środa, 4 września 2013

CHAPTER FIVE

~ EMILY ~

- No mówię ci – szepnęłam, wątpiąc od razu, czy dobrze zrobiłam, że jej to powiedziałam.
- Ty się z nim całowałaś! Wtedy w aucie – zauważyła Kate.
- I w parku też, było mokro – zaśmiałam się.
- Z języczkiem?! – krzyknęła prawie na cały przedział.
Poczerwieniałam z wstydu. Co za idiotka.
- No – odpowiedziałam krótko.
- Ja pierdolę, ty to masz zawsze szczęście – stwierdziła.
- On mnie potrącił, Kate – przypomniałam jej.
- Kiedy się z nim znów spotykasz? – zapytała, jakby mnie nie usłyszała.
- Nie wiem, nie chcę znów być na portalach plotkarskich – stwierdziłam.
- Boże, Emily, jesteś taka głupia – powiedziała, a ja zrobiłam jedną z moich min. – To Harry Styles. On zna Zayna. I Nialla. I Liama. I Louisa.
- Przecież ty ich nawet nie lubisz.
- Kto ci to powiedział? – udała zdziwioną.
- Weź przestań – parsknęłam śmiechem.
- Nie no, okej, może nie jesteśmy ich oszalałymi fankami, ale wiesz ile takich dziewczyn jest na świecie? – zapytała mnie. – Ile chciałoby być na twoim miejscu.
- Ta, potrąconym przez Harry’ego Stylesa, to jest coś – zakpiłam.
- EMILY, IDIOTKO – wysyczała Kate.
Przewróciłam oczami i miałam zamiar skończyć tą rozmowę. Sunęliśmy tunelami, na miejscu powinniśmy być dosłownie za chwilę. Ale na przedostatniej stacji metra ktoś wszedł do naszego przedziału. Ktoś z dziewczyną. Mój obrzydły były. Z swoją obrzydłą dziewczyną dziwką. Zaśmiał się na mój widok. Co za koleś.
- Palant – szepnęła Kate, jak go zauważyła.
- Oszczędź sobie, Evans – syknął z bezczelnym uśmiechem na twarzy. – Cześć skarbie – zwrócił się do mnie, na co jego dziewczyna go uszczypnęła.
- Daruj – powiedziałam i odwróciłam głowę.
- Tęskniłaś?
- Chciałbyś, co nie? – zapytałam z uśmieszkiem i wstałam z miejsca.
Zaraz będziemy wysiadać. Kate zrobiła to samo. Po dosłownie kilku sekundach zatrzymaliśmy się i drzwi się otworzyły. Stanęłam na płytkach na stacji metra, a gdy drzwi się zamknęły, głośno przeklęłam. Kilku przechodniów się na mnie spojrzało. Nienawidziłam tego drania, nie mogłam znieść tego, co mi zrobił, że dałam się tak zranić. Brzydziłam się, gdy na niego patrzyłam. Ale cieszyłam się, że tak się stało, że prawda w końcu wyszła na jaw i zobaczyłam jakim jest paskudnym draniem.
- Spokojnie, Emily, nie myśl o nim – powiedziała szybko Kate, przygarniając mnie pod swoje ramię. – Idziemy do twojej babci i fajnie spędzimy ten dzień. Mam nadzieję, że będzie twój kuzyn, chyba mnie lubi – zażartowała.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Głupia Kate. Moja głupia Kate.
- Jakoś mi się nie widzi, żebyś umawiała się z moim kuzynem – zrobiłam głupią minę.
- Dlaczego? Będziemy rodziną – zaśmiała się.
- Przecież już jesteśmy – uszczypnęłam ją w bok.
Uśmiechnęła się. Ruszyłyśmy w stronę Harrow Road, gdzie mieszkała moja kochana babcia z dziadkiem. W sumie było to niedaleko, ale droga zajęła nam dobre pół godziny. No wiadomo, moja noga trochę nas spowalniała. Kate nie darowała sobie komentarzy na temat Stylesa, a moje wczorajsze postanowienie poszło się pieprzyć, bo myślałam przez to o nim praktycznie non stop. Na szczęście nie dał o sobie znać od rana. Kiedy weszłyśmy już na tą ulicę, droga szła nam o wiele szybciej. W tej okolicy, każdy dom był taki sam, a było tu ich naprawdę setki. Było tu w miarę spokojnie, niekiedy przejeżdżało jakieś auto, jakieś dzieci na rowerach. W końcu doszłyśmy do domku jednego z wielu, jedyne czym się wyróżniał to płot niedawno malowany przez dziadka na kolor jasnozielony. Przeszłyśmy przez furtkę i doszłyśmy do białych, drewnianych drzwi. Zapukałam dwa razy i spojrzałam na Kate.
- Truskawki prosto z ogródka – szepnęłam do niej z uśmiechem.
- Sezon na truskawki już dawno się skończył – odpowiedziała mi.
- W tym ogródku są magiczne truskawki – zażartowałam. – Kwitną dwa razy w wakacje.
Usłyszałyśmy jak ktoś podchodzi do drzwi, które zaraz się otworzyły. Stanęła w nich babcia, a kiedy mnie zobaczyła od razu się uśmiechnęła.
- Dziewczynki, moje drogie dziewczynki – ucieszyła się. – Wchodźcie raz dwa, właśnie piekę placek.
Przeszłyśmy przez futrynę i faktycznie, było czuć przyjemną woń olejku cytrynowego w powietrzu.
- Tak się cieszę, że przyszłaś, Emily – powiedziała babcia, gdy zamknęła drzwi. – Dawno cię tu nie było u nas – dodała i się do mnie przytuliła. – I przyprowadziłaś Kate.
Kate uśmiechnęła się na te słowa.

~ HARRY ~

Premiera naszego filmu coraz bliżej. Byłem strasznie podekscytowany. Miałem nadzieję, że to będzie wielkie wydarzenie. Za tydzień czeka nas wylot do Nowego Jorku, gala MTV, później trasa. Jestem strasznie podekscytowany. Za jakiś czas pewnie znów nas czeka kręcenie teledysku. Mamy sporo na głowie, ale takie już jest nasze życie teraz. W sumie zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, to nasza praca. Ale jeszcze niedawno nie powiedziałbym, że tak potoczy się nasze życie. Że tak szybko zacznę zarabiać na siebie. Z rozmyśleń wyrwał mnie Liam, który wywalił całą zawartość szafki pod telewizorem.
- Posprzątasz to – oznajmiłem go.
Spojrzał na mnie wściekły.
- Ja pierdolę, nie mogę znaleźć tego pieprzonego filmu! – wycedził przez zęby.
- Jakiego? – zapytałem, dławiąc się sokiem, widząc jego załamaną minę.
- Dirty dancing.
- Po co ci ten stary film?
- Sophia – wyjaśnił.
- Och, seans filmowy? Jakie to romantyczne – zaśmiałem się.
- Się śmiej, ona go uwielbia, kiedyś to razem oglądaliśmy, więc pomyślałem, że dzisiaj jak do niej pojadę to go zabiorę.
- Ma wolną chatę?
- Ta.
- Uhuhu – zagwizdałem.
- Stul pysk – zaśmiał się. – Najwyżej oglądniemy to w Internecie, ale chciałem jej go ładnie zapakować.
- Liamie Payne, nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk.
- Mam ci przypomnieć, jak wziąłeś Tylor do pustego kina?
- Zamknij się, nie przypominaj.
- Tak myślałem. Dobra, poszukam go jeszcze w rupieciarni.
Tak nazwaliśmy pokój, gdzie znajdowało się dosłownie wszystko.
- Ej, wróć i to posprzątaj – wskazałem mu palcem syf na podłodze, który po sobie zostawił.
Spojrzał na mnie podejrzanie.
- Zamierzasz kogoś przyprowadzić? – zapytał, wracając się i ćpając wszystko z powrotem do szafki.
- Czy ja wiem, nie wydaje mi się.
Kiedy Liam wyszedł z pokoju wybrałem z kontaktów Emily i nawiązałem połączenie. Kilka sygnałów usłyszałem zanim w ogóle odebrała.
- Halo? – usłyszałem jej słodki głos.
- Co robisz? – zapytałem.
- Aktualnie objadam się plackiem, siedzę u babci i dziadka – wyjaśniła.
- Smacznego – zaśmiałem się.
- A dzięki, dzięki – usłyszałem jak się śmieje.
- Chcesz się dzisiaj ze mną spotkać?
- Wybacz, ale dzisiaj moja babcia będzie cię cieszyć moim widokiem, bo dawno mnie nie widziała.
- No rozumiem, to może jutro?
- Nie wydaję mi się, nie mam czasu dla ciebie, gwiazdeczko – syknęła, ale zaraz się zaśmiała.
- Nie pierdol, chcę się z tobą zobaczyć – powiedziałem.
Chwila ciszy, zanim mi odpowiedziała.
- Serio?
- No co w tym dziwnego? – zapytałem, rysując jakieś kółka na kartce, która leżała na stole.
- Nie sądziłam, że jeszcze zadzwonisz.
- Jaja sobie robisz?
Chciałem powiedzieć, że oszalałem na jej punkcie, ale się powstrzymałem.
- Nie, dlaczego?
- Proszę cię, spotkajmy się jutro.
- Niech ci będzie.
- Przyjadę po ciebie o 16:00, pasuje ci?
- Jasne, to do jutra.
Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? Bo tak się właśnie czuję.

~ EMILY ~


Babcia się uśmiechnęła, kiedy się rozłączyłam.
- Dobrze ci się układa z Chrisem? – zapytała.
- To nie był Chris, babciu, już dawno z nim nie jestem – szepnęłam, wkładając do ust ostatni kęs placka.
- Jak to? Co się stało?
- Nie bardzo chcę o tym rozmawiać, babciu.
- Ale jest ktoś nowy na celowniku, pani Green – zaśmiała się Kate.
- Och, przymknij się – syknęłam. – Nie słuchaj jej – zwróciłam się do babci, przewracając oczami.
- Dobra, dobra, wy i te wasze młodzieńcze problemy – zażartowała. – Chodźcie na dwór, dziadek maluje ławkę.
Wyszłyśmy na korytarz i skierowałyśmy się na taras. Dziadek był na drugim końcu ogrodu, malował ławkę, która w sumie nie wyglądała wcale na zniszczoną.
- Joseph, zobacz kto nas odwiedził! – krzyknęła babcia, a dziadek oderwał się od swojej pracy.
Kiedy nas zobaczył, wstał i szybko zmierzał w naszym kierunku.
- Emily! – ucieszył się.
Uśmiechnęłam się i się do niego mocno przytuliłam.
Siedzieliśmy tak na świeżym powietrzu dosyć długo. Pomogłyśmy z Kate babci w obiedzie, kiedy dziadek dokańczał pracę na ogrodzie. Pomogłyśmy nakryć jej do stołu. Kurczak w sosie serowym z ryżem był po prostu pyszny. Babcia jest znakomitą kucharką, tak samo jak dziadek. Po obiedzie siedzieliśmy i oglądaliśmy płytę z wesela mojej cioci. To było jakiś czas temu, byłam jeszcze z Chrisem. No ale mimo wszystko, płytę chciałam obejrzeć. Gdy wychodziłyśmy było już strasznie późno, ledwo zdążyłyśmy na ostatni kurs metro akurat najbliżej mojego domu. Babcia dała mi też trochę placka w kartoniku dla mamy, taty i Charlotte. W sumie przez cały pobyt u nich nie miałam okazji rozmawiać z Kate, a widać było, że już się nie mogła doczekać, aż się dowie czegoś więcej o Harrym. Miałam się już z nim więcej nie spotkać, ale po tym jak nalegał, nie mogłam mu odmówić. Nie chciałam mu odmówić. Coś mnie do niego ciągnęło. Próbowałam o nim nie myśleć, ale nie udawało mi się to. Siedziałyśmy w metrze, byłam strasznie zmęczona całym tym dniem.
- Jestem padnięta – wyszeptałam, opierając głowę o ramię Kate.
- Nawet mi nie mów.
- Wiem, że nie możesz się już doczekać, aż ci coś jeszcze opowiem o Stylesie – zaśmiałam się.
- Co ty opowiadasz – Kate udała zdziwioną. – Ale jeśli chces, możesz mi coś tam poopowiadać.
- Ale nie bardzo mam co, wiesz – powiedziałam. – Wszystko wam powiedziałam już.
- Boże, chciałabym wiedzieć wszystko, Emily – spojrzała na mnie.
- No mówię, że wszystko już wam powiedziałam.
- Wszystko, wszystko – oznajmiła. – Lubisz go?
Zastanowiłam się chwilę nad tym pytaniem.
- Wiesz, Kate, może to dziwne, ale lubię go. Wcale go nie znam, ale ciekawi mnie jego osoba – stwierdziłam.
- Musisz mu się podobać.
- No coś ty…
- Emily, nie oszukuj się, pocałował cię.
- Jezu, to dla mnie takie nierealne. Nigdy nie byłam jakąś tam ich ogromną fanką. Mogę powiedzieć, że spełniłam nieswoje marzenie, marzenie tysięcy dziewczyn, ale nie moje.
Cały czas opierałam się o jej ramię. Zaraz będziemy wysiadać.
- No bo weź, jestem jakąś zwykłą dziewczyną. Wszędzie się czyta o związkach gwiazd, ale gwiazd z gwiazdami, a nie gwiazd z normalnymi, nic nie wartymi ludźmi – ciągnęłam.
- Nawet nie masz pojęcia, ile gwiazd jest w takich związkach, Emily – powiedziała Kate.
- Może, ale ja po prostu nie wyobrażam sobie nawet, że mogłabym z nim utrzymywać jakikolwiek kontakt.
- Dlaczego? – zapytała Kate, wstając z miejsca.
Przeszłyśmy przez rozsuwane drzwi metra i znalazłyśmy się na podziemnej stacji. Skierowałyśmy się w stronę schodów.
- Przecież jego praktycznie wcale nie ma w Londynie. Wiesz, może się nimi nie interesuję, ale mimowolnie wszędzie o nich czytam, bo wszędzie coś o nich piszą. Trasy koncertowe, gale, kręcenie teledysków, latanina po świecie.
- Może będzie cię ciągnął ze sobą – zaśmiała się Kate.
- Jejku, przestań. Przecież my się spotkaliśmy dopiero dwa razy – stwierdziłam.
- I umówiłaś się już z nim na trzecie spotkanie – zauważyła.
- Jak prosił, to nie mogłam się nie zgodzić.
Szłyśmy jeszcze chwilę ulicą i doszliśmy do mojego domu.
- Chodź, mój tata cię odwiezie – zaprosiłam ją do środka.
- Nie, dzięki, Emily, przejdę się – powiedziała. – Trzymaj się, jakby co to daj znać – puściła mi oczko.
- No okej, do zobaczenia.
Przeszłam przed drzwi i mnie zamurowało, jak zobaczyłam w pokoju siedzącego Coopera ze swoją dziewczyną Grace. Siedzieli tyłem do wejścia do salonu. Podeszłam po cichu do niego.
- Wariat! – krzyknęłam mu do ucha, aż podskoczył.
Szybko się odwrócił i złapał mnie za nadgarstek. Pociągnął mnie do siebie przez co przeleciałam przez oparcie kanapy na jego kolana.
- Puszczaj! – syknęłam.
- Co tam u ciebie, siostrzyczko? Słyszałem, że nie umiesz chodzić po schodach – dokuczył.
No dzięki. Gdybym mogła powiedzieć prawdę, to byś wiedział, że jednak umiem.
- Zabawne – zaśmiałam się.  – Cześć, Grace – uśmiechnęłam się. – Co tu robicie?
- Odwiedzam stare śmieci.
- Cooper – upomniała go mama.
Ten się tylko zaśmiał. Mój braciszek niedawno postanowił odlecieć z gniazdka i zamieszkał z swoją dziewczyną. Aktualnie studiuje architekturę.
Cały czas siedziałam na jego kolanach z nogami przewieszonymi przez oparcie.
- Wiesz, nie za bardzo wygodnie mi w takiej pozycji.
Puścił mnie, więc usiadłam się między nim, a Grace.
- Czemu nie powiedziałeś wcześniej, że przyjedziesz?
- To był spontan – stwierdził.
- A ja właśnie dzisiaj odwiedziłam babcię. Pytała się o ciebie, dawno u niej nie byłeś.
- W sumie ostatnio nie miałem do tego głowy.
- Serio? Nie miałeś głowy do odwiedzin babci, która zawsze cię ratowała i dawała na piwo, jak szedłeś z kolegami? – zażartowałam.
- W sumie to myślała, że to kasa na kino, pizzę i inne sprawy – wyjaśnił, przewracając oczami.
- Racja – przytaknęłam.
Mama się cicho zaśmiała. Siedzieliśmy tak jeszcze z dobrą godzinę, śmiejąc się i żartując. Rodzice pogodzili się z tym, że Cooper się wyprowadził, ale mamę strasznie męczyło to, że tak rzadko go widzi. Cieszyła się, że chce się usamodzielnić, ale brakowało jej go.
Wyszli jak było koło 23:00, a ja padnięta szybko poszłam do góry wziąć prysznic. Chciałam jeszcze przed snem poczytać książkę, ale nie było mi to dane, bo po chwili zasnęłam.

~ HARRY ~

Obudziłem się zanim Niall zdążył mnie obudzić. Czyli fajnie, bo nie było wcale tak późno. Wczoraj wieczorem graliśmy z chłopakami na PlayStation w Fifę. Wypiliśmy sobie nawet po kilka piw, a rzadko to robimy. Zamówiliśmy jakieś niezdrowe żarcie, bo oczywiście Niall nalegał. Nie było tylko Liama, który spędzał wieczór z dziewczyną. Chyba w końcu znalazł gdzieś tą płytę z Dirty Dancing.
Zszedłem na dół, w kuchni siedzieli już chłopacy. W sumie to tylko Zayn i Louis. Gawędzili o czymś.
- Dzwonił Paul – zaczął Zayn. – Pytał czy nie będziemy mieli nic przeciwko jeżeli zabierze nam jeden dzień wakacji i czy wystąpimy w jakimś programie.
- Ale że dzisiaj? – zapytałem.
- No dzisiaj. O 19:00, ale nie na żywo – powiedział Louis.
- Mamy bekę z Nialla – Zayn zmienił temat. – Zasnął wczoraj jak brał kąpiel.
Zacząłem się śmiać. On to zawsze coś odwali.
- Czekamy na Liama i aż Niall łaskawie się obudzi. Mamy oddzwonić do Paula przed 12:00 – oznajmił Louis.
- Jasne, ja jestem za – stwierdziłem.
Będę musiał odwołać spotkanie z Emily. A szkoda, bo pewnie jutro jej coś wypadnie i znów się nie spotkamy. Nie wiedziałem, co ta dziewczyna ma w sobie, ale ciągnęło mnie do niej. I to cholernie. Siedzieliśmy w kuchni i się wygłupialiśmy, w końcu przyszedł Liam. Niall nadal się nie obudził, więc postanowiliśmy mu trochę pomóc. Genialny Louis wpadł na pomysł, by zrobić mu poranny prysznic. Wzięliśmy kubki z szafki i napełniliśmy je lodowatą wodą. Zrobiliśmy mu zajebistą pobudkę polewając go całego wodą. Nie był zadowolony. Musielibyście to widzieć, tego nie da się opisać. Wstał jak oparzony wyzywając nas od najgorszych, ale w końcu zaczął się z nami śmiać.
- Nigdy więcej nie piję piwa – stwierdził, rozbierając mokrą bluzkę.
Poczekaliśmy za nim w salonie, kiedy zszedł jego wyraz twarzy nadal był przepity. Za dużo alkoholu, Niall. Masz pecha. Powiedzieliśmy mu o planach Paula. Kto jak kto, ale Niall uwielbia takie wywiady. To zawsze okazja do wygłupów. A wiedział, że to sprawia radość fanom, kiedy widzą nas jako takich wariatów. Zayn oddzwonił do Paula. Powiedział, że przyjadą po nas o 18:00. No to jeżeli to już jest pewne to postanowiłem, że zadzwonię do Emily. Była już 11:00, więc nie powinna spać. Wybrałem jej numer i z niecierpliwością czekałem aż odbierze telefon. Mruknęła coś na przywitanie.
- Hej, skarbie – szepnąłem, odwracając się tyłem do chłopaków.
- Mówiłam ci już, że nie jestem twoim skarbem – zaśmiała się.
- Nie masz nic do gadania – zażartowałem.
- Ty, nie bądź taki ważny – usłyszałem jej chichot.
- Przepraszam, ale muszę odwołać nasze dzisiejsze spotkanie – powiedziałem, czekając na jej reakcję.
- Nie ma sprawy, rozumiem. Coś ci wypadło?
- Ta, mamy jakiś wywiad wieczorem, naprawdę mi przykro.
- Nie ma sprawy, spotkamy się innym razem jeśli chcesz. Po za tym mama mi coś już mówiła przy śniadaniu, że chcę na zakupy jechać, więc może się z nią zabiorę – powiedziała.
- Fajnie, to życzę ci miłych zakupów, mam nadzieję, że jutro się spotkamy.
- Myślę, że jutro będzie okej, nie mam żadnych planów – powiedziała, a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Nie mogę się doczekać, przyjadę po ciebie i zabiorę cię na lody, bo miałem ostatnio, prawda?
- Super, kochany jesteś – zaśmiała się.
- Wiem o tym – powiedziałem i zacząłem się śmiać.
- Dobra, muszę kończyć, zajmuję się siostrą i muszę jej zrobić coś do jedzenia.
- Okej, zadzwonię wieczorem.
- Będę czekać – powiedziała. – Trzymaj się – dodała i się rozłączyła.
Nadal się szeroko uśmiechałem. Odwróciłem się do chłopaków, a oni stali i gapili się na mnie z zaciekawieniem wyrysowanym na twarzach. Jeden obok drugiego. Śmiesznie wyglądali. Stali jeszcze jak taka piramida, od najmniejszego do największego.
- Co? – zapytałem głupio.
- To ta laska? – zapytał Niall, opadając na kanapę.
- Nie nauczyli was w domu, że nieładnie podsłuchiwać?
- To ta laska? – zapytał Liam tym razem.
- Boże, no – odpowiedziałem i oparłem się o komodę.
Niall włączył telewizor, leciała reklama naszego filmu na MTV. Wykręcił mi się żołądek z podekscytowania.
- Coś jest na rzeczy? – zapytał Zayn z zaciekawieniem.
- Stary, gdybyś ją zobaczył, to byś oszalał na jej punkcie – stwierdziłem, mając na myśli siebie.
- Czemu? Aż tak? – zaśmiał się Liam kręcąc palcem koło swojej głowy, pokazując mi, że zwariowałem.
- Mówię wam – wypuściłem głośno powietrze z ust.
Usiadłem się obok Nialla i zaczęliśmy oglądać Ekipę z New Jersey, chociaż widzieliśmy to już milion razy albo i więcej.

_________________________

2 komentarze: