~ HARRY ~
- Ale fajnie wyglądasz jak idziesz – powiedziałem, lekko się uśmiechając.
Śmiesznie wyglądała jak kulała. Ale nie mogę zapomnieć, że to ja tak ją urządziłem.
- Zabawne, wiesz – prychnęła.
- To gdzie mam cię zabrać w ramach przeprosin? – zapytałem, uważnie na nią patrząc.
- Już ci mówiłam, specjalnie nie jadłam obiadu, mam ochotę na kebab – powiedziała, bez żadnego wyrazu na twarzy.
- Okej, ale gdzie proponujesz? Jestem dziś twoim szoferem – zaśmiałem się, poprawiając się w moim fotelu.
- Lahore Kebab House? Wiesz, gdzie to jest? – zapytała, bawiąc się w dłoniach telefonem.
- Umberstron Street?
- Właśnie tam – uśmiechnęła się. – Zawsze tam chodzimy z przyjaciółkami jak mamy ochotę na coś strasznie niezdrowego.
- No to w drogę – zawołałem i odpaliłem auto.
Wyjechałem z parkingu, Emily nie była taka rozmowna jak wczoraj. Jechałem ulicami, nasze miejsce docelowe było praktycznie na drugim końcu miasta. Chciałem przerwać tą niezręczną ciszę, ale nie wiedziałem jak do niej zagadać.
- Miałem ci zaśpiewać, co nie? – zapytałem, puszczając jej oczko, jak na mnie spojrzała.
- A zrobisz to dla mnie? – wydawała się być podekscytowana.
- Pod jednym warunkiem – powiedziałem. – Zaśpiewasz ze mną.
- No chyba żartujesz, ja nie umiem – oznajmiła szybko.
- No dawaj, nie musisz się mnie wstydzić. Na pewno nie śpiewasz gorzej niż moja siostra – zażartowałem.
Uśmiechnęła się i zrobiła dziwną minę.
- Znasz Rona Pope? – zapytała, odblokowując swój telefon.
- Jasne, gościu wymiata.
- To dajesz, zaśpiewaj to – powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Bez podkładu?
- No Jezu, a skąd mam go wziąć? – zapytała. – Mogę ci puścić tą piosenkę, ale wyciszę ją do minimum – powiedziała bardzo akcentując ostatnie słowo.
- Okej, myślę, że później coś możemy z tym zrobić.
- No dalej, zaśpiewaj teraz – dodała mi otuchy.
- Zaśpiewam ci później. Jak się najem, muszę nabrać trochę siły – zażartowałem.
Po chwili usłyszałem jak z jej telefonu po cichu rozbrzmiewa ta piosenka. Spojrzała na mnie i uniosła brew. Patrzyła na mnie z oczekiwaniem, ale nie miałem zamiaru teraz jej śpiewać. Nagle piosenka się zmieniła na ‘i need your love’ a Emily wybałuszyła oczy na ekran telefonu. Przyłożyła go do ucha.
~ EMILY ~
- Cześć Kate – powiedziałam zdezorientowana.
- Dlaczego się w ogóle nie odezwałaś? Jak tam po wczoraj?
Co mam jej powiedzieć? Tego jeszcze nie ustaliłam.
- Gdzie jesteś? – zapytała znowu. – Byłam u ciebie w domu, Twoja mama powiedziała, że niedawno wyszłaś.
- Tak, właściwie to spotkałam się z kolegą.
- Co, jakim?
- Wiesz… Nie znasz – bąknęłam.
- Jak to nie znam Emily, nie kłam – powiedziała poirytowana.
- Naprawdę.
- Co ci jest, Twoja mama się mnie pytała jak to się stało, że spadłaś ze schodów. Emily, ja widziałam jak wychodziłaś za drzwi i chyba dobrze widziałam, że z żadnych schodów nie spadłaś, co ci jest?
- Opowiem ci wszystko później, obiecuję, naprawdę. Wszystko ze mną w porządku, skręciłam tylko kostkę.
- Okej, ale z jakim ty kolesiem jesteś?
- Och, poznałam go wczoraj, pomógł mi się dostać do szpitala.
- Co ty opowiadasz?
- No co?
- Zero alkoholu, dostałam nakaz od twojej mamy, żeby cię pilnować.
- Boże Święty, co jeszcze ci mówiła?
- Że wróciłaś do domu nad ranem.
- Mam nadzieję, że nic się nie wydało.
- Spokojnie.
- Pogadamy później, napiszę ci smsa, to możesz do mnie wlecieć z Emmą i Rose.
- Jasne, daj znać, kocham Cię, Emily, trzymaj się – powiedziała zatroskana.
- Też cię kocham, pa – odpowiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Zrobiłam głupią minę i spojrzałam na Harry’ego.
- Co mam powiedzieć moim przyjaciółkom, je też mam kłamać? – zapytałam, patrząc na niego.
Nagle zrobił przerażoną minę.
- Możesz im powiedzieć prawdę, nie będę cię zmuszał do kłamstwa.
- Nie o to mi chodzi, Styles. Nie ma sprawy naprawdę, weszłam sobie dzisiaj na portal plotkarski i wiem, że gdybym cię wydała to byłaby to niemała sensacja.
- Ta, oni wszystko wynajdą. Mam nadzieję, że nikt mnie nie widział wczoraj. Jak cię próbowałem ratować.
Zaśmiałam się.
- Bohater. Mam na ciebie haka – powiedziałam poważnie. – Proszę mi tu teraz nie podskakiwać.
- I co wyczytałaś na tych portalach plotkarskich? – zapytał podejrzliwie.
- Och, nawet nie pytaj. Przespałeś się z mężatką? – zapytałam, mając nadzieję, że zaprzeczy.
- No co ty, pogięło cię? – wybuchł śmiechem.
- Tylko pytam, tak czytałam. Kiedy zaręczasz się Tylor Swift? – zapytałam z błyskiem w oku.
Jego śmiech był jeszcze głośniejszy. I bardzo mi się to podobało.
- Chyba żartujesz – powiedział przez śmiech.
- No przecież kupiłeś już pierścionek.
- Tak, złoty z diamentem – powiedział.
Śmialiśmy się i żartowaliśmy w sumie do momentu, kiedy Harry wyłączył silnik przed lokalem. Nie chciałam robić z siebie idiotki, zważając na moją nogę.
- Idź sam, ja poczekam tu na ciebie – powiedziałam.
- Hej, nie będziemy jeść w moim aucie – zaapelował.
- Okej, pojedziemy po Southwark Parku, szoferze – zaśmiałam się.
- Dobra – wziął portfel ze schowka i już miał wychodzić z auta.
- Tortilla z sosem czosnkowym z podwójną surówką i bez cebuli – wyszczerzyłam się.
- O Boże, mam nadzieję, że nie zapomnę – powiedział żartobliwie i zatrzasnął za sobą drzwi.
Zadzwoniłam do Kate, bo już nie mogłam wytrzymać.
- No elo, mordeczko – przywitała mnie.
- Właśnie poszedł po kebab, czekam za nim w aucie – powiedziałam szybko.
- Ten twój kolega, tak?
- Tak, Harry – oznajmiłam jej. – Wczoraj jak wracałam z imprezy do domu stuknął mnie autem.
- Co proszę? – zapytała Kate przejętym tonem.
- No po prostu mnie potrącił, ale spokojnie nic mi nie jest. Mamie coś musiałam nagadać, a lekarzowi tak powiedziałam, bo miałby przez to niepotrzebne problemy – powiedziałam jej. – Nic mi nie jest, więc co mi leży? Skręcona kostka i dwa siniaki na tyłku i ramieniu.
- Boże, Emily, dobrze, że nic ci nie jest – powiedziała zatroskana.
- No dobrze, chciał mnie wziąć dzisiaj na obiad albo kolację, ale wybrałam po prostu kebab – zaśmiałam się.
- Jakiś bogacz czy coś? – zapytała Kate.
No żebyś wiedziała.
- A czy ja wiem? Wygląda na normalnego – powiedziałam.
- Przystojny chociaż? Masz na kogo popatrzeć, czy jedziesz tam z grzeczności?
- Zdecydowanie mam na kogo popatrzeć, Kate – powiedziałam i odpędziłam od siebie niegrzeczne myśli o Stylesie bez koszulki.
- Daj mi znać jak wrócisz, to mi opowiesz jak było. Jestem teraz z Emmą i Rose, mam im powiedzieć?
- Nie mam ci przeciwko, widzimy się wieczorem – oświadczyłam. – Ucałuj je ode mnie.
- Nie ma sprawy, smacznego – powiedziała.
- Dzięki – zaśmiałam się i rozłączyłam.
Jakieś dziwne radio w aucie. Chciałam przełączyć na inną stację, ale coś spieprzyłam i całkiem przestało grać. Włączyłam sobie piosenki z komórki i cierpliwie czekałam za moim kebabem. No, za Harrym z moim kebabem. Nawet sobie trochę pośpiewałam w jego nieobecności. Spoglądałam na zabieganych przechodniów. Faceci w garniturach, jacyś dyrektorzy ogromnych przedsiębiorstw, dobrze, że ja się jeszcze niczym nie muszę martwić, chociaż wakacje powoli dobiegają końca, niedługo szkoła. Cieszę się, że mam w klasie Kate. To moja przyjaciółka od zawsze. I jestem pewna, że na zawsze już tak zostanie. Emmę i Rose poznałyśmy w wakacje kilka lat temu. Od razu znalazłyśmy z nimi wspólny język i od tej pory nasza czwórka jest nierozłączna. One są starsze ode mnie i Kate o rok, ale to w sumie nie ma znaczenia. No i przyszedł w końcu Harry z moją przepyszną tortillą. Jak tylko wszedł do auta poczułam ten zapach i już zaczęłam rozwijać papierek, jednak Harry szybko zaapelował.
- Hola, hola, zaraz będziemy w parku, poczekaj chwilę – powiedział szybko.
- Dobra, niech ci będzie, przygazuj trochę.
- Cały prześmierdnąłem tym gównem.
- No straszne, ciebie też mam zjeść? To nie jest gówno, dobra, może i jest, ale jakie pyszne gówno.
- Nie mam nic przeciwko, możesz mnie zjeść, nawet pochłonąć w całości chyba, że wolisz delektować się każdym kawałkiem mojego ciała – powiedział i do mnie mrugnął.
- Nie podrywaj mnie, Styles – syknęłam.
- Ty zaczęłaś! – odkrzyknął.
- Wiem, że byś chciał, ale nie wyobrażaj sobie za dużo.
- O ty, oddawaj kebab!
- Dobra, żartowałam, jesteś taki cudowny, przystojny, zabierzesz mnie jeszcze na lody?
- Zastanowię się – powiedział żartobliwie.
- Jesteś taki wspaniały, masz idealny głos i… hm… tak trudno mi coś jeszcze wymyślić, a mama nauczyła mnie nie kłamać, chyba coś mi to nie wychodzi, co? – zażartowałam.
- Zabawne, naprawdę zabawne – powiedział, coraz bardziej przyciskając pedał gazu.
Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiadłam z auta i stanęłam na jednej nodze. Harry skierował się już w stronę parku. Po chwili jednak zauważył, że nie idę za nim i się odwrócił.
- No idziesz? – zapytał.
- Jak? Potrzebuję twojej pomocy.
Kiedy tylko podszedł, rzuciłam mu się na szyję, a on wybuchł śmiechem. Ułożył mnie sobie na rękach i ruszył w stronę parku.
- Jesteś dzisiaj moim szoferem, prawda? – zapytałam. – Więc proszę nie narzekaj z łaski swojej.
- Czy ja narzekam? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
- No mam nadzieję.
Szliśmy ścieżką aż w końcu napotkaliśmy na wolną ławkę.
- Dalej, zatrzymajmy się tu, pewnie mój kebab jest już zimny – powiedziałam, a Harry mnie usadził na zielonej ławce.
- Nie mogę uwierzyć, że namówiłaś mnie na jakiś turecki kebab.
- Jedz i nie gadaj, Styles.
~ HARRY ~
Lubiłem jak mówiła do mnie po nazwisku. Usiadłem obok niej na ławce i wyjąłem z reklamówki moją dzisiejszą kolację. Wziąłem sobie to samo co ona.
- Bez cebuli z sosem czosnkowym? – zapytała mnie zanim ugryzła kawałek tortilli.
- Tak jest – odpowiedziałem, gdy odwijałem przekąskę z sreberka.
- Pychota – powiedziała z pełną buzią.
- Opowiedz coś o sobie – zaproponowałem.
- A co chcesz wiedzieć? Moje życie jest nudne w porównaniu do twojego.
- No cokolwiek. Gdzie chodzisz do szkoły? – zapytałem zaciekawiony.
- Regent’s American College, skarbie – powiedziała.
- Od zawsze mieszkasz w Londynie? – zapytałem jej z uśmiechem na twarzy.
- Odkąd pamiętam. W sumie od zawsze, ale urodziłam się w Polsce, moja babcia jest Polką.
- Ciekawe – zainteresowałem się.
- Jakieś jeszcze pytania, koleżko? – zapytała. – Czy już mogę jeść dalej?
- Jasne, smacznego.
- Dzięki i wzajemnie.
Siedzieliśmy tak sobie dosyć długo, ludzie chodzili po parku, przeważnie jakieś małżeństwa czy po prostu pary. Zjedliśmy swoje tortille, ja musiałem też zjeść resztkę jej, bo już nie mogła zmieścić więcej. Po chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna i chciała zrobić sobie ze mną zdjęcie. Kurde, że też akurat jak byłem z Emily. Przyglądała się z zaciekawieniem całej sytuacji. Na szczęście była to jakaś normalna fanka. Po zrobieniu zdjęcia po prostu odeszła.
- Serio? Tak wygląda twoje życie? Ludzie podchodzą i chcą sobie robić z tobą zdjęcie? – zapytała.
- Mniej więcej – odpowiedziałem krótko.
- Twoja dziewczyna nie jest o to zazdrosna?
Jaka dziewczyna?
- Ja nie mam dziewczyny, Emily – oznajmiłem ją.
- Okej, ale jak miałeś jakąś dziewczynę.
- Dawno nie miałem normalnej dziewczyny.
- Normalnej? – zapytała ostrożnie.
- No na przykład takiej jak ty, zwykłej dziewczyny.
- Nie jestem wcale taka zwykła, Styles – powiedziała urażona.
- Och, nie o to mi chodzi, wiesz o tym – zaśmiałem się.
- Zachowujesz się normalnie jak na taką gwiazdę.
- No widzisz – powiedziałem z uśmiechem. – To znaczy jak miałbym się zachowywać?
- Wziąłeś jakąś zwykłą dziewczynę na kebab, heloł?
- Najpierw ją potrąciłem – zauważyłem. – Poza tym wgniotłaś mi lekko maskę.
- O przepraszam, czy to naprawdę moja wina?
- No wiem, że nie, tak tylko mówię – powiedziałem.
- Chcesz już jechać do domu? – zapytała.
Otworzyłem szeroko oczy.
- Czemu miałbym chcieć?
- Nie nudzisz się tu ze mną? Pewnie masz ciekawsze rzeczy do roboty, gwiazdeczko.
- Mówiłem ci, że masz tak do mnie nie mówić – oznajmiłem. – Poza tym wcale się nie nudzę, fajnie mi się z tobą siedzi i pieprzy o głupotach.
- Przeklinasz? Jak możesz, gwiazdeczko – zaśmiała się.
Miała taki cudowny śmiech. Słyszałem tylko ten cudowny śmiech. Umykało mi trąbienie aut na ulicy niedaleko, rozmowy przechodniów, wszystko.
- Nawet cię pogonić po tym parku nie mogę, bo masz skręconą kostkę.
- Może będzie jeszcze okazja – powiedziała.
- Może – odpowiedziałem.
Wiedziałem, że niedługo wyruszamy znów w trasę. W sumie to nie wydawało mi się, by ta dziewczyna chciała ze mną utrzymywać jakiś kontakt.
- Jakieś koncerty macie albo coś? – zapytała, jakby czytała z moich myśli.
- No na razie mamy przerwę, ale niedługo zaczną się one znowu.
- Może się przejdę na jeden z czystej ciekawości – zaśmiała się.
- Londyn już zaliczyliśmy w tym roku – oświadczyłem, bo widocznie nie wiedziała.
- Ups, to może gdzieś indziej.
- Całą Wielką Brytanię – dodałem.
- Może pojadę na wakacje do Polski – powiedziała.
- W Polsce w tym roku nie gramy.
- Och, przestań już.
- Okej – zaśmiałem się. – Mogę zaśpiewać tylko dla ciebie, jeśli naprawdę chcesz – dodałem.
Uśmiechnęła się. To chyba znaczyło TAK. Przybliżyłem się do niej. Siedziałem już naprawdę blisko niej. Zbliżyłem usta do jej ucha i zacząłem po cichu śpiewać kawałek piosenki Rona Pope, tak jak chciała. Zaśmiała się.
~ EMILY ~
To było cudowne. On ma naprawdę wspaniały głos. Na żywo, bez pisków tysięcy fanek. Tylko ja i jego głos. Przymknęłam oczy, a na mojej twarzy cały czas widniał uśmiech. Ściemniło się już. Zrobiło się naprawdę późno, niewiele osób przechodziło obok nas. Siedzieliśmy sobie, a on mi śpiewał. Podobało mi się. Niech mnie ktoś uszczypnie. Po chwili jednak przestał śpiewać, chociaż piosenka jeszcze się nie skończyła. Spojrzałam na niego, a on ani drgnął. Nie wiem co ja sobie myślałam, ale po prostu go pocałowałam. Coś jest chyba ze mną nie tak. On przecież nie jest jednym z tych pijanych idiotów na imprezach. To był pocałunek z chęci i sprawiał mi ogromną przyjemność. Kiedy nasze usta się złączyły uświadomiłam sobie dopiero wtedy co tak naprawdę robię. I spodziewałam się jakiejś reakcji, w stylu odepchnięcia mnie czy coś. A on ugryzł mnie delikatnie w dolną wargę i zaczął całować. Po prostu zaczął całować. Harry Styles mnie całował. Rozumiecie to? Ciekawe ile takich dziewczyn jak ja już było. Nie chciałam być następną. Po co ja to zrobiłam? Pewnie już się nigdy więcej nie spotkamy, po co mi to było. Odsunęłam się jak oparzona.
- Przepraszam – szepnęłam i wstałam z ławki, zapominając o mojej nodze.
Zachwiałam się, ale Harry mnie złapał. Stanął naprzeciwko mnie.
- Za co? Przecież nic się nie stało – powiedział, patrząc mi w oczy.
- Odwieź mnie do domu, proszę – szepnęłam.
- Nie ma sprawy, jeśli chcesz.
Chciał wziąć mnie na ręce, ale zatrzymałam go dłoniom. Przerzuciłam rękę za jego szyję. Nie chciałam znaleźć się na jego rękach. Wolałam iść powoli, ale obok niego. No i szliśmy tak przez ten park bez słowa… Dostałam smsa, ale nie odczytałam go. Wsiadłam do auta, kiedy doszliśmy na miejsce, on zaraz zrobił to samo. Zapięłam pas i czekałam aż odpali auto. Chciałam zapaść się pod ziemię. Boże, co ja narobiłam. To było niepotrzebne. Ta droga się tak wlokła, tak długo jechaliśmy. A tak bardzo chciałam się już znaleźć w domu. Usłyszałam telefon. Musiałam odebrać, może to mama. Ale nie, na szczęście to była Kate.
- No dlaczego nie odpisujesz? – zapytała, gdy tylko odebrałam.
- Przepraszam, zaraz będę w domu, możecie wlecieć.
- To znaczy, jak zaraz?
- Daj mi dosłownie 10 minut – oznajmiłam. – Kończę – dodałam i się rozłączyłam.
- Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał, a mnie wgniotło w fotel.
- Przeprosiłam przecież – syknęłam. – Przepraszam jeszcze raz, nie powinnam tego robić.
- Nie chodzi mi o to, Emily. Pytam po prostu dlaczego, lubisz mnie? – zapytał i na mnie spojrzał.
Zrobiłam to samo.
- Chyba żartujesz. To znaczy lubię cię, ale nie w taki sposób, dlatego nie wiem, dlaczego to zrobiłam, pasuje? – syknęłam z jadem w głosie.
- Hej, uspokój się, podobało mi się – zaśmiał się.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Też się uśmiechnęłam.
- A mi nie, gryzłeś mnie – powiedziałam.
- To specjalnie przecież.
- No ciekawe, myślałam, że taka gwiazda brała jakaś lekcje w całowaniu, a tu lipa – udałam zawiedzioną.
- O, witaj z powrotem, Emily.
- Przestań – zaśmiałam się.
Podwiózł mnie pod sam dom.
- Poradzę sobie sama, dzięki za kebab i za wszystko – powiedziałam, otwierając drzwi.
Harry złapał mnie za ramię. Na szczęście nie za to z siniakiem.
- To ja dziękuję. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, może ci coś jeszcze zaśpiewam – powiedział.
- Chętnie – odkrząknęłam.
Pocałował mnie! Tak romantycznie! Dał mi takiego długiego buziaka w usta. Kiedy się odsunął, pocałował mnie jeszcze w policzek. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, po czym wyszłam z auta. Kiedy jednak zatrzasnęłam drzwi, zapukałam w szybę, by otworzył okno.
- Jedź już, nie obserwuj mnie jak będę skakać do drzwi – ostrzegłam go, machając palcem.
- Jasne – zaśmiał się.
Odsunęłam się od auta i poczekałam aż odjechał. Pomachał mi jeszcze na koniec. O Boże, nie wierzę, co za dzień. Spojrzałam na drzwi od mojego domu, czeka mnie długa droga, muszę przejść przez ulicę. O ja cię, dziewczyny siedzą na schodach!
_________________________
calowali sie nie wierze!! :D melduje sie czekam na nastepny:*
OdpowiedzUsuńdziękuję za komentarz :P no całowali się, całowali :D i to nie ostatni raz :P
UsuńCzekam na następny :3 Cudowne !
OdpowiedzUsuńdziękować :) :*
Usuń