~ HARRY ~
Oniemiałem. Ktoś właśnie wpakował
mi się pod koła.
- Co do cholery? – wrzasnąłem
przerażony.
Szybko odpiąłem pas i wysiadłem z
auta, potykając się. Podbiegłem do dziewczyny, leżącej na asfalcie. Majaczyła
coś pod nosem. Dzięki Bogu, żyje.
- Żyjesz? Nic ci nie jest? –
zapytałem szybko. – Boli cię coś? Muszę cię wziąć do szpitala!
Byłem cholernie przerażony. Chwyciłem
ją za ramiona, by ją delikatnie podnieść, a ona nagle się ożywiła. Przeszyła
mnie wzrokiem, piszcząc z bólu.
- Zostaw mnie idioto! –
wrzasnęła.
- Przepraszam, chcę ci pomóc –
szepnąłem, łapiąc się za głowę z bezradności.
- Mogłeś mnie nie przejeżdżać tym
jebanym samochodem! – wycedziła przez zęby, aż przeszły mnie dreszcze.
- Proszę cię, chodź, zawiozę cię
do szpitala – powiedziałem, wstając.
- Pomóż mi – syknęła, podając mi
ręce. – Nie gapcie się do cholery – zwróciła się w stronę grupki przechodniów,
którzy z zaciekawieniem obserwowali sytuację.
Szybko chwyciłem jej dłonie i
powoli pociągnąłem ją do góry. Kulała. No nie, złamałem jej nogę i Bóg wie co
jeszcze. Dobrze, że była przytomna. Dobrze, że żyła. Ładna była, naprawdę.
Miała brązowe, falowane włosy, które opadały na jej ramiona. Jej twarz była
bardzo dziewczęca, miała duże, piękne oczy, ale w tej chwili akurat groźnie na
mnie łypały. Po jej zachowaniu można było też stwierdzić, że strasznie
zadziorna jest. Odgoniłem szybko swoje myśli. Oplotła ramię wokół mojej szyi, a
ja zaprowadziłem ją do auta. Chwyciłem jej dłoń i pomogłem jej do niego wsiąść.
Szybkim krokiem podszedłem do drzwi kierowcy. Usiadłem na wygodnym fotelu i
spojrzałem na nią.
- Wszystko w porządku? –
zapytałem po cichu, będąc przygotowany na jakiś atak z jej strony.
- Właśnie mnie potrąciłeś –
stwierdziła. – Jak ma być w porządku? Chyba złamałeś mi nogę. Mam nadzieję, że
to tylko zwichnięcie, bo cię uduszę tymi rękoma – powiedziała, unosząc ręce na
wysokość mojej twarzy.
Zaśmiałem się, a ona prychnęła.
- Możesz jechać? – zapytała,
wskazując na drogę za przednią szybą.
- Och, tak, jasne – powiedziałem
szybko, przyłapując się na patrzeniu na nią.
Odpaliłem auto i ruszyłem.
Cieszyłem się jedynie z tego, że przytrafiło się to na trzypasmówce, bo inaczej
został bym nieźle strąbiony przez inne auta.
- Znam cię skądś – stwierdziła po
chwili, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Co, skąd? – zapytałem z
udawanym zdziwieniem.
Jeszcze tego brakowało, żeby
gazety pisały o tym jak potrąciłem jakąś małolatę.
- Nie mam pojęcia. Jak masz na
imię? – zapytała, pocierając ramię. – Naprawdę nieźle mnie urządziłeś – syknęła
z goryczą w głosie.
- Przepraszam, naprawdę –
powiedziałem zupełnie szczerze.
Miałem nadzieję, że z tego
wyjdzie.
- Harry – powiedziałem po chwili,
przypominając sobie, że zapytała o moje imię.
- Ten Harry? – zapytała, a w moim
brzuchu coś się boleśnie przekręciło.
- Co masz na myśli?
- Nie udawaj, Styles –
powiedziała.
Zaśmiałem się, a jej oczy zabłyszczały
z zaciekawieniem.
- Nie lubię cię i twoich koleżków
– powiedziała, krzyżując ręce.
Spojrzałem na nią. Nie wszyscy
muszą nas przecież lubić.
- Wciąż śpiewacie tylko o miłości, jacy to
jesteście szczęśliwi i zakochani, bla bla bla – dodała po chwili.
- Hola, hola, to tylko piosenki.
Nie wszystkie mówią o tym, co w danej chwili jest na rzeczy – obroniłem się.
Spojrzała tylko na mnie i zrobiła
dziwny grymas na twarzy. Jechałem dalej, przycisnąłem trochę pedał gazu, żeby
szybciej dotrzeć na miejsce. W sumie poczułem ulgę, że nie zachowuje się jak
fanka. Powiedzmy sobie szczerze, fanka chciałaby się pochwalić swoją historią,
a nie chcę żeby wszyscy się dowiedzieli o tym incydencie. To była moja wina, bo
ta dziewczyna weszła na pasy. Powinienem się zatrzymać, a przecież tego nie
zrobiłem. Mogłem pójść siedzieć. Na samą myśl się otrząsnąłem. Dobrze, że nie
jechałem szybciej, bo nic by mogło z niej nie zostać. Miałem ogromną nadzieję,
że namówię ją, by była dyskretna co do tego wypadku. Zaczęła się wiercić na
miejscu, szperając w torbie. Wyciągnęła paczkę papierosów. Cholera, a ja
właśnie rzucałem.
- Mogę zapalić, co nie? –
zapytała, w sumie już odpalając papierosa.
- Jasne – odpowiedziałem, kątem
oka na nią spoglądając. – Dasz jednego? – zapytałem, nie mogąc się powstrzymać.
- Palisz? Wow, gwiazdeczko –
prychnęła, wyciągając z torby ponownie paczkę papierosów.
Poczęstowała mnie jednym i
schowała opakowanie z powrotem do torby. Wyciągnęła zapalniczkę, chcąc mi odpalić,
jednak wskutek zderzenia się naszych dłoni, wypadła jej z rąk pod mój fotel.
- Kurwa – wymsknęło mi się.
- No i co znów narobiłeś? –
zapytała, tym razem z nutką rozbawienia w głosie. – Dobra, odpal od mojego –
powiedziała, przybliżając twarz.
Kątem oka na nią spojrzałem.
Wiedziałem jak to się robi, ale prowadziłem.
- No dalej – ponagliła mnie.
Odwróciłem głowę tak, by nadal
widzieć drogę. Jeszcze tego brakowało, żebym kogoś jeszcze potrącił. Nasze
twarze były blisko siebie, kiedy odpalałem papierosa. Miała piękne oczy. Mogłem
to przyznać.
- Ty i papierosy? – zapytała ze
zdziwieniem, kiedy się ode mnie odsunęła.
Zaciągnąłem się i po chwili
wypuściłem dym z ust.
- Co w tym dziwnego? – spojrzałem
na nią.
- Gwiazdeczka – szepnęła,
krzywiąc się przy tym.
- Przestań tak mówić – skarciłem
ją.
Wjechałem na parking szpitala.
Zaparkowałem od razu pod wejściem. Głośno wypuściła powietrze z swoich ust.
- Nienawidzę szpitali – syknęła.
– Już mnie brzuch boli z nerwów, że tam w ogóle pójdę.
Zaśmiałem się.
- Przecież nic ci tam nie zrobią
– powiedziałem, wypuszczając dym z ust. – Pójdę z tobą.
- O tak, twoja obecność strasznie
mi pomoże – zażartowała.
Uśmiechnąłem się do niej.
Podobała mi się.
Gdy dokończyliśmy palić
papierosy, wyszedłem z auta i otworzyłem jej drzwi. Wysiadła z niego bardzo
powoli. Stanęła na jednej nodze, podpierając się o auto.
- Chodź tu – powiedziałem,
podnosząc ją.
- Ej, puszczaj, co ty robisz? –
krzyknęła, wyrywając się.
- Uspokój się – powiedziałem,
klikając na pilot, po czym samochód wydał cichy dźwięk zamykania wszystkich
drzwi. – Masz prawdopodobnie złamaną nogę, jak chcesz iść? Tu są schody –
zauważyłem.
Poddała się i przerzuciła mi ręce
za głowę.
- Nie wierzę, jestem w objęciach
Harry’ego Stylesa. O Boże – powiedziała sarkastycznie, udając, że mdleje.
- No widzisz, nie każda może się
tym pochwalić – zażartowałem.
- Och, błagam cię, litości.
- No przestań już, co ja ci
zrobiłem? – zapytałem już lekko zirytowany.
- No zacznijmy może od tego, że
mnie potrąciłeś. To naprawdę nic – powiedziała z nutką rozbawienia.
Chyba już jej tak bardzo nie
boli. Dzięki Bogu.
- Okej, okej, zrozumiałem –
powiedziałem szybko.
Zaczęła sobie nucić pod nosem
jedną z naszych piosenek.
- Zaśpiewaj mi coś – powiedziała,
kiedy przeszliśmy przez próg ogromnych drzwi szpitala.
- Chyba żartujesz – zaśmiałem
się. – Na pewno nie tutaj i nie tobie – zażartowałem.
- Nie masz wyjścia – mruknęła
seksownie.
Mimowolnie szeroko się
uśmiechnąłem. Podeszliśmy do recepcji.
- Przywiozłem dziewczynę.
Prawdopodobnie ze złamaną nogą – powiedziałem do pielęgniarki.
Podniosła na mnie wzrok, a potem
spojrzała na… tą dziewczynę.
- Co się stało? – zapytała
pielęgniarka.
Otworzyłem usta, ale od razu je
zamknąłem i spojrzałem na dziewczynę. Jej oczy zrobiły się większe, kiedy
wzięła głęboki oddech.
- Spadłam ze schodów. Wypiłam
trochę alkoholu, zakręciło mi się w głowie – powiedziała.
Ulżyło mi. Naprawdę cholernie mi
ulżyło. Kamień spadł mi z serca. Uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła
uśmiech.
- Proszę chwilkę poczekać, już
wołam lekarza – oznajmiła pielęgniarka i poszła.
- Jak ty w ogóle masz na imię? –
zapytałem po chwili, zdając sobie sprawę, że do teraz jej o to nie zapytałem.
- Będę twoją zagadką na ten
wieczór, dobra? – zapytała słodko. – Chodź tu – syknęła.
Podszedłem bliżej niej, a ona złapała
mnie za rękę. Wskazała brodą na krzesło niedaleko. Zaprowadziłem ją tam powoli,
uważając, by nie zrobić jej jeszcze większej krzywdy. Kiedy usiadła, spojrzałem
na nią badawczo.
- Jak to zagadką, dlaczego? –
zapytałem zaciekawiony jej grą.
- Po prostu, tak sobie. Powiem ci
jak mi zaśpiewasz – powiedziała i pokazała mi język.
Seksownie wtedy wyglądała. Miałem
ją ochotę w ten język ugryźć.
~ EMILY ~
Fajny jest. Może mi zaśpiewa, hahaha.
- Może później – powiedział ze
zniewalającym uśmiechem na twarzy. – Tak w ogóle to dzięki, że skłamałaś –
dodał przyciszonym głosem.
- Nie ma sprawy – oświadczyłam. –
Miałbyś przez to niepotrzebne problemy, a chyba nic mi nie jest oprócz tej nogi
i kilku siniaków – machnęłam ręką lekceważąco.
- Jakoś ci się odwdzięczę –
powiedział po chwili zastanowienia.
- No masz szansę, już ci mówiłam
– zaśmiałam się.
Jego uśmiech był hipnotyczny.
Ukazał rząd równych, białych zębów. Oderwałam się jednak od tego widoku, kiedy
podszedł do nas lekarz, pisząc coś równocześnie w jakimś dzienniku, czy
cokolwiek to było.
- Pani za mną – powiedział.
No chyba sobie żartuje.
- A jak mamy niby iść, skoro nie
mogę chodzić? – zapytałam zirytowana.
- Chodź tu – powiedział Harry i
poczułam jak jego silne ręce podnoszą moje ciało.
- Och, dzięki – jęknęłam.
Przez przypadek musnął moje
posiniaczone ramię, mimowolnie skrzywiłam usta z bólu.
- Przepraszam – szepnął, kiedy to
zauważył.
- Nie ma sprawy – odpowiedziałam.
Chłopak przeniósł mnie przez
długi korytarz. Przeszedł przez próg śnieżnobiałych drzwi od gabinetu i
posadził mnie na jakimś materacu. Uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu.
- Mam wyjść? – zapytał.
Widać było, że poczuł się nieco
niezręcznie.
- Możesz zostać, spokojnie –
powiedziałam. – Chyba, że nie możesz – spojrzałam na lekarza.
Kiwnął głową, że wszystko w
porządku i podszedł do mnie.
- Muszę zobaczyć pani nogę –
powiedział, schylając się przede mną.
Niefajnie. Podwinęłam nogawkę
dżinsów, co przyszło mi z niemałą trudnością. Były cholernie dopasowane. Ja,
grubas.
- Gdzie panią boli? – zapytał,
macając moją łydkę.
- Boli! – krzyknęłam, kiedy
ścisnął mi kostkę.
- Rozumiem. Jak się pani nazywa?
– zapytał, wstając. – Trzeba będzie zrobić prześwietlenie.
Spojrzałam na chłopaka stojącego
nade mną. Nie chciałam mu na razie mówić jak mam na imię. Taki miałam kaprys.
- Green – powiedziałam ledwo
słyszalnym głosem.
Lekarz spojrzał na mnie
wyczekująco.
- Green – powtórzyłam głośniej. –
Emily Green.
Kąciki ust Harry’ego lekko się
podniosły. Pokiwałam głową z jedną z moich dziwnych min na twarzy.
- Musi pan wyjść – powiedział
lekarz. – Trochę to zajmie, niech pan cierpliwe czeka za drzwiami. Potrzebuję
też pana imię i nazwisko.
- Jasne, Harry Styles –
powiedział szybko, po czym skierował się do drzwi. – Będę czekał na korytarzu,
Emily – dodał, stając w otwartych drzwiach.
Po chwili je za sobą zatrzasnął.
Super. Prześwietlenie.
~ HARRY ~
Czekałem na nią na korytarzu.
Zająłem jedno z wolnych krzeseł i zacząłem bawić się telefonem. Biedna
dziewczyna. Spojrzałem w ścianę przede mną opierając głową o jakąś belkę za
mną. Przymknąłem oczy już lekko zmęczony. Było około drugiej nad ranem.
Poczułem wibrację w lewej kieszeni. Pośpiesznie wyjąłem z niej telefon.
- Zaraz będę – powiedziałem od
razu, widząc wcześniej na ekranie imię Nialla.
W sumie to nie wiedziałem, czy
będzie to naprawdę zaraz. Lekarz powiedział, że prześwietlenie może trochę
zająć.
- Mówiłeś to jakąś godzinę temu.
- Powiedzmy, że napotkałem pewne
problemy – zaśmiałem się.
- Harry, w co ty się znów
wpakowałeś? – zapytał blondyn po drugiej stronie telefonu.
- Nieważne, później wam wszystko
opowiem – oznajmiłem, po czym szybko się rozłączyłem, chcąc uniknąć
niepotrzebnych pytań.
Siedziałem tak jeszcze chyba z
dobre pół godziny, kiedy usłyszałem wołania Emily za drzwiami. Wstałem i szybko
wychyliłem głowę przez otwarte drzwi.
- Musisz mi pomóc, wiesz –
powiedziała, pokazując na swoją nogę.
Zauważyłem, że była lekko
obandażowana. Skrzywiłem się. Złamana? Wszedłem do gabinetu i skierowałem się w
stronę dziewczyny.
- W porządku? – zapytałem
zainteresowany.
- Wszystko pod kontrolą, panie
Styles – powiedział lekarz, nie dopuszczając jej tym samym do słowa. – Na
szczęście noga nie jest złamana, pana dziewczyna po prostu skręciła kostkę.
Emily wykrzywiła usta, ale nic
nie powiedziała. To nie była moja dziewczyna, ale mniejsza z tym.
- Dzięki Bogu – szepnąłem.
- Ma na nodze opaskę, która
powinna pomóc w chodzeniu, ale przez przynajmniej dwa dni niech pani ograniczy
poruszanie się do minimum – zwrócił się do Emily.
- Jasne – powiedziała. – No
dalej, chodź tu – ponagliła mnie.
~ EMILY ~
Podszedł do mnie zmieszany i
podniósł.
- Dziękujemy bardzo, doktorze –
powiedział.
Lekarz skinął głową i się
uśmiechnął.
- Dostałam zastrzyk w dupę – poskarżyłam
się, kiedy drzwi już się za nami zamknęły.
Harry parsknął śmiechem.
- To wcale nie jest śmieszne –
udałam urażoną. – To był najgorszy zastrzyk w całym moim beznadziejnym życiu.
- Nie mów tak – powiedział,
schodząc ze mną ze schodów.
Nic się już nie odezwałam. Jedyne
o czym teraz marzyłam to moje cudowne łóżko. Po chwili weszliśmy na parking i
skierowaliśmy się w stronę jego dużego auta.
- Posadź mnie z tyłu –
powiedziałam, zanim zdążył otworzyć drzwi od strony pasażera.
Usadził mnie z tyłu, było tyle
miejsca, że od razu się jebłam. Miałam wrażenie, że zaraz zasnę. Na szczęście
mdłości już mi przeszły i było w miarę dobrze.
- Chcesz coś zjeść, głodna
jesteś? – zapytał, odwracając się do mnie z przedniego fotela.
- Wybacz, ale jedyne o czym teraz
marzę to położyć się w moim łóżku – powiedziałam zmieszana jego propozycją. –
Może innym razem, teraz proszę, odwieź mnie do domu.
- Jasne, nie ma sprawy –
powiedział, zapinając pas.
Po chwili poczułam, że już
jedziemy.
- Gdzie mam cię zawieźć? –
zapytał, orientując się, że nie wie w ogóle, gdzie ma jechać.
- Abbey Road – powiedziałam po
cichu.
Wbił nazwę ulicy w nawigację i
ruszył dalej.
- To twierdzisz, że zjadłabyś coś
ze mną, ale innym razem? – zapytał, patrząc na mnie w lusterku.
Wzruszyłam ramionami, na co on
lekko się zaśmiał.
OMG ale fajne ! Już nie mogę się doczekać następnego ♥
OdpowiedzUsuńjuż od dawna jest następny, a Ciebie nie widać :( :P
Usuńświetny, kiedy kolejny rozdzial? :)
OdpowiedzUsuńnowe rozdziały pojawiają się tak gdzieś co tydzień, dwa :)
Usuńmaaaaasz talent dziewczyno! super rodział umiesz pisać, czekam na nowosci!:D
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo :)
UsuńSuper :3
OdpowiedzUsuńdziękuję i zapraszam ponownie <3 ;)
Usuń