawało się to takie nierealne.
- Gotowi? Możemy oglądać dalej! – krzyknął Niall.
- No nareszcie, to za tobą tak długo czekaliśmy – zaśmiał się Liam.

_________________________

6 komentarzy:

  1. nadrobiłam zaległości :D ale fajnie, strasznie mi się podoba to opowiadanie :D informuj mnie o nowych notkach, błagam :D sun_is_up_ na tt :) buziak ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że będę <333 na moim twitterze zawsze piszę o nowym rozdziale ale będę ci przypominać :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Hej, zapraszam do siebie na Prolog, dopiero zaczynam więc przyda mi się czyjaś opinia (; http://quite-true.blogspot.com/2013/09/prolog.html PRZEPRASZAM ZA SPAM ! - Dizzy x

      Usuń
  3. fajne opowiadanie jutro przeczytam od poczatku bo teraz juz troche pozno:) buziaczki:*

    OdpowiedzUsuń